Łódzkie kluby liczą na pieniądze miasta

Władze miasta przeznaczą 3 mln zł na promocję Łodzi przez sport. Chętnych na pieniądze jest bardzo dużo, ale na pewno dla wszystkich nie wystarczy
Każdej wiosny klubowi działacze podpisują z miastem umowy na promocję, dzięki czemu mogą liczyć na spore wpływy na konta. Rok temu kluby sportowe otrzymały 2,6 mln zł, a do organizatorów imprez sportowych, które promowały miasto, trafiło 400 tys. zł.

Najwięcej - milion złotych - dostał ŁKS, a dokładnie trzy sekcje stulatka - piłkarska (500 tys. zł), koszykówki kobiet (400 tys. zł) i koszykówki mężczyzn (100 tys. zł). Pół miliona złotych dostał Widzew, 300 tys. zł żużlowcy Orła, 450 tys. zł rugbiści Budowlanych, a 100 tys. zł siatkarki tego klubu. Wielkim przegranym było Łódzkie Sportowe Towarzystwo Waterpolowe, które liczyło na 150 tys. zł. Klub z ul. Sobolowej był jednak zadłużony, dlatego w myśl obowiązujących kryteriów nie mógł dostać ani grosza.

W tym roku kluby będą musiały poczekać na pieniądze aż do lata, bo radni dość długo targowali się o poszczególne składniki budżetu i w efekcie został on zatwierdzony dopiero pod koniec marca. - Dlatego dopiero teraz powołana zostanie specjalna komisja przetargowa, która rozpatrzy oferty poszczególnych klubów - wyjaśnia Luiza Staszczak-Gąsiorek, dyrektorka wydziału sportu.

W tym roku z kasy miejskiej na promocję Łodzi przez sport przeznaczone zostanie znów tylko 3 mln zł, choć apetyty klubów są dużo większe. Według Staszczak-Gąsiorek w porównaniu z poprzednim rokiem nastąpiła kolosalna zmiana jakościowa w łódzkim sporcie. Siatkarki Organiki awansowały do ekstraklasy, piłkarze Widzewa mają ogromne szanse, aby w przyszłym sezonie znów zagrać w piłkarskiej elicie, a mecze pierwszoligowych koszykarzy przyciągają do hali przy al. Unii tłumy kibiców. Postęp u łódzkich sportowców dostrzegli też członkowie komisji sportu, którzy zaproponowali, aby zwiększyć pulę pieniędzy na promocję. Niestety, na sesji rady miasta projekt przepadł. "Za" było tylko dwóch radnych.

Nieoficjalnie wiadomo, że w tym roku na największą dotację - aż milion złotych - liczy stowarzyszenie ŁKS Basket Women. Marek Michalik, tuż po objęciu funkcji prezesa koszykarek z al. Unii, zapowiadał, że pieniądze z kasy miasta będą najważniejszym składnikiem budżetu. Nie jest tajemnicą, że koszykarki od wielu miesięcy nie otrzymują pensji, dlatego dotacja z miasta miałaby uratować zasłużoną sekcję z al. Unii przed likwidacją. Ale co to ma wspólnego z promocją Łodzi?

Na odmiennym biegunie są za to działacze koszykarzy ŁKS, którzy w swojej ofercie w ogóle nie podali kwoty, na jaką liczą. Przedstawili za to program promocji Łodzi. - Wierzymy, że urzędnicy sami najlepiej ocenią, ile jest warta nasza oferta - mówi Filip Kenig, działacz ŁKS Petrolinvest.

Na zdecydowanie większe pieniądze łódzkie kluby mogą liczyć z wydziału promocji miasta. Nieoficjalnie wiadomo, że urzędnicy mają do podziału prawie 15 mln zł. Klubowi działacze cały czas mogą składać wnioski o dofinansowanie. O pieniądze z tego funduszu stara się m.in. Widzew, który niedawno przedstawił radnym z komisji promocji swój plan, oraz ŁKS, który jest w trakcie przygotowywania oferty.