Sport.pl

Agnieszka Radwańska: Mam kontuzję, więc nie gram

- Kręgosłup to nie kontuzja, która przechodzi po dwóch dniach - mówi o wycofaniu się z Warsaw Open Agnieszka Radwańska. - Chyba nie wszyscy w to wierzą. Na kortach Legii czuję się, jakbym była wrogiem.
Jakub Ciastoń: Dlaczego nie zagra pani w Warsaw Open?

Agnieszka Radwańska: Jestem kontuzjowana. Boli mnie lędźwiowy odcinek kręgosłupa. Uraz pojawił się w Rzymie, gdy wygrałam z Aną Ivanović. Po pierwszej rundzie w Madrycie nasilił się, tak że w ogóle nie byłam w stanie grać. Teraz mogę sobie pozwolić na lekki trening, ale nie ma mowy o porządnym serwisie. Kręgosłup to nie kontuzja, która przechodzi po dwóch dniach.

Była pani u lekarza WTA, ma pani oficjalne zwolnienie?

- Lekarz powiedział w sobotę, że nie powinnam grać. W niedzielę zgłoszę oficjalne wycofanie się z turnieju. Żałuję, bo chciałam wystąpić w Warszawie, przed polską publicznością, ale nie dam rady. W Gdyni zagrałam w meczu Pucharu Federacji, więc tak do końca nie można powiedzieć, że kibice w Polsce nie mieli okazji mnie obejrzeć. To trudna decyzja, ale konieczna.

Sprawa ma jednak drugie dno. Pani tata mówi otwarcie, że dyrektor turnieju "nie dotrzymał ustaleń" z listopada. Chodzi o startowe?

- Mam kontuzję. To jest powód rezygnacji.

Kto podjął decyzję o wycofaniu z Warsaw Open? Pani czy tata?

- To wspólna decyzja teamu Radwańskich, choć wiadomo, że ostateczna należy do mnie. Boli, więc rezygnuję. Nie ma o czym więcej mówić.

Czy dyrektor turnieju Stefan Makarczyk kontaktował się z panią od momentu urazu?

- Nie, ale też nie miał takiego obowiązku. Byłam w kontakcie z fizjoterapeutą i oficjelami WTA. Wiedzieli, co się dzieje.

Do pojawienia się tej kontuzji spisywała się pani na mączce dobrze.

- Byłam zadowolona z formy. W Stuttgarcie przegrałam w ćwierćfinale z Safiną, numerem jeden na świecie, w Rzymie w ćwierćfinale z Venus Williams. To nie były złe mecze, rywalki zagrały bardzo dobrze. Potem pojawił się uraz, nie chcę ryzykować startu przed Rolandem Garrosem, który zaczyna się już w następną niedzielę.

Czy to prawda, że w sobotę odmówiono przepustki na korty dla pani koleżanki, a waszego samochodu nie wpuszczono na parking?

- Trudno mi to komentować, bo nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Chyba nie wszyscy wierzą w moją kontuzję. Takie rzeczy na turniejach nie mają się jednak prawa zdarzyć. Od początku dziwnie się czuję na Legii, jakbym była wrogiem i ponosiła winę za cokolwiek.

Jak ocenia pani obiekt na Legii?

- Ciężko porównywać je do Warszawianki, gdzie turniej był przez kilka lat. Myślę, że impreza rangi WTA z pulą nagród 600 tys. dol. nie powinien się odbywać na Legii. Korty i ich zaplecze nie są do tego gotowe. Pomieszczenie dla zawodniczek jest wielkości mojego pokoju w domu. Rozumiem, że trwa remont, ale tej prowizorki jest zdecydowanie za dużo. Na dziś poza główną trybuną to są korty na turniej z pulą nagród 25-50 tys. dol.

Niesmaczny konflikt wokół Radwańskiej - mercedes, kasa i koleżanka »