Sport.pl

Mariusz Wach: Spokojnie czekam na swoją szansę

Mierzący 201 cm niepokonany polski bokser wagi ciężkiej Mariusz Wach tydzień temu w ?Pojedynku Gigantów? w efektownym stylu pokonał Juliusa Longa (216 cm). Niestety dokuczająca pięściarzowi od dość dawna kontuzja dłoni uniemożliwi mu kolejne starty w najbliższym czasie. W rozmowie z bokser.org "Polski Olbrzym" opowiada o swoim ostatnim pojedynku oraz planach na przyszłość.
Czy wygrana z Juliusem Longiem to było najbardziej wartościowe zwycięstwo w Twojej karierze?

- Na pewno tak. Pod względem medialnym i sportowym był to rywal godny uwagi. Jest doświadczony, walczył w przeszłości z dobrymi zawodnikami i przeważnie stawiał im trudne warunki. Solis męczył się z nim osiem rund i nie mógł mu zrobić krzywdy. Uważam, że to mój największy sukces.

Czy po nieudanej walce z Orłowem prosiłeś promotorów o kolejnego wysokiego zawodnika, żeby móc zatrzeć złe wrażenie po tamtym pojedynku?

- Dostałem propozycje dwóch zawodników i wybrałem Longa. Nie myślałem o tym, że to kolejny wysoki zawodnik, ale dobrze że tak się stało. Long może nie ma imponującego bilansu, ale walka z pewnością nie była łatwa. Choć zaznaczam, że nie zmusił mnie on do maksymalnego wysiłku i gdyby była taka potrzeba, to pokazałbym dużo więcej.

Po walce z Orłowem przyznałeś, że Twoje przygotowania nie były wtedy odpowiednie. Teraz odrobiłeś lekcje i potrenowałeś solidnie przed Longiem?

- Teraz przygotowania wyglądały zupełnie inaczej. Miałem ten komfort, że walczyłem ze znanym rywalem i mogłem obejrzeć jego walki w internecie. Przygotowałem sobie w głowie obraz jego boksowania i byłem przygotowany na każdy wariant z jego strony. Poza tym trenowałem w Warszawie pod okiem Andrzej Gmitruka. Przez kilka tygodni był codziennie na sali i pomagał w zajęciach. To był główny powód, że tym razem wszystko potoczyło się jak należy i walka skończyła się moją wygraną przed czasem.

Co dalej? Czy tak jak się mówiło, w najbliższym czasie czeka Ciebie zabieg lewej dłoni?

- Tak, jeszcze w tym tygodniu jadę do Warszawy na konsultacje z doktorem Śmigielskim i trzeba określić co z tym dalej zrobić. Jutro albo pojutrze będę wiedział coś więcej na ten temat. Osobiście mam nadzieję, że będzie to jakiś zabieg kosmetyczny, jakieś przyszlifowanie kości, które nie wyłączy mnie na długo z boksowania. Mam jednak świadomość, że jeśli trzeba będzie zdecydować się na poważniejsze działania, to nie będzie wyboru. Z doświadczenia wiem, że wiąże się to z minimum dwoma lub trzema miesiącami przerwy. Zanim wszystko dojdzie do stanu używalności, zostanie zdjęty gips i będę mógł uczestniczyć w normalnych zajęciach na sali, minie sporo czasu.

Czy gdyby nie ta ciągnąca się od niepamiętnych czasów kontuzja, to Twoim zdaniem byłbyś teraz w innym miejscu swojej kariery?

- Ciężko powiedzieć. Straciłem już cały rok. W trakcie tego czasu na pewno mógłbym stoczyć kilka walk, może dorzucić jakieś głośne nazwisko do swojego rekordu i w tym momencie być w lepszej sytuacji, ale ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Być może parę razy więcej wyjechałbym do USA, gdzie miałbym okazję do pokazania się tamtejszym promotorom, bo to jest na pewno moim celem.

Niektórzy kibice oglądając Twoje walki nie wiedzą z czego wynika czasami Twoja słabsza dyspozycja. Czy mógłbyś w skrócie wyjaśnić z czym i od jak dawna zmagasz się w ringu oprócz rywali?

- Ta kontuzja ciągnie się za mną jeszcze od czasów amatorskich. Towarzyszyła mi od początku zawodowej kariery, ale nie była tak dokuczliwa jak teraz. Mam problem z palcem wskazującym w lewej dłoni, którego na dobrą sprawę nie mogę do końca zgiąć. Jeśli wiadomo jak poprawnie powinno się zadawać ciosy, to każdy zdaje sobie sprawę jakiej rangi jest to przeszkoda. 3 lata temu po gali w Poznaniu zacząłem odczuwać jednak dużo większy ból niż kiedykolwiek wcześniej i zdecydowałem się pójść do lekarza. Okazało się, że sprawa jest dużo poważniejsza i na rok zostałem wyłączony z boksowania. Teraz znowu bóle się nasilają więc będziemy musieli zadziałać. Czasami wystarczy, że zahaczę nim gdzieś w domu, nawet przy wstawaniu z łóżka i ból jest duży.

Realnie oceniając swoje możliwości, po 21 zawodowych walkach, jakie masz aspiracje na zawodowych ringach? Ostatnio popularne zrobiły się walki między Polakami. Czy miałbyś ochotę zmierzyć się z którymś z naszych rodaków, np. Tomaszem Boninem?

- Tomasz Bonin ma dobry bilans, jest solidnym i bardzo doświadczonym pięściarzem. Walka z nim i ewentualna wygrana to byłoby coś pozytywnego dla mojej kariery. Zwycięstwo z takim zawodnikiem stawiałoby mnie w dobrym świetle, ale wydaje mi się, że nie ma zbyt dużych szans, aby do takiego pojedynku doszło. Jeśli chodzi o moje aspiracje, to tytuł europejski czy nawet mistrza Unii Europejskiej jest jednym z moich celów. Gdyby udało się zdobyć jeden z tych pasów, to byłby to dla mnie naprawdę fajny sukces i przy okazji otworzenie się innych, dalszych możliwości.

Czy czujesz, że zbliżasz się do momentu, kiedy zadzwoni telefon na parę dni przed walką i będziesz musiał podjąć wyzwanie, pojechać zagranicę i stoczyć walkę ze znanym rywalem, żeby przynajmniej, nawet w przypadku porażki, móc sobie powiedzieć "przynajmniej próbowałem"?

- Jeszcze o tym nie myślę. Na razie spokojnie czekam na swoją szansę i wierzę, że ona przyjdzie. Jeśli zdarzyłaby mi się porażka lub dwie, to wtedy na pewno ciężko będzie o angaż w jakiejkolwiek stajni i trzeba będzie czekać na telefon. W takim przypadku oceniłbym swoje szanse, potencjał rywala i zadecydował czy warto ryzykować Teraz jednak poważnie myślę o swojej karierze i buduję ją w normalny sposób.



Więcej o: