Zagłębie Lubin szuka trenera

Piłka nożna. Rada nadzorcza Zagłębia Lubin zaakceptowała dymisję trenera Roberta Jończyka. W Lubinie pilnie poszukuje się nowego szkoleniowca. Na razie z pracą pożegnał się dotychczasowy rzecznik prasowy klubu obwiniany o nieudolne kreowanie wizerunku klubu.
W Zagłębiu Lubin decyzje personalne dotyczące prezesa, trenera pierwszego zespołu i piłkarzy pierwszej drużyny leżą w gestii rady nadzorczej. Prezes może wnioskować w tych kwestiach, ale ostatecznych decyzji nie podejmuje. Dlatego po sobotnich decyzjach prezesa Pawła Jeża, który zdymisjonował trenera Roberta Jończyka, musiała się zebrać rada nadzorcza i je zaaprobować. I we wtorek zwolnienie szkoleniowca zaakceptowano. Równocześnie działacze rozmawiali też z kandydatami na nowego szkoleniowca Zagłębia. Były to negocjacje telefoniczne.

- Nie widziałem dziś żadnego trenera - mówił Wacław Wachnik, nowy rzecznik prasowy klubu. - Nie znam też nazwisk kandydatów, ale wiem, że jest ich kilku.

Zmiana na stanowisku rzecznika prasowego to również efekt ostatnich wydarzeń w klubie. Na oficjalnej stronie Zagłębia można było przeczytać, że jest ona podyktowana "fatalnym wizerunkiem klubu w oczach mediów i kibiców". - Co tu komentować, rano prezes zakomunikował mi, że się rozstajemy i tyle - mówił Jan Wierzbicki, dotychczasowy rzecznik. - Taki los rzecznika.

Prezesa Jeża musiała zdenerwować atmosfera, jaka panowała na trybunach podczas potyczek z Ruchem Chorzów i GKS-em Jastrzębie, oraz fala krytyki ze strony lokalnych mediów, która spadła na klub. Winą za niepowodzenia zespołu obarczano nie tylko trenera i piłkarzy, ale też sztab ludzi pracujących w Zagłębiu, w tym zwłaszcza prezesa. Wsłuchał on pod swoim adresem wielu ostrych, pełnych emocji słów. Widać było, że z największym trudem zniósł ten atak kibiców. Aby poprawić komunikację, zwłaszcza z kibicami, do ponownej współpracy z klubem namówiono Wacława Wachnika, który dobrze kojarzy się kibicom. - Mam kilka pomysłów, które mają poprawić kiepski teraz wizerunek klubu - mówi Wachnik.

Na początek postanowił przekonać, że słabsza gra Zagłębia nie była wynikiem braku zaangażowania piłkarzy, a ich słabszej dyspozycji, złej taktyki czy innych czysto sportowych powodów. Kibice w meczu przeciwko GKS-owi ogłosili bowiem swoiste votum nieufności, skandując hasła: "piłkarzyki-pajacyki" i "ściągać te barwy". Już wczoraj na łamach klubowej oficjalnej strony można było przeczytać obszerny wywiad z Michałem Stasiakiem, w którym zapewnia on, że piłkarze meczów nie odpuszczali i nie odpuszczają.

Stasiak mówi wprost, że nie tylko najbliższy mecz z Turkiem będzie dla Zagłębia spotkaniem o "życie". Takie będą już wszystkie mecze do końca sezonu. Następca Jończyka będzie więc miał trudne zadanie. Wdaje się, że największe szanse ma Jacek Zieliński, który odnosił sukcesy z Groclinem i Polonią Warszawa, a pracę w stolicy stracił po kiepskim występie przeciw ŁKS-owi. Nie wiadomo tylko, czy Zieliński będzie chciał podjąć się roli "strażaka", i to w klubie, który w ostatnich kilku miesiącach wiele razy zmieniał trenerów.

Wolny jest też Orest Lenczyk. Na pewno ma charyzmę, ale i dla niego może być problemem praca w drużynie, którą trzeba ratować. Kibice nie mieliby też nic przeciwko powrotowi Czesława Michniewicza. I on mógłby porwać drużynę, gdyby nie atmosfera, w której niedawno z Lubina obchodził. Wówczas przeciwko trenerowi zbuntowali się niektórzy piłkarze grający w Lubinie do dziś. Pojawia się wreszcie nazwisko Waldemara Fornalika. Ale wiemy, że działacze rozważają też możliwość zatrudnienia obcokrajowca.

Sytuacja w Zagłębiu jest więc bardzo niestabilna. Prezes Jeż przestraszył się słabej końcówki rundy jesiennej i aby nie ryzykować, podziękował za współpracę trenerowi Dariuszowi Fornalakowi. Potem zmienił zdanie i podjął ryzyko, zatrudniając niedoświadczonego Jończyka. Okazało się, że ten eksperyment był kompletnie chybiony. Być może trzeba było już po rozstaniu z Fornalakiem zdecydować się na fachowca z wyrobioną marką. Jończyk bowiem nie tylko nie potrafił dogadać się z piłkarzami, ale - co gorsza - nie miał pomysłu na grę zespołu. A może po prostu błędem dymisja Fornalaka.

W Lubinie nie jest jeszcze za późno. Awans można uratować. Nie ma już jednak żadnego marginesu na błędy i eksperymenty. Z tych ostatnich prezes Jeż został chyba na zawsze "wyleczony".