Ferrari poza F1? To jak piłka nożna bez Brazylii

- Łatwiej mi było przystosować się do braku Subaru w rajdach, czy też braku Afryki w Rajdzie Dakar. Ale bez Ferrari, legendy F1, obecnej w niej od zawsze, wpada mi do głowy porównanie - piłkarskie mistrzostwa świata bez Brazylii - pisze na swoim blogu Bartosz Raj.
Ferrari grozi odejściem  »

Ferrari ogłosiło we wtorek, że jeśli nie zmienią się przepisy dotyczące następnego sezonu, to koncern nie zarejestruje swoich samochodów w mistrzostwach F1 w 2010 roku.

- Przypomnijmy - pomysł jest taki: albo teamy zgodzą się, że przygotują bolidy za 40 mln funtów (nie wliczając kar i pensji dla kierowców), albo wydadzą więcej, ale wtedy inni - którzy ograniczą wydatki - dostaną przyzwolenie na korzystanie z różnych rozwiązań technicznych - przypomina na blogu Bartosz Raj.

Ferrari to ikona wyścigów F1, w których bierze udział od samego początku istnienia serii, a więc roku 1950. W ostatnich dziesięciu latach włoska stajnia zdobyła aż osiem tytułów mistrzowskich.

- Co kieruje Ferrari? Szantaż oczywiście. Groźba jest szantażem. Czego chce Ferrari? Albo nieograniczonych środków na rozwój teamu, albo - do czego się skłaniam - podniesienia minimalnej puli dolarów i żadnych przywilejów dla tych, którzy zetną koszty bardziej. Czemu ten szantaż jest taki groźny? Bo do końca maja mają się zgłosić zespoły do następnego sezonu. Ma ich być 13 - pisze Bartosz Raj.

- Jakie jest wyjście z sytuacji? Jaki kompromis może być zawarty? Generalnie Formuła 1 to zawsze był wyścig kierowców i wyścig technologiczny podsycany nie paliwem a pieniędzmi i powinno tak zostać. Ale Mosley się nie cofnie. A więc chyba dziś szansa jest już tylko na taki kompromis, że pula do wykorzystania się zwiększy, może do 60 mln funtów. I żadnych "nagród" za zaciskanie pasa.

Bolid Kubicy odrobinę lepszy, ale nadal słaby
Cały wpis Bartosza Raja - czytaj tutaj >