Sport.pl

Ferrari nie zamierza na razie ulepszać bolidu. Może nawet wcale

Ferrari nie miało tak kiepskiego startu sezonu od 1981 r., ale włoska ekipa nie zamierza wprowadzać żadnych uprawnień w swoim bolidzie przed odbywającym się w tym tygodniu GP Bahrajnu. Szef Ferrari, Stefano Domenicali, nie wyklucza, że zespół porzuci nadzieje na laury w tym roku i skupi się już na przygotowaniach do kolejnego sezonu
Zwykły samochód Red Bull »

W trzecim tegorocznym wyścigu, niedzielnym GP Chin, Ferrari nie udało się zdobyć punktu. Kierowcy Kimi Raikkonen i Felipe Massa kipią ze złości.

Winą obarcza się głównie KERS, który został wymontowany na miniony weekend w Szanghaju oraz chyba przede wszystkim brak podwójnego dyfuzora, który okazał się tak bardzo pomocny m.in. liderującemu Brawn GP.

Manager zespołu Lica Baldisserri nie towarzyszył swojemu teamowi w ostatniej azjatyckiej wyprawie, lecz pracował nad usprawnieniami auta. Nie zostaną one jednak wprowadzone wcześniej, niż na GP Hiszpanii (10 maja).

- Na wyścig w Bahrajnie patrzymy realistycznie - powiedział Stefano Domenicali. - Bolid będzie taki sam. Przemyślimy jedynie ponowne użycie KERS. W międzyczasie pracujemy intensywnie nad nowymi komponentami aerodynamicznymi.

Zdychający bolid

Massa miał w niedzielę nawet szansę na podium, ale jego bolid znienacka po prostu "zdechł" na skutek błędu oprogramowania.

Raikkonen, mistrz z 2007 r., skończył na 10. miejscu, uskarżając się na brak mocy w pierwszej części wyścigu i zupełny brak przyczepności w drugiej. - Popełniliśmy błędy. Nie jesteśmy wystarczająco szybcy - mówił Fin. - Przyczepność powinna wrócić w Barcelonie, z nowymi częściami aero. Na pewno będziemy znów w stanie wygrywać, ale potrzebujemy czasu.

Massa dodaje jednak, że błędów w bolidzie i strategii jest więcej i trzeba je wszystkie szybko rozwiązać, bo "żeby wygrywać, trzeba dojeżdżać do mety".

Zapomnieć o tym sezonie?

Domenicali napomknął jednak, że zespół może już w maju skupić się na pracy nad bolidem na 2010 r., jeżeli do tego czasu osiągi ekipy się nie poprawią.

- Po Hiszpanii będziemy wiedzieć, na czym stoimy. W tym czasie zobaczymy, jakie podjąć decyzje. Czekamy na powrót do Europy.

Domenicali także nie wierzy, że skopiowanie pomysłu z podwójnym dyfuzorem będzie rozwiązaniem wszystkich problemów Ferrari. - Nie, sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana. Tu urządzenie pomoże, ale nie będzie kluczowe. Widzieliśmy, jak wspaniale radziła sobie maszyna Red Bulla.

- Przede wszystkim nie wolno panikować i podejmować pochopnych decyzji - zauważa Domenicali. - Priorytet to zdobyć w końcu punkty - kończy.



Więcej o: