Tydzień w NBA: Ja nic nie pamiętam

Michael Jordan został upokorzony przez najlepszy zespół na Wschodzie New Jersey Nets. Tymczasem na Zachodzie najlepszym zespołem nie jest już Los Angeles Lakers.
W środę po raz pierwszy w tym sezonie w hali w New Jersey był komplet widzów. Nie przyszli oni jednak obejrzeć, jak grają Nets - najlepsza drużyna Konferencji Wschodniej prowadzona przez rewelacyjnego w tym sezonie rozgrywającego Jasona Kidda. Niemal trzy tysiące widzów więcej niż w rekordowym wcześniej w tym sezonie meczu z Philadelphia 76ers (17 listopada przyszło 17 318 kibiców, w środę - 20 049) chciało zobaczyć, jak gra Washington Wizards i czy Michael Jordan nadal potrafi rzucać 50 punktów w meczu. W zamian zobaczyli popis swojego zespołu, który rozgromił Wizards 111:67.

- Oni przyszli przede wszystkim dla Michaela, a w drugim rzędzie, żeby zobaczyć nas. Mam nadzieję, że wychodząc z meczu, zachwycali się zespołem New Jersey Nets - mówił trener gospodarzy Byron Scott. Kibice w drugiej połowie nieźle się bawili, drażniąc Jordana wiele razy przeciągłym, rytmicznym wyciem "Jooooor-daaan, Jooooor-daaan".

To była najwyższa porażka, jakiej kiedykolwiek doznał Jordan. Wcześniejszy rekord to przegrana Chicago Bulls z New York Knicks w listopadzie 1992 roku (75:112). - Nie, nie pamiętam tamtego meczu - mówił Jordan naciskany po meczu przez dziennikarzy. - Zresztą mogę wam powiedzieć, że kiedy tylko skończymy rozmawiać, zapomnę i o tym meczu.

W pierwszym spotkaniu sezonu przeciwko Nets Jordan zdobył 45 punktów, a teraz tylko dziesięć. Grał jednak zaledwie przez 18 minut w pierwszej połowie. W 8. minucie było 31:10, a po dwóch kwartach Nets prowadzili 72:33 i w drugiej połowie MJ nie wyszedł na boisko.

Najlepszymi graczami meczu byli Keith Van Horn (27 pkt.), Aaron Williams (17) i Jason Kidd (11 pkt. i 12 asyst). Najwięcej punktów dla Wizards zdobył rezerwowy debiutant Bobby Simmons (12).

Lakers stracili pierwsze miejsce w Konferencji Zachodniej NBA po serii środowych meczów. Mistrzowie NBA przegrali niespodziewanie u siebie z bardzo słabymi w tym sezonie Miami Heat. Dzięki temu szansę na pierwsze miejsce mieli Sacramento Kings i wykorzystali ją, wygrywając w Denver.

Zespół z Los Angeles grał z ekipą Pata Rileya bez Shaquille'a O'Neala, który odsiadywał drugi z trzech meczów w ramach kary za ciosy zadane centrowi Bulls Bradowi Millerowi. W pierwszym ze spotkań bez Shaqa zespół uratował Kobe Bryant, zdobywając 56 punktów. Przeciwko Miami już nie był w tak znakomitej formie. Trafił tylko 12 z 30 rzutów z gry (29 pkt.), a inni gracze nie zagwarantowali wystarczającego wsparcia - zwłaszcza w obronie. Wyjątkowo kiepsko grający w tym sezonie zespół Heat bowiem po raz pierwszy właśnie w meczu przeciwko mistrzom przekroczył granicę 100 zdobytych punktów. - To był najlepszy najgorszy zespół w lidze. Kiedy się patrzy na ich skład, widać, że są tam utalentowani gracze - tłumaczył skrzydłowy Lakers Samaki Walker.

Środowe wyniki NBA: Boston - New York 101:100, Toronto - Houston 109:103, New Jersey - Washington 111:67, Denver - Sacramento 107:112, Milwaukee - Indiana 105:100, Phoenix - Portland 99:108, Utah - Seattle 95:80, Golden State - Cleveland 117:88, LA Lakers - Miami 96:102.

W konkursie rzutów za trzy punkty w ramach Weekendu Gwiazd NBA (9-10 lutego w Nowym Jorku) wystąpią: Ray Allen (Milwaukee), Predrag Stojaković (Sacramento), Wesley Person (Cleveland), Steve Smith (San Antonio), Mike Miller (Orlando), Quentin Richardson (LA Clippers), Paul Pierce (Boston), Steve Nash (Dallas).