Sport.pl

Play-off NBA: kto faworytem w półfinałach konferencji?

O mistrzostwo NBA walczy już tylko osiem zespołów. Są wśród nich faworyci (Los Angeles Lakers, Cleveland Cavaliers, Boston Celtics), ale także coraz mocniejsi Denver Nuggets czy ambitni Orlando Magic. Kto awansuje do finałów konferencji? Swoje typy przedstawia Łukasz Cegliński ze Sport.pl.
KONFERENCJA WSCHODNIA

Cleveland Cavaliers (4:0 z Detroit Pistons) - Atlanta Hawks (4:3 z Miami Heat)

Dla LeBrona Jamesa rywal w półfinale konferencji nie ma znaczenia. Hawks? Heat? LeBron i spółka mierzą w mistrzostwo - Atlanta ma być dla Cleveland tylko przystankiem na drodze do większych sukcesów.

I pewnie będzie. Cavaliers zniszczyli w pierwszej rundzie Pistons - jako jedyni pokonali rywali 4:0, co pokazuje ich moc, pomimo ewidentnie słabszej formy drużyny z Detroit. Czy Hawks przeciwstawią najlepszemu zespołowi sezonu zasadniczego coś więcej?

Należy się tego spodziewać, choć lepiej nie szukać w tej parze niespodzianki. Hawks to zespół całkiem bogaty w doświadczenie z play-off - Mike Bibby to weteran, który w Atlancie odżył, a grupa koszykarzy z Joe Johnsonem, Joshem Smithem, Zazą Pachulią i Alem Horfordem na czele zaliczyła nie tylko zwycięską serię z Heat, ale także zeszłoroczną, jeszcze bardziej zaciętą rywalizację z Boston Celtics. To nie są żółtodzioby. Z drugiej strony - Hawks to chyba najgorszy zespół z tych, które pozostały w grze o tytuł.

Cavaliers są po prostu zespołem zdecydowanie lepszym. Skoro Hawks męczyli się z Heat, których siła ograniczała się praktycznie tylko do Dwyane'a Wade'a, jak zatrzymają lepszego niż Wade LeBrona, który ma obok siebie Mo Williamsa, Zydrunasa Ilgauskasa i kilku innych przydatnych zawodników z wartościowym weteranem Joe Smithem na czele?

Atlanta być może urwie rywalom jeden mecz - zapewne nr 3 lub nr 4. Chociaż... Nie, Cavaliers znów rozstrzygną rywalizację bez porażki.

Typ: 4:0 dla Cavaliers.

Boston Celtics (4:3 z Chicago Bulls) - Orlando Magic (4:2 z Philadelphia 76ers)

Magic: teraz, albo nigdy! No, może nie "nigdy", ale Magic stoją przed wielką szansą. Celtics są wyczerpani długą rywalizacją z Bulls, w której pokazali już chyba wszystko, na co ich stać. Magic odwrotnie - wydaje się, że serię z Sixers wygrali pomimo tego, że grali słabo. W ich grze wciąż tkwią rezerwy - Magic to jeden z najlepiej broniących zespołów w tym sezonie. Jeśli ta defensywa zafunkcjonuje, to okrojony i zmęczony skład Celtics może mieć kłopoty.

Jeśli zespół z Orlando ma pokonać obrońców tytułu, to musi także w 100 proc. wykorzystać przewagi na pozycjach podkoszowych. I Dwight Howard, i Rashard Lewis muszą zdominować odpowiednio Kendricka Perkinsa i Glena Davisa. Pierwszy, mimo że z Perkinsem miewa kłopoty, jest zdolny, ba, musi być centralną postacią swojego zespołu - gra bardziej energetycznie i jest mocniejszy fizycznie niż Perkins.

Jeśli Howard nie będzie wpadał w kłopoty z faulami, nie powinien mieć problemu z grą na poziomie 25 punktów i 15 zbiórek. Nawet pomimo tego, że w dwóch pierwszych meczach z Celtics w sezonie zasadniczym miał średnio 12,5 punktu i 13 zbiórek. Od czasu kontuzji Kevina Garnetta (prawdopodobnie z Magic nie zagra) osiągi Howarda wzrosły do poziomu 21 i 18.

Lewis, który świetnie zagrał w meczu nr 6 z Sixers, nad Davisem będzie miał przewagę szybkości. Skrzydłowy Magic bazuje głównie na rzutach z dystansu - jeśli wyciągnie Davisa na obwód, to pod koszem będzie więcej miejsca dla Howarda.

Na obwodzie Magic będą mieli jednak problemy - trio Rajon Rondo, Ray Allen i Paul Pierce decydowało o wynikach (zwycięstwach lub porażkach) w serii z Bulls i tak samo będzie z Magic. Drużynie z Orlando będzie brakowało kontuzjowanego Courtney'a Lee, który z jednej strony byłby dobrym obrońcą na Allena, a z drugiej - skutecznym elementem ataku. Zastąpić mogą go utalentowany ofensywnie J.J. Redick lub lepszy w obronie Mickael Pietrus.

Magic liczą też zapewne na lepszą grę rozgrywającego Rafera Alstona i skrzydłowego Hedo Turkoglu. Obaj rzadko wykorzystywali swój potencjał w I rundzie - szczególnie Turkoglu, od którego gry zależy wiele w sytuacji, kiedy Howardowi nie idzie pod koszem. Turek musi także spróbować ograniczyć Pierce'a...

Przewagę parkietu mają Celtics, ale to nie będzie decydujące.

Typ: 4:3 dla Magic.

KONFERENCJA ZACHODNIA

Los Angeles Lakers (4:1 z Utah Jazz) - Houston Rockets (4:2 z Portland Trail Blazers)

Kobe Bryant jest wielki. Jeśli wzniesie się na wyżyny, zatrzymać go praktycznie nie można. Ale jeśli jakiś zespół ma zawodników zdolnych Bryanta ograniczyć, to są to właśnie Rockets.

Ron Artest i Shane Battier stają przed wielkim wyzwaniem. Bryant w tegorocznym play-off przeciwko Utah Jazz nie musiał na razie pokazywać swoich możliwości - zrobił to praktycznie tylko w meczu nr 4, po porażce w poprzednim spotkaniu. Poza tym zajmował się "zachęcaniem" do gry swoich kolegów. A tych, zdolnych do pełnienia pierwszoplanowych ról, ma wielu.

Jeśli Rockets mają w tej serii szukać zwycięstw, to albo muszą wzmocnić i tak już dobrą defensywę, ale znacznie, naprawdę znacznie poprawić ofensywę. Na to się jednak nie zanosi - atak zespołu z Houston opiera się głównie na wykorzystywaniu pod koszem Yao Minga. Brakuje natomiast zawodników, którzy regularnie potrafią kreować akcje z obwodu. Artest i Battier grają nierówno, skuteczny Luis Scola też wymaga w pierwszej kolejności podań. Szybki, błyskotliwy rozgrywający Aaron Brooks w serii z Blazers grał nieźle, ale w rywalizacji z doświadczonym Derekiem Fisherem może nie być tak skuteczny.

Lakers, jeden z główych kandydatów do mistrzostwa, są zdecydowanym faworytem tej serii. Pau Gasol, Lamar Odom, Andrew Bynum (choć czy wytrzyma trudy gry przeciwko Yao?), a także niedoceniany Trevor Ariza (co za postęp!) stanowią zagrożenie, na które Rockets może brakować odpowiedzi.

Typ: 4:1 dla Lakers.

Denver Nuggets (4:1 z New Orleans Hornets) - Dallas Mavericks (4:1 z San Antonio Spurs)

4:0? Taki był bilans Nuggets z Mavericks w sezonie zasadniczym. Imponujący, choć trochę mylący, bo aż trzy z tych spotkań Mavericks przegrali różnicą jednego kosza (105:108, 97:99, 101:103). W półfinale konferencji spodziewam się bardziej zaciętej serii, jeśli chodzi o jej końcowy wynik.

Ale typ nie jest łatwy, bo obie drużyny grają w ostatnich tygodniach doskonale - końcówka sezonu zasadniczego i początek play-off Nuggets i Mavericks pokonali galopem, przeskakując kolejne przeszkody ze sporym zapasem. Dobra gra obu zespołów od kilkunastu spotkań osłabia nieco siłę argumentu przeciwko nim - sceptycy twierdzą, że i Nuggets, i Mavericks w większym stopniu zawdzięczają awans do półfinału słabości rywali niż własnej sile.

Nuggets mają świetnego generała w osobie Chauncey'a Billupsa, ale i rozgrywający Mavericks Jason Kidd to gracz doświadczony, z "finałową" przeszłością, który potrafi dobrze kontrolować tempo zespołu. Billups lepiej rzuca, Kidd lepiej podaje. Ale to ten pierwszy wydaje się mieć większy wpływ na zespół. To przewaga Nuggets.

Na skrzydłach szaleją strzelcy - Carmelo Anthony (Nuggets) i Dirk Nowitzki (Mavericks), a z ławki wchodzą specjaliści od zdobywania punktów, czyli J.R. Smith (obiecuje, że nie będzie się kłócił z właścicielem Mavericks Markiem Cubanem) i Jason Terry (najlepszy rezerwowy sezonu). Oba zespoły mają niezłych obrońców na kluczowych zawodników rywala - Josh Howard może pilnować Anthony'ego, a Kenyon Martin - Nowitzkiego. W obu przypadkach mniejszą rolę odgrywają zawodnicy podkoszowi.

Duży wpływ w tej rywalizacji będzie miał własny parkiet - przewagę mają Nuggets, ale uważam, że urwą jakiś mecz w Teksasie.

Typ: 4:2 dla Nuggets.