Sport, czyli długa historia dyskryminacji

Twórca nowoczesnego olimpizmu baron Pierre de Coubertin nie widział miejsca dla kobiet w pierwszych igrzyskach. Dziś o olimpijski status walczą z MKOl zawodniczki w skokach narciarskich.
MKOl nie chce włączyć do programu igrzysk w Vancouver 2010 rywalizacji w skokach narciarskich kobiet. Zawodniczki walczą więc w sądzie, sprytnie powołując się na kanadyjskie prawo, które zabrania dyskryminacji ze względu na płeć. Osobiście nie sądzę, aby którakolwiek z narciarek naprawdę sądziła, że MKOl ich nie chce, bo są kobietami. Jacques Rogge i jego koledzy mają inne argumenty, choć mało przekonujące. Bo jak można z jednej strony nie dopuszczać do rywalizacji kobiet w skokach narciarskich, bo to dyscyplina młoda i uprawiana przez skromną liczbę zawodniczek, a z drugiej strony mieć w programie np. rywalizację bobsleistek, jeszcze bardziej elitarną.

Niezależnie od tego, czy narciarki rzeczywiście udowodnią MKOl dyskryminację, to światowy olimpizm ma trochę za paznokciami w tej kwestii. Zaczęło się już w starożytnej Grecji, gdzie kobiety nie miały prawa wstępu na stadion w czasie olimpijskich zawodów (gwoli ścisłości trzeba dodać, że miały też swoje zawody - jednodniowe). Co prawda w kronikach zachowały się imiona kobiet, które wygrywały w wyścigach zaprzęgów, ale warto wiedzieć, że nagrodę za zwycięstwo otrzymywał wtedy właściciel koni, a nie woźnica. Tak było z pierwszą "złotą medalistką" księżniczką Kyniską ze Sparty, która nie mogła nawet odebrać swojej nagrody osobiście.

Twórca nowoczesnego olimpizmu baron Pierre de Coubertin nie widział miejsca dla kobiet w pierwszych igrzyskach. W kolejnych było ich 21, czyli niespełna 2 proc. uczestników. W 1921 powstała nawet specjalna federacja sportu kobiecego, gdy MKOl nie chciał kobiecej lekkoatletyki w igrzyskach w Paryżu (1924). Federacja organizowała co cztery lata swoje "feministyczne" zawody. Gdy w 1928 r. wreszcie lekkoatletki wystartowały pod egidą MKOl, mogły zniknąć z igrzysk szybciej, niż się pojawiły. Po finale biegu na 800 m, gdy kilka z 13 zawodniczek zasłabło po minięciu linii mety, przez prasę przetoczyła się fala oburzenia, że dopuszczono do czegoś takiego. Cytowano naukowe autorytety, że panie nie mogą biegać więcej niż 200 m, a dłuższe dystanse, które wymagają ogromnej wytrzymałości, powodują przedwczesne starzenie się kobiet. Ówczesny szef MKOl Belg Comte de Baillet-Latour chciał więc w ogóle usunąć sport kobiet z igrzysk. - Niech będzie jak w starożytnej Grecji - mówił. W końcu ktoś rozsądny zwrócił uwagę, że w biegach długich czy wymagającym również wielkiej wytrzymałości wioślarstwie mężczyźni też czasem padają za metą jak nieżywi. Jednak dystanse powyżej 200 m pozwolono biegać kobietom dopiero w Rzymie w 1960 r.

Dziś kobiety nie tylko biegają maratony, ale rywalizują już w "męskich ligach", jak Danica Patrick w wyścigach Indy Car czy hokeistka Hayley Wickenheiser, która krótko grała w drugiej lidze w Finlandii. Wciąż jednak "konfitury" są zarezerwowane dla mężczyzn. Poza golfem i tenisem nie ma sportsmenek milionerek (nie licząc Patrick). Nie ma żadnej liczącej się medialnie ligi kobiecej w sportach zespołowych. Może więc następnym celem feministek sportsmenek będzie zapewnienie odpowiedniego parytetu dla kobiet w męskiej Premier League czy NBA?

483 - tyle w sumie milionów dolarów zarabia rocznie dziesięciu najbogatszych sportowców świata.
118 - a tyle milionów dziesięć najbogatszych kobiet (dane z 2008 r., według magazynu "Forbes")

Małysz przez kobiety nie pojedzie na igrzyska? - Czytaj tutaj »