F1: Włosi murem za Ferrari

Cały naród uważa, że nie ma Formuły 1 bez Ferrari i na odwrót. Zaś heca, która podzieliła Formułę 1, to anglosaski spisek
Poparcie dla Ferrari wyrażają właściwie wszyscy włoscy "święci" - od prezydenta, przez prezydentów lombardzkich miast związanych z Ferrari, mocarny olimpijski komitet, aż do zwykłych ludzi. Nikt we Włoszech nie wyobraża sobie, aby Ferrari mogło nie wystartować w najbliższym sezonie Formuły 1. Spodziewany jest kompromis podczas najbliższego spotkania szefów FIA, Formuły 1 i przedstawicieli zespołów. Chodzi o to, aby osiągnąć porozumienie w sprawie limitu wydatków zespołów. Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) chce, aby to było 40 mln funtów. Wielkie stajnie producentów odrzucają ten pomysł i wolą szukać koniecznych oszczędności po swojemu. - Jeśli nie będzie co do tego zgody, nie przystąpimy do nowego sezonu - napisali w oświadczeniu szefowie Ferrari po zebraniu zarządu koncernu. Być może wycofają się też: Toyota, Red Bull, Toro Rosso.

Spór o przyszłość podzielił Formułę 1 wzdłuż kilku osi.

Na jednym z frontów walk Ferrari jest na czele zespołu kilku producentów. Zespoły te - w wyścigach ciało do niedawna obce - to Toyota, BMW, Mercedes, Renault i Ferrari, a do zeszłego sezonu również Honda. Stanowią one potężny front przeciwko anglosaskiej wizji wyścigów, bardziej tradycyjnej, w której producenci co najwyżej dostarczają silniki, a nie windują niebotyczne koszty duszące pozostałych. Czyli chcą, aby było tak jak dawniej, kiedy w Formule 1 były właściwie tylko prywatne zespoły, takie jak teraz Williams i Brawn GP. Niski, obowiązujący wszystkich budżet gwarantowałby udział właśnie takich stajni - egzystujących tylko dzięki wyścigom, niezależnych od kaprysów najwyższych menedżerów wielkich koncernów.

Front producentów jest mocny, ale i Anglosasi są mocni.

Szefem FIA jest londyńczyk Max Mosley, szefem Formuły 1 jest Bernie Ecclestone z Bungay w hrabstwie Suffolk, najważniejszym człowiekiem na każdym wyścigu jest Charlie Whiting, wychowany przy torze w Brands Hatch, odpowiadający za bezpieczeństwo, technologię w Formule 1 i już chyba dożywotni główny starter.

W Formule 1 czterech szefów zespołów to Brytyjczycy, pięciu dyrektorów technicznych to Brytyjczycy, a wokół Londynu ma swoje siedziby sześć zespołów z dziesięciu oraz kolejne dwa rozważające udział w przyszłym sezonie. Wśród głównych menedżerów dwóch jest Włochów, wśród głównych inżynierów dwóch Niemców, pozostałe narodowości występują w liczbie pojedynczej.

Brytyjczykom marzy się, aby Formuła 1 bardziej przypominała to, co działo się w latach sprzed dominacji producentów. Teraz stanowią połowę stawki, a dodatkowo dostarczają reszcie silniki. W 1990 roku startowało 20 zespołów, wśród których producent był jeden - Ferrari. W 1980 roku startowało 15 stajni, a producentami byli: Ferrari, Alfa Romeo i Renault. W 1970 r. przedstawicielem wielkich producentów był tylko Ferrari, w 1960 wśród 21 zespołów dużo samochodów produkowały tylko: Ferrari, Porsche i Aston Martin.

Ale czy w ogóle można mówić o Ferrari jako o wielkim producencie, tej samej kategorii co masowe Renault, Toyota czy Honda? Takich jak Ferrari przewinęło się przez Formułę 1 więcej. Był Aston Martin, był DiTomaso, Lotus, Maserati i wiele, wiele innych produkujących na niewielka skalę sportowe samochody dla bogaczy. Wielcy producenci zaczęli przenikać do Formuły 1 dopiero w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Być może dla wyścigów będzie lepiej, gdy ich wpływy znów się zmniejszą.

Bolid Kubicy odrobinę lepszy, ale nadal słaby
mapa Londynu

Ameryka szturmuje F1 - to nie będzie jeden zespół »