Leo demonstruje pogardę dla polskiej piłki

Trener reprezentacji Leo Beenhakker sam zatruwa atmosferę wokół kadry i demonstruje ostentacyjną pogardę dla polskiej piłki. Zachowuje się, jakby marzył, by zerwano jego kontrakt, ale wypłacono mu wszystkie pieniądze - pisze na swoim blogu dziennikarz "Gazety Wyborczej" Rafał Stec.
Autor porównuje Beenhakkera do Raula Lozano i Pawła Janasa, którzy także uciekali od obowiązków związanych z prowadzeniem reprezentacji. - Beenhakkera nie tłumaczy nic. Regularnie robi wypady do Belgii czy Holandii, od których dzielą go dwie godziny lotu - czytamy na blogu. - Znosił kiedyś rozgrywki w Trynidadzie i Tobago, znosił oglądanie wirtuozów z Arabii Saudyjskiej, to zniósłby też chałę krakowsko-warszawską.

Dziennikarz krytykuje Holendra za to, że wbrew woli PZPN został nieformalnym doradcą w Feyenordzie Rotterdam. Sugeruje jednak, że nie można mu udowodnić, iż wpłynie to na jakość gry reprezentacji - Nikt nie wpisuje do kontraktu, ile trener musi obejrzeć ligowych meczów na żywo ani ile musi zarządzić treningów na zgrupowaniu.

Stec kończy swój wpis retorycznym pytaniem - Skoro najważniejszy ligowy mecz wiosny oznacza dla pana czas wolny, to kiedy - poza rzadziutkimi i króciutkimi okresami zgrupowań reprezentacji - pan w ogóle pracuje?