Arka na zimę w kozakach, Bałtyk w tenisówkach

Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek pomaga budować wielką Arkę. Odstawiony na boczny tor czuje się inny gdyński klub Bałtyk
- Ostatnio coraz częściej słyszę o krzywdzie, jaka dzieje się Bałtykowi. To jest dla mnie niezrozumiałe - mówi prezydent Szczurek.

Arka w tym roku otrzyma od miasta rekordową dotację w wysokości 1,5 mln zł. Bałtyk z miejskiego źródła otrzyma 50 tys. zł, czyli 3 proc. tej kwoty. - Arka jest na szczycie piramidy i nie mamy tego nikomu za złe. Proporcje zostały jednak zdecydowanie zachwiane - mówi dyrektor Bałtyku Stanisław Rajewicz. - Gdynia jest jak ojciec, który ma dwójkę dzieci: Arkę i Bałtyk. To tak jakby ojciec jednemu z nich na zimę kupił kozaki, a drugiemu tenisówki - uważa były piłkarz Bałtyku i Arki Jarosław Kotas.

- Nie można tego tak porównywać. Arka to klub zawodowy występujący w ekstraklasie, a Bałtyk to amatorski zespół z III ligi. Dzieli je przepaść sportowa. Różnica w dotacji wynika z aktywności promocyjnej obydwu klubów. Dzięki Arce Gdynia promuje się dużo skuteczniej niż dzięki Bałtykowi - tłumaczy Szczurek.

Wkrótce przepaść może jednak zniknąć. Arka jest mocno zagrożona spadkiem do I ligi, Bałtykowi już raczej nic nie odbierze awansu do II ligi. W przyszłym sezonie może być już więc tylko jeden szczebel rozgrywek różnicy.

- Będzie to miało odzwierciedlenie w wysokości środków przekazywanych przez miasto - zapewnia Szczurek. - Dlatego mam prośbę do Bałtyku, żeby skupił się na awansie, na rozwoju sportowym, a nie na odkurzaniu starych animozji. Ktoś wyraźnie próbuje poróżnić Bałtyk z miastem. Smutno mi z tego powodu, ale cały czas mam życzliwość dla tego klubu - dodaje Szczurek.

W Bałtyku widzą to zupełnie inaczej. - Pniemy się w górę bez pomocy miasta. To ryzykowne, bo można się wykrwawić, a nie dojść do poziomu, w którym prezydent wreszcie dostrzeże klub - martwi się Rajewicz. Bałtyk chce nawiązać do swoich tradycji. Założony w 1930 r. klub na jubileusz 50-lecia awansował do ekstraklasy. W swoim debiutanckim sezonie zajął wysokie 6. miejsce (najlepszym wynikiem Arki w ekstraklasie jest 7. miejsce), ale gdyby w ostatniej kolejce zdobył choćby jeden punkt w wyjazdowym meczu z Zagłębiem Sosnowiec, to zdobyłby wicemistrzostwo Polski. W sumie w ekstraklasie Bałtyk grał przez siedem sezonów. W latach 90. staczał się powoli w dół. Teraz odżył.

- Zaczynaliśmy od zera, wyciągnęliśmy klub z długów, jesteśmy trzecim klubem w hierarchii wybrzeżowej piłki, a co najważniejsze mamy grupę mniejszych, ale oddanych sponsorów. Jeśli jednak miasto nie będzie nas zauważać, mogą się w końcu zniechęcić - uważa Rajewicz. Bałtyk ma na tyle stabilną sytuację finansową, że rok temu myślał o przejęciu miejsca na zapleczu ekstraklasy od Śląska Wrocław, który miał się połączyć z Groclinem Grodzisk. - Naszym problemem nie są finanse, ale funkcjonowanie w samej Gdyni. Wiele osób wyraźnie chce, aby Gdynia była miastem tylko jednego klubu, Arki -mówił wtedy Rajewicz. Najwyraźniej sytuacja się nie zmieniła.

Zepchnięci przez miasto na margines czują się kibice Bałtyku, którzy na meczach wywiesili transparenty: "Gdynia moje miasto - czy to puste hasło? Na układy nie ma rady, jednym miliony, a nam odpady" oraz "Panie prezydencie, nie chcemy milionów w prezencie. Chcemy stadionu, neutralności, za lata miłości, do Gdyni".

Bałtyk rozgrywa swoje III-ligowe mecze na bocznym boisku stadionu GOSiR przy ul. Olimpijskiej. Kiedyś był to stadion Bałtyku, ale w 1993 r. obiekt przejęło miasto. Jak płachta na byka podziałała więc na przedstawicieli Bałtyku wiadomość, że trybuny na wyremontowanym stadionie będą miały barwy żółto-niebieskie, czyli Arki. A Arka na Olimpijskiej gra dopiero od 2000 r. po przeprowadzce z ul. Ejsmonda, gdzie wybudowane zostały korty tenisowe.

Czy nie można, żeby było sprawiedliwie, części krzesełek pomalować na kolory niebieski i biały, czyli w barwy Bałtyku? Tak jest choćby we Włoszech, gdzie na wspólne stadiony mają Milan i Inter w Mediolanie, czy Roma i Lazio w Rzymie. - W ogóle nie chcę na ten temat dyskutować. Żółty i niebieski to piękne kolory, słońca i nieba. Jak ktoś będzie chciał, to przyczepi się do tego, że boisko jest zielone, a linie białe, a to barwy Lechii - zżyma się Szczurek. I przekonuje, że kiedyś optował za tym, aby połączyć siły i stworzyć w Gdyni jeden silny klub.

Na razie Bałtyk cieszy się z każdej dobrej wiadomości. Właśnie otrzymał zapewnienie, że po awansie do II ligi będzie mógł rozgrywać swoje mecze na głównej płycie boiska. - Jesteśmy za to wdzięczni - mówi Rajewicz.

Dla Gazety

Piotr Rzepka

były piłkarz Bałtyku i Arki

Bałtyk wydaje się trochę zapomniany w swoim mieście, a to niesprawiedliwe, bo ten klub budował historię Gdyni i gdynian. Na mecze w ekstraklasie przychodziło ponad 10 tys. kibiców, klub cieszył się i cieszy dużym szacunkiem w Polsce. Trenuję teraz Odrę Opole i wiem, że na południu kraju Bałtyk kojarzony jest tak samo jak Arka. Uważam, że w takim dużym i bogatym mieście jak Gdynia, jest miejsce na dwie dobre drużyny piłkarskie. Z drugiej strony - Arkę i Bałtyk dzielą teraz aż trzy klasy rozgrywkowe, dlatego wydaje się logiczne, że ci pierwsi dostają znacznie więcej funduszy od miasta. Pewnie jak Bałtyk będzie awansował, to będzie się to wyrównywać, trzeba wierzyć miastu.

Jak jest w innych miastach

W Łodzi miasto stara się zachowywać równowagę we wspieraniu drużyn piłkarskich. Ekstraklasowy ŁKS otrzymuje takie same wsparcie jak występujący w I lidze Widzew - obie drużyny dostały po pół miliona złotych (w sumie miasto na sport przeznacza trzy miliony złotych). Inaczej wygląda sytuacja w Krakowie, gdzie samodzielnym właścicielem Wisły jest Bogusław Cupiał, a miasto jest głównym udziałowcem Cracovii. W Warszawie ratusz nie daje ani złotówki na bieżącą działalność Legii i Polonii. Miasto buduje natomiast nowy stadion Legii za 500 milionów złotych i modernizuje stadion Polonii (wyłożyło 27 milionów). Polonia czuje się pokrzywdzona, bo musi płacić za użytkowanie stadionu, a Legia nie.

Polecamy - Madonna zasłania ludziom świat