Znajomi nie wierzą w winę "Fryzjera"?

PRZEGLĄD PRASY: Choć jeden z głównych podejrzanych w największej w historii polskiego futbolu aferze korupcyjnej został skazany na trzy i pół roku, wielu znajomym wciąż trudno uwierzyć w jego winę - ich relacje spisała "Rzeczpospolita"
Wyroki na "Fryzjera" i Jacka M. »

W niedużej wsi pod Obrzyckiem w Wielkopolsce, Zielonejgórze, mieściło się "biuro spadków i awansów", jak piłkarze i działacze nazywali dom Forbricha. Jest on jednak przekonany, że okoliczni mieszkańcy w najmniejszym stopniu nie uwierzyli prokuraturze.

- Znają mnie, wiedzą, kim naprawdę jestem. Mówią, żebym się nie przejmował, nawet ostatnio dostałem kosz wędlin w prezencie - twierdzi.

Nie musi jednak mieć do końca racji: - Pan Forbrich? Taaak. On zawsze miał głowę do interesów - uśmiecha się mężczyzna na stacji benzynowej w Obrzycku.

Ryszard Forbrich pochodzi z Wronek, gdzie przez lata prowadził zakład fryzjerski.

- Ruch u niego zawsze był spory, bo ludzie przychodzili nie tylko po to, by się ostrzyc. W zakładzie zawsze leżały świeżutkie "Przegląd Sportowy" i "Piłka Nożna". Można było poczytać, pogadać o piłce. Czasem Rychu wpadał do sąsiedniej restauracji i wołał: "Kto chce na mecz, bo mam trzy miejsca w samochodzie!". I jechaliśmy na Lecha... - wspomina Tadeusz Hojan, kolega Forbricha, prezes klubu Czarni Wróblewo, w którym Forbrich zaczynał swoją karierę działacza.

- Rysiu był prawdziwym pasjonatem. Jak się do czegoś zabrał, mógł nie spać całą noc, aż dopiął swego - mówi Hojan. Znalazł dla Czarnych sponsora, fabrykę kuchenek Wromet, a potem doprowadził klub do połączenia z Błękitnymi Wronki. Tak powstała Amica. Forbrich został najpierw kierownikiem drużyny, potem jej menedżerem i zaczął działać w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej.

- Forbricha zawsze traktowaliśmy jak wesołka, który lubi się pochwalić. Mówił, że zna ministrów, burmistrzów, trenerów, a ludzie się śmiali. Sam już nie wiem, czy on mógł zrobić to wszystko, co zarzuca mu prokuratura - mówi Stefan Antkowiak, prezes Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. - Owszem, ma dom. Ale mógł go postawić z pensji w Amice? Mógł.

"Fryzjer" chwalił się rocznym kontraktem w wysokości 250 tys. zł.

- Ten facet miał problem z wysłaniem SMS. Jak on mógł mafią przez telefon kierować? - twierdzi nawet Hojan i dodaje: - To nie Rychu stworzył to wszystko. Może po prostu był skuteczniejszy od wszystkich. Nie róbmy z niego demona.
Sąd skazał Fryzjera. 'To druzgocący wyrok dla całego polskiego futbolu'


Sprzedawczyków zastąpili nieudacznicy »


Więcej o: