Dżudocy marzą o medalu olimpijskim

DŻUDO. Wicemistrzowie Europy: Urszula Sadkowska i Tomasz Kowalski powrócili już do Polski. Ula, po krótkim odpoczynku, wróci do treningów, Tomka czeka prawdopodobnie operacja kontuzjowanego barku.
Jacek Konopacki: Dominuje radość ze zdobycia srebrnego medalu czy niedosyt, że nie udało się wywalczyć złota?

Urszula Sadkowska (Gwardia Opole): Zdecydowanie radość. Wiadomo, że pewien niedosyt jest, tym bardziej że finał był wyrównany i miałam szansę na zwycięstwo, ale może następnym razem uda się zdobyć złoto.

Tomasz Kowalski (AZS Opole): Jestem bardzo zadowolony. Z powodu kontuzji zacząłem treningi w zasadzie dopiero trzy tygodnie przed mistrzostwami i nie spodziewałem się, że mogę tam zrobić taki wynik. Oczywiście szkoda, że nie było złota i Mazurka Dąbrowskiego, zwłaszcza że finał przegrałem przez wskazanie sędziów, czyli najmniejszą możliwą różnicą. Jednak patrząc obiektywnie, rywal był zdecydowanie lepszy.

Najbliższe plany?

U.S.: Na razie czeka mnie krótki odpoczynek, wracam na kilka dni do domu, do Olsztyna, wypiorę dżudogę i odłożę ją do szafy. Muszę na chwilę zapomnieć o sporcie, jest fajna pogoda, więc może wyjadę ze znajomymi nad jezioro. Później wracam do treningów, wyjeżdżam do Jastrzębia, gdzie sparuję z chłopakami. Mistrzostwa świata zbliżają się z każdym dniem, trzeba więc ostro trenować. Na szczęście nie narzekam na zdrowie. Oczywiście jak zawsze drobne urazy i kontuzje są, jednak nie na tyle poważne, żebym nie mogła trenować. Przez te lata wszystkie lata moja tolerancja na ból wzrosła, więc nie ma problemu.

T.K.: Na razie jestem jeszcze w Warszawie, miałem krótki wywiad w telewizji, teraz jestem w klubie Pawła Nastuli, a wieczorem wracam do Opola. Później czeka mnie wyjazd do Bielska-Białej na konsultację w sprawie kontuzjowanego barku. To jest teraz najważniejsze. Co prawda mogę walczyć z kontuzją, ale chcę ją nareszcie porządnie wyleczyć. Jeśli okaże się, że będzie potrzebna operacją, teraz jest najlepszy moment, aby ją zrobić.

Która walka mistrzostw była najtrudniejsza?

U.S.: Zdecydowanie półfinał z Lucią Polavder, brązową medalistka ostatnich igrzysk. Wiele razy spotykałyśmy się na różnych obozach czy zawodach, ostatnio z nią przegrałam, teraz udało się zrewanżować. Finał wbrew pozorom był łatwiejszy, z tą zawodniczką także dobrze się znam. Kiedyś wygrałam z nią w finale młodzieżowych mistrzostw Europy, ostatnio przegrałam w Pucharze Świata, ale teraz niczym nie zaskoczyła. Skupiała się głównie na blokowaniu mi rąk, unikała walki, uciekała, niestety, sędziowie nie chcieli jej ukarać za pasywność, wielkiego dżudo nie pokazała.

T.K.: Zdecydowanie finał, ale bardzo trudna była także walka w drugiej rundzie z zawodnikiem z Gruzji, reprezentantem gospodarzy. Dwa lata temu przegrałem z nim na uniwersjadzie i szczerze mówiąc, trochę się obawiałem, na szczęście udało się wygrać.

Zmęczenie po mistrzostwach Europy jest wyjątkowe czy takie jak zawsze?

U.S.: Jest ogromne, nie tylko fizyczne, ale i psychiczne. Jednak ME to nie było to samo, co choćby mistrzostwa Polski. Mimo że jest w kraju kilka dobrych zawodniczek, to jednak poziom walk jest nieporównywalny.

T.K.: Myślę, że podobnie jak po innych zawodach, może dlatego, że późno zacząłem przygotowania. Zresztą staram się do każdego startu podchodzić podobnie. Zawsze przecież chodzi o to samo - trzeba wyjść na matę i walczyć jak najlepiej. Może w tym tkwi źródło moich sukcesów?

To największy Wasz sukces w karierze?

U.S.: Jeśli chodzi o medal to zdecydowanie tak, choć w ogóle za największe dotychczasowe osiągnięcie sportowe uważam start w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Przegrałam tam w pierwszej rundzie, to jednak całkiem inna, nieporównywalna z niczym impreza.

T.K.: Zdecydowanie największy. Miałem co prawda złoto w młodzieżowych mistrzostwach Europy czy brąz w mistrzostwach świata juniorów, ale tego nie da się porównać z medalem w imprezie seniorskiej.

Jakie duże zawody czekają Was w tym roku?

U.S.: Najważniejsze są mistrzostwa świata, poza tym, z tego co słyszałam, jestem planowana do startu w Pucharze Świata w Moskwie oraz na zawody w Hiszpanii i Portugalii. Priorytetem są dla mnie jednak igrzyska olimpijskie. Choć pozostało do nich jeszcze sporo czasu, eliminacje tak naprawdę już trwają i trzeba zdobywać punkty do rankingu. Tak jak do Pekinu, na pewno także do Londynu nie będzie łatwo się zakwalifikować, ale mam nadzieję, że znów mi się uda. Moim największym marzeniem jest zdobycie medalu olimpijskiego.

T.K.: Wszystko zależy od zdrowia. Jeśli będzie konieczna operacja barku, czeka mnie kilka miesięcy przerwy w treningach, więc mistrzostwa świata prawdopodobnie będzie trzeba odpuścić. W tej sytuacji wystartuję dopiero jesienią w młodzieżowych mistrzostwach Europy, w których bronię złotego medalu sprzed roku i w mistrzostwach Polski. Celem numer jeden są igrzyska i to im wszystko jest podporządkowane, m.in. właśnie z tego powodu chciałbym jak najszybciej wyleczyć bark, aby później mieć spokój i bez kłopotów walczyć w kwalifikacjach.