W Ekstraklasie sprzedawczyków zastąpili sędziowie nieudacznicy

PRZEGLĄD PRASY: Sędziowie w Ekstraklasie popełniają coraz więcej błędów, ale nie ma ich kto zastąpić - czytamy w "Przeglądzie Sportowym"
Hit Lech - Wisła na remis »

Być może już nikt nie ustawia meczów, ale wcale nie poprawiło to poziomu sędziowania. Arbitrzy źle interpretują pozycje spalone, nie widzą fauli, szastają kartkami, za innym razem chowają je głęboko do kieszeni.

W poprzedniej kolejce słabo ocenieni zostali nawet rutyniarze Marcin Szulc i Marcin Borski. Mylił się Jacek Walczyński, a jeszcze gorzej trzeba ocenić Piotra Wasielewskiego, który sędziował mecz Cracovia - Ruch Chorzów oraz Piotra Siedleckiego z Warszawy, rozjemcę w spotkaniu Odra Wodzisław - Lechia Gdańsk (1:0).

- Jeszcze nie oglądałem tych meczów, ale już miałem sygnały, że był w nich problem. Nie ukrywam, że jeżeli te opinie się potwierdzą, to w skrajnym przypadku można nie wystawić danego arbitra w kolejnych spotkaniach albo nawet wysłać go na egzamin z przepisów - mówi szef polskich sędziów Kazimierz Stępień.

Główny kłopot polega jednak na tym, że słabych sędziów nie ma kto zastąpić. Walka z łapownictwem w futbolu zbiera swoje żniwo. Ponadto - jak pisze "PS" - wtajemniczeni twierdzą, że śledczy interesują się przeszłością kilku innych sędziów z Ekstraklasy.

Koniec mitu Kasperczaka? Górnik nad przepaścią »