Fatalna obrona największym problemem Manchesteru United

Jeszcze nigdy angielski klub nie wygrał z Porto na wyjeździe. Po wtorkowym remisie 2:2, by awansować do półfinału Ligi Mistrzów, Manchester United potrzebuje w Portugalii zwycięstwa lub wysokiego remisu.
Mistrzowie Anglii znów zagrali słabo. W niczym nie przypominali drużyny, która jeszcze kilka tygodni temu śrubowała rekord minut bez straconego gola w lidze. Mającej szanse na osiągnięcie niemożliwego, czyli wywalczenia pięciu trofeów w sezonie.

Od listopada do lutego bramkarz Edwin van der Sar nie puścił gola w 14 meczach.

- Spotkanie z Porto pokazało, jak krucha jest nasza defensywa. Druga bramka może być bardzo ważna w rewanżu - mówił trener Alex Ferguson.

Media także pastwią się nad defensorami z Old Trafford, którzy w ostatnich czterech meczach dopuścili do straty dziesięciu goli. Trzy z nich MU przegrało. "John O'Shea powinien trzymać się daleko od pierwszej jedenastki" - pisze "The Times". Irlandczyk popełnił błąd przy drugim golu dla Porto. Ale pewnie zagra także w sobotnim spotkaniu z Sunderlandem. Ferguson nie ma wyjścia. Rafael i Wes Brown leczą kontuzje, Gary Neville nie może wrócić do formy po urazie kolana.

MU ma kłopot, bo przez cały sezon jego gra opierała się na wzorowej grze defensywy i odpowiedzialnych zagraniach pomocników. Dzięki temu jest liderem Premier League. Aż dziesięć razy w tym sezonie wygrywał 1:0.

Ale też po ostatnich meczach widać, że gracze MU są zmęczeni sezonem. Dopiero teraz płacą za wyprawę po klubowe mistrzostwo świata do Japonii, walkę w Pucharze Ligi, Pucharze Anglii, lidze i LM. Spotkanie z Porto było ich 53. w tym sezonie. - Kilka dni temu zaryzykowałem. Poprosiłem o przeniesienie meczu z Aston Villą na niedzielę. Wiedziałem, że dwa dni później czeka nas mecz z Porto, ale chciałem, by piłkarze odpoczęli po przerwie na reprezentację. To był błąd - przyznaje Ferguson.

By zdobyć historyczne pięć trofeów w tym sezonie, jego drużyna musi jeszcze zagrać 14 spotkań. A lepiej nie będzie. Nie wiadomo, kiedy wyleczy się Ferdinand, we wtorek urazu nabawił się drugi stoper Jonny Evans. Mało prawdopodobne, by w rewanżu z Porto zagrał w ataku Dimitar Berbatow. Droga do niemożliwego wydaje się dzisiaj dłuższa niż kiedykolwiek wcześniej.