Liga Mistrzów: Chelsea chce zrzucić Barcelonę z nieba do piekła

Od tygodnia trener Chelsea Guus Hiddink kombinuje, jak wyeliminować grającą nieziemski futbol Barcelonę i awansować do finału Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu wyszarpał remis 0:0. W środę jego zespół musi zdobyć gola. Albo lepiej strzelać rzuty karne. Relacja na żywo od 20.30 w Sport.pl
Mourinho: Ligę Mistrzów wygra albo Chelsea, albo Barcelona

Po pierwszym meczu Holender został okrzyknięty mordercą futbolu. Nastawił zespół na przetrwanie. Myślącej o ataku już w klubowym autobusie Barcelonie przeciwstawił świetnie zorganizowaną i zdyscyplinowaną taktycznie drużynę skoncentrowaną wyłącznie na obronie.

Na rewanż tworzy taktykę w wersji 2.0, która pozwoli powstrzymać rywali w ataku, ale także strzelać gole. - Od pierwszego meczu obok łóżka mam kartkę i ołówek. Nie mogę spać, bo myślę o Barcelonie. Gdy tylko coś wpadnie mi do głowy, zapisuję. Bez przerwy zastanawiam się, które rozwiązanie wybrać - mówi Holender.

Problemów przybyło mu w sobotę, gdy Barcelona urządziła orgię technicznego i efektownego futbolu na Santiago Bernabeu i pokonała Real Madryt 6:2. W Hiszpanii okrzyknięto ją drużyną wszech czasów, która powinna dawać przedstawienia w rajskich ogrodach.

- Na szczęście w angielskim futbolu ważniejsze jest przygotowanie fizyczne. To nasza szansa - wydusił z siebie Frank Lampard po sobotnim spotkaniu.

Jego drużyna nie może liczyć, że Barcelona zrezygnuje z rozgrywania piłki. Nie ma też mowy, by Chelsea wymieniała ją szybciej, a jej piłkarze dryblowali, tak jak zdolni nogami nawlekać nitkę na igłę barcelońscy geniusze. Zostaje siła.

Magazyn LM: Dlaczego Barcelona nie potrafi grać z Anglikami


A Hiddink ma w Chelsea herkulesów zdolnych uprzykrzyć grę nawet największym wirtuozom. Essien, John Obi Mikel, Ballack i Lampard mają sprawić, by wywijasy Xaviego i Andersa Iniesty stały się wywijasami bezproduktywnymi. Dwaj pierwsi londyńczycy dodatkowo będą pomagać w powstrzymaniu szalejących na skrzydłach Messiego i Henry'ego. - Henry jest piłkarzem kluczowym. Gdy jest w formie, Barcelona może wygrać wszystko - uważa Johan Cruyff, trener katalońskiej drużyny marzeń, która 17 lat temu wywalczyła Puchar Europy. Kłopot w tym, że Francuz w sobotę uszkodził kolano i jego występ jest w środę niepewny.

Na pewno nie zagrają zawieszony za kartki Carles Puyol i Rafa Marquez, który w pierwszym meczu skręcił kolano. O ile postawienie na środku obrony Gerarda Piqué ryzykowne nie jest, o tyle mający zagrać obok niego Martin Caceres wywołuje już pewnie u kibiców Barcy zimne poty. Urugwajczyk w europejskich pucharach zaliczył ledwie trzy występy, w meczach ważnych co najwyżej siadał na ławce rezerwowych. A środek obrony Barcelony nie zachwycał nawet w najsilniejszym składzie. W sobotę gracze Realu ich gubili i strzelili dwa gole po uderzeniach głową.

W Chelsea specjalistów od gry w powietrzu jest mnóstwo. Pytanie tylko, czy skupionej na powstrzymywaniu Barcy drużynie starczy piłkarzy na harce w ofensywie. W taktyce Hiddinka za włączanie się do akcji ofensywnych odpowiedzialny jest lewy obrońca Ashley Cole. Mało jednak prawdopodobne, by w środę rzucał się do ataków, bo naprzeciw niego stanie Dani Alves, prawdopodobnie jeden z najlepszych prawych obrońców na świecie. Możliwe więc, że Chelsea wykorzysta słabszy punkt katalońskiej obrony, czyli Erica Abidala, którego w sobotę na lewej obronie musieli wspomagać pomocnicy.

Jeśli Chelsea uda się wyeliminować Barcelonę, przebije sobotnie osiągnięcie rywali. Pozbawi Ligę Mistrzów najefektowniej grającej drużyny Europy. Nawet zakochanych w sobie Anglików przeraża ta wizja. Kilka dni temu publicysta "The Times" prosił, by "na Stamford Bridge nie wygrał piłkarski cynizm". Barcelona cynicznie grać nie potrafi. Dlatego w 90 minut może spaść z piłkarskiego raju na dno piekła.