Tenis w Rosji: Będzie jak w Paryżu

Marat Safin już jako mały chłopiec miał niezwykły talent do tenisa. Ogrywał starszych od siebie o dwa lata kolegów. Jego matka była w czołowej dziesiątce tenisistów ZSRR, grała w mikstowej parze z Szamilem Tarpiszczewem. Tylko trenując z Anną Kurnikową, mały Safin wciąż jej ustępował i bardzo denerwował się z tego powodu.


Grali na kortach Spartaka w Moskwie, pół godziny jazdy od Kremla, gdzie wychował się też inny znany tenisista Andriej Czesnokow. Na kortach przez ostatnie dziesięć lat niewiele się zmieniło. Zajęcia nadal prowadzi legendarna trenerka Larysa Preobrażenska nazywana "Babuszką". - Tylko chętnych jest o wiele więcej - opowiada 71-letnia już Preobrażenska. - Sukcesy Anny oszołomiły ludzi. Na korty zagląda agent firmy Octagon, szukając młodych talentów.

Najmłodsza klientka

Kurnikowa w taki sposób trafiła swego czasu do ośrodka Bolletieriego na Florydzie. Wypatrzył ją agent IMG, który zajmował się transferami hokeistów do NHL, ale wciąż słuchał przez telefon niesamowitych opowieści o talencie młodziutkiej Rosjanki. W końcu doszło do podpisania kontraktu z najmłodszą, bo 10-letnią wówczas klientką IMG.

Marat zaś wyjechał do Hiszpanii. Sponsora znaleźli mu rodzice. Dziś Kurnikowa i Safin obok Jewgienija Kafielnikowa są najbardziej znanymi tenisistami w zawodowym tourze ATP i WTA. Obok nich w zawodowych rankingach, szczególnie kobiet, na miejscach w czołowej setce WTA jest jeszcze kilkunastu graczy. Rosjanie zdominowali też rankingi juniorskie. Wygrywają Orange Bowl, Sunshine Cup, Connoly Cup, czyli turnieje, które mają status nieoficjalnych mistrzostw świata juniorów, wróżą zawodowe kariery.

W ubiegłym roku w czołowej setce rankingu WTA było sklasyfikowanych osiem tenisistek z Rosji: Jelena Dementiewa, Nadieżda Pietrowa, Tatiana Panowa, Jelena Lichowczewa, Lina Krasnorucka... Tylko Amerykanki (16) i Hiszpanki (12) miały więcej zawodniczek w czołowej setce. Rosjanki grały w finale Fed Cup, Dementiewa ma na koncie finały w Acapulco i Meksyku, Jelena Bowina w Estoril, Krasnorucka dotarła do ćwierćfinału na Roland Garros.

Wśród mężczyzn na topie są Kafielnikow, zdobywca dwóch tytułów wielkoszlemowych (Australian Open i Roland Garros) oraz mistrz olimpijski z Sydney, i Marat Safin, mistrz US Open z 2000 roku. - Gdyby go ożenić z Britney Spears, a potem sklonować pięciu Rosjan z jego genów, branża tenisowa trzymałaby się świetnie - żartował rok temu, gdy Rosjanin odnosił największe sukcesy, jego menedżer Ion Tiriac. W rankingu ATP za wspomnianą dwójką podążają następni - Michaił Jużnyj i Mikołaj Dawidienko. W drugiej setce jest trenujący na stałe w Kalifornii Dmitrij Tursunow, który w ubiegłym roku pokonał już Grega Rusedskiego, tenisistę z czołówki.

Na własnym podwórku

W połowie lat 80. w tenisa grało około 300 tys. obywateli ZSRR. Tworzono naukowe katedry tenisa, ale dyscyplina była izolowana od świata, który już w latach 60. zapomniał stopniowo, co to takiego tenisista amator. "W gruncie rzeczy powstały u nas jakby dwie dyscypliny tenisa, tenis wewnętrzny i międzynarodowy. My mieliśmy swoich mistrzów, świat swoich. I Bóg z nim, z tym tenisem, gdybyśmy grali tylko na własnym podwórku. Ale sportowe tradycje, mistrzostwa, turnieje, a teraz i igrzyska olimpijskie zmuszają nas do gry także na sąsiednich podwórkach i tutaj rodzi się poczucie żalu" - pisała w 1983 roku "Literaturnaja Gazieta".

I federacja, i gracze nie mogli liczyć na żadne wsparcie. Nawet takie talenty jak Aleksander Metreweli (finalista Wimbledonu z 1973 roku) czy później Czesnokow i Aleksander Wołkow musieli przejawiać dużo własnej inicjatywy, aby wyposażyć się w sprzęt i pieniądze na podróże. Większość zarobionych pieniędzy musieli przekazywać na konto Sportkomitetu ZSRR. - Czy możecie to zrozumieć? - narzekał Czesnokow. - Wygrałem w turnieju 59 tys. dol., a dostałem z tego tylko 496 dol. dla siebie.

Gdy nastała epoka głasnosti, radzieccy gracze zaczęli zawierać indywidualne umowy z agencjami, a pierwsza zawodowy szlak przecierała tenisistka z Mińska Natasza Zwieriewa.

Wielki kapelusz

Gdy pod koniec zeszłego roku Kafielnikow po raz piąty wygrywał Puchar Kremla, na trybunie siedział Borys Jelcyn. - To ojciec chrzestny rosyjskiego tenisa - mówiono. Jelcyn, miłośnik tenisa, na korcie miał oparcie w Szamilu Tarpiszczewie, byłym graczu, potem kapitanie reprezentacji Pucharu Davisa, obecnie prezesie Wszechrosyjskiej Federacji Tenisa. Gdy Tarpiszczew trafił do kręgu osób zaprzyjaźnionych z prezydentem, szybko zaczął się tenisowy boom. Wyrażając to w liczbach: dziesięć lat temu w Rosji było mniej niż sto kortów pod dachem, obecnie jest ich około ośmiuset.

- Od kiedy prezydent zaczął grać w tenisa, grają wszyscy i na górze, i na dole - żartował reżyser Nikita Michałkow, przez pewien czas prezes federacji. - Ja sam gram od małego - opowiadał "Gazecie" podczas finału Pucharu Davisa w 1995 roku, gdy Rosja przegrała ze Szwecją.

Dziennik "Izwiestia" pisał w tym czasie z ironią: "Z każdym rokiem nieprzerwanie rośnie poziom kultury fizycznej wysoko postawionych osobistości. Powoli odchodzą na drugi plan takie tradycyjne ruchowe dyscypliny sportu, jak preferans i domino. Od paru lat wszyscy najważniejsi urzędnicy państwowi zaczęli uprawiać tenis. W przeciwieństwie do domina, gdzie potrzeba 28 kostek, gra w tenisa wymaga zaledwie dwóch rakiet i jednej piłeczki. Uczestnicy tenisowej partii mają możliwość w atrakcyjnej, zabawowej formie wzmacniać sobie nogi, ręce, refleks polityczny, zawodowe perspektywy, zdolność obronną i ekonomiczny rozkwit ojczyzny".

Przy ulicy Kosygina 42 powstał elitarny tenisowy klub prezydencki. Odejście Jelcyna miało wpływ tylko na jeden turniej w Rosji o nazwie Wielki Kapelusz, co nawiązuje do Wielkiego Szlema. Była to impreza deblowa dla państwowych dostojników mająca dziś słabszą obsadę.

Rosja w Hamburgu

W 1990 roku w Rosji odbył się pierwszy turniej ATP. Dziś w Moskwie i Petersburgu odbywają się dwie imprezy w sezonie - Kremlin Cup z pulą nagród ponad 2 mln dol. i St. Petersburg Open (800 tys. dol.) uznany za jedną z najlepiej organizowanych imprez na świecie. Są też w kalendarzu turnieje mniejszej rangi, challengery i tzw. futures. W Nowosybirsku odbywa się turniej o nazwie Syberyjska Zamieć, jest też Puchar Syberyjskiej Akademii Tenisowej, w Kaliningradzie rozgrywany jest Puchar Bałtyku, w Iżewsku juniorzy grają w zawodach Czarnego Złota, Nagrodę Elmaszu w Moskwie sponsoruje Elektrostal, swój Puchar ma gubernator w Petersburgu, jak i mer Moskwy.

Wielu młodych graczy z Rosji przebija się do wielkiego tenisa, mieszkając i trenując za granicą. Znajdują tam lepsze warunki niż w swoim kraju. Dopiero po ostatnim Pucharze Kremla pojawiły się konkretne plany budowy w Moskwie wielkiego ośrodka na podobieństwo Roland Garros.

W Hamburgu dziesięć lat temu powstał klub prowadzony przez Niemca ukraińskiego pochodzenia. Jego pierwszym klientem był Dimitrij Poljakow, potem Andriej Miedwiediew, Jelena Lichowczewa, wreszcie Kafielnikow i Andriej Olchowski. W innym klubie na przedmieściu Hamburga trenuje dziś kolejna generacja tenisistów ze Wschodu, nie tylko z Rosji. Program zajęć jest twardy. Nie ma nic poza tenisem. "To po części koszary, klasztor, więzienie" - napisał "Der Spiegel". Ośrodek prowadzi były gracz hokejowej Bundesligi. Kto nie wytrzymuje obciążeń, wraca do domu.

Kalendarze przypominają

Kafielnikow i Safin mają już na koncie tytuły wielkoszlemowe. Kurnikowa mało co wygrywa na korcie, ale z 14 mln dol. rocznie za kontrakty jest najlepiej opłacaną tenisistką na świecie. Króluje też w internecie i na kalendarzach, które przypominają, że rosyjski tenis ma dobre lata.





Anna Karenina i tenis

Kto był pierwszym rosyjskim tenisistą? Może Wielki Książę Michaił z rodziny cara Mikołaja I? Podczas kuracji w Wiesbaden poznał on pewną hrabiankę i wynalazł jeszcze kilka chorób, żeby tylko przedłużyć pobyt i romans. Wbrew woli ojca poślubił pannę, której matka była córką Puszkina, i dobrowolnie udał się na wygnanie, większość czasu spędzając na placach tenisowych Anglii i francuskiej Riviery. Nazywano go nawet "Królem Cannes".

Tenis w Rosji krzewili tak jak i gdzie indziej Anglicy. Pierwsze mistrzostwa Rosji mające obsadę międzynarodową wygrał Anglik Brian. Nawet debiut rosyjskiego gracza w Wimbledonie w 1919 roku też zdaje się wskazywać na jego mocne angielskie korzenie - ów tenisista nazywał się bowiem MacFerson.

Pierwszy klub powstał w Rosji w 1888 roku w miejscowości Łachta pod Petersburgiem. Na początku XX stulecia tenisowe kluby działały już w Kijowie, Charkowie, Saratowie, Kazaniu, Rostowie nad Donem, Taganrogu. Korty budowano w posiadłościach ziemskich. Wszystko wskazuje na to, że kort w Jasnej Polanie miał Lew Tołstoj. W "Annie Kareninie" jest nawet scena tenisowa. Ale częściej przywoływane są tenisowe opisy innego pisarza z Rosji Władimira Nabokova, autora "Lolity".

W informatorze tenisowym wydanym w 1981 roku nie było literackich opisów, lecz suche komentarze i statystyka w stylu: "Wielki Październik umożliwił pracującym masom dostęp do sportu i kultury fizycznej". Elektryfikacja plus tenis nie przyniosły jednak szczególnych rezultatów, mimo że w 1940 roku w zawodach klasyfikowano około 17 tys. graczy.