Playoffs NHL: Ducks i Bruins wciąż walczą, emocjonujące starcie Capitals - Penguins

Aż trzy z czterech tegorocznych ćwierćfinałów NHL rozstrzygną się w decydującym, siódmym meczu. We wtorek w nocy widmo wcześniejszych wakacji zdołali oddalić od siebie Boston Bruins i Anaheim Ducks.
Faworyzowani Boston Bruins w toczonej do czterech zwycięstw serii przeciw Carolina Hurricanes przegrywali już 3:1. Zdołali jednak wygrać w niedzielę na własnym lodzie, a we wtorek powtórzyć ten wyczyn na wyjeździe. "Niedźwiedzie" już po pięciu minutach spotkania prowadziły 2:0 - do siatki trafili Mark Recchi i Steve Montador. Kontaktową bramkę dla gospodarzy na początku drugiej tercji zdobył Matt Cullen, ale także i ta odsłona należała do Bruins, którzy zaaplikowali Hurricanes dwa kolejne gole. Ich strzelcami byli Marc Savard i Chuck Kobasew.

W ostatniej tercji gospodarze rzucili się do odrabiania strat, jednak z gradu 14 strzałów Tima Thomasa zdołał zaskoczyć tylko jeden - byłej gwiazdy Bruins Sergieja Samsonowa. Bramkarz ekipy z Bostonu powstrzymał 31 z 33 lecących w jego stronę krążków i był jedną z przyczyn, dzięki którym ekipa z Massachusetts wciąż liczy się w walce o Puchar Stanleya. Znacznie gorzej spisywał się jego vis-a-vis Cam Ward, który spośród 19 uderzeń przepuścił aż cztery.

Czwartkowy mecz w Bostonie zadecyduje o tym, kto w finale Konferencji Wschodniej zmierzy się ze zwycięzcą siódmego starcia między Washington Capitals a Pittsburgh Penguins. To właśnie ta seria jest uznawana za najbardziej porywającą w tegorocznych rozgrywkach posezonowych. W trzech z ostatnich czterech meczów pomiędzy "Pingwinami" a Capitals trzeba było dogrywki, żeby wyłonić zwycięzcę.

Rywalizację tę wcześniej reklamowano jako pojedynek dwóch największych młodych gwiazd ligi - Aleksandra Owieczkina z Waszyngtonu oraz Sidneya Crosby`ego z Penguins i kto liczył na starcie dwudziestoletnich gigantów z pewnością się nie zawiódł. Rosjanin w serii sześciu spotkań przeciwko drużynie z Pittsburgha zdobył już 13 punktów (siedem bramek i sześć asyst), Kanadyjczyk jest o trzy punkty gorszy (sześć goli, cztery asysty). Do tego obaj gwiazdorzy w meczu numer dwa ustrzelili hattricka. Czy z tego pojedynku ostatecznie zwycięsko wyjdzie silny jak Tur Owieczkin czy "mister elegancji" północnoamerykańskich lodowisk - Sid The Kid okaże się w środową noc.

Spod eliminacyjnego noża uciekli także Anaheim Ducks, którzy we własnej hali wygrali z Detroit Red Wings 2:1. Oba gole dla zwycięzców padły w drugiej tercji. Najpierw okres gry w przewadze wykorzystał Ryan Getzlaf. Później bohaterem został Corey Perry, który popisał się bardzo dobrą interwencją w obronie, by od razu pomknąć na bramkę rywala i odbić krążek po strzale Getzlafa tak, że stojący w bramce Czerwonych Skrzydeł Chris Osgood nie miał szans na skuteczną interwencję.

Prowadzący w serii 3:2 Wings wzięli się do odrabiania strat, ale ich ataki przyniosły skutek dopiero na niespełna trzy minuty w przed końcem meczu. Niepotrzebny faul Andrew Ebbetta na Darrenie Helmie zaowocował karą dla Anaheim, a ta golem w przewadze Johana Franzena. Hokeistom z Detroit nie udało się już więcej pokonać rewelacyjnie spisującego się tego dnia Jonasa Hillera, który z 38 obronionymi strzałami został wybrany graczem meczu. Po ostatniej syrenie zawodnikom puściły nerwy i doszło do ogólnej szamotaniny oraz bójki między gwiazdorem Red Wings Pawłem Dacjukiem, a kapitanem Ducks Scottem Niedermayerem.

Decydujące spotkanie rozpocznie się w czwartek o 1:00 polskiego czasu w Detroit. Na zwycięzcę czekają już Chicago Blackhawks, którzy miejsce w finale Konferencji Zachodniej zapewnili sobie w sześciu meczach eliminując Vancouver Canucks.

O awansie Chicago - czytaj tutaj »