Lewis Hamilton: W Formule 1 jest za dużo polityki

Aktualny mistrz świata Lewis Hamilton powiedział, że nadmiar polityki w Formule 1 sprawił, że czuje się rozczarowany sportem.
Hamilton wywalczył w zeszłym roku swój pierwszy tytuł po niesamowitej końcówce sezonie. 24-letni kierowca bardzo szybko wszedł na szczyt, ale jego kariera od początku wzbudza kontrowersje.

W 2007 roku McLaren został ukarany rekordową sumą 100 milionów dolarów za podkradanie sekretów budowy bolidu Ferrari. W tym roku, Brytyjczyk okłamał sędziów F1 po pierwszym tegorocznym GP w Australii, za co później publicznie przepraszał.

Hamilton mówi, że to co wydarzyło się w Australii było bardzo złe, a nieustanne walki z władzami sprawiły, że ma już powoli dość sportu, w którym ściga się już trzeci rok z rzędu.

- To chyba podobne uczucie do tego, gdy ktoś idzie za kratki choć wie, że nic złego nie zrobił. Czułem coś takiego, ale wiem, że to co wydarzyło się w Australii było bardzo złe - powiedział Hamilton Times'owi.

- Czuję się rozbity. Jestem kierowcą wyścigowym, nie jestem w sporcie by być politykiem - mówi Hamilton. - Nie ma to wpływu na to jaki jeżdżę na torze. To wpływa na moje prywatne życie, na to jaki jestem na co dzień - dodał.

- Gdy przychodziłem do F1 nie wiedziałem, że jest tu tyle polityki. To był szok. Niestety, tak już działa F1. W niższych kategoriach jest przyjemniej. Wszyscy są tam tylko po to, by się ścigać.

Diamenty znów na kaskach kierowców McLarena - czytaj tutaj »