Mikael Max: Chcę odbudować formę w Rzeszowie

- Liczę, że może w Rzeszowie wrócę do wysokiej dyspozycji. Chciałbym jeździć tak, jak w 2005 roku, gdy byłem liderem rzeszowskiego zespołu - mówi Mikael Max, szwedzki żużlowiec Marmy-Hadykówki Rzeszów.
Rozmowa z Mikaelem Maksem

Tomasz Welc: Po trzech latach przerwy wracasz do Rzeszowa. Jesteś zadowolony z powrotu do drużyny, której byłeś liderem w 2005 roku?

Mikael Max: Czuję się dobrze, że wróciłem do Rzeszowa. Mam bardzo miłe doświadczenia z roku 2005, gdy zdobywałem punkty dla rzeszowskiej drużyny. Dobrze być tu z powrotem.

A dlaczego wybrałeś właśnie Rzeszów?

- Nie miałem zbyt wielu ofert i propozycji, rozmawiałem z trzema-czterema klubami. Rzeszowska oferta nie przewyższała zdecydowanie pozostałych, ale wyczułem, że tutejsi działacze podchodzą do tematu bardzo poważnie. Dlatego bardzo szybko doszliśmy do porozumienia.

Dla mnie dodatkowym bodźcem, by podpisać kontrakt w Rzeszowie, był fakt, że pozyskałem tu wspaniałego sponsora, jakim jest firma Greinplast. W tych ciężkich czasach na całym świecie, gdy jest kryzys i nic w świecie finansów nie jest pewne, mieć takiego sponsora to bardzo ważne. Ja sam odczułem kryzys światowy. Wielu darczyńców, którzy do tej pory mnie wspierali, przestali to robić ze względu na trudne czasy i w przerwie zimowej obawiałem się, że nie będę mógł wydać tylu pieniędzy na przygotowanie do sezonu jak zwykle. Jednak dzięki Greinplastowi jestem przygotowany do nadchodzącego sezonu w stu procentach.

W 2005 roku do momentu kontuzji byłeś w znakomitej formie i rzadko przegrywałeś. Rzeszowscy kibice liczą, że teraz będzie podobnie.

- Naprawdę mam nadzieję, że ten sezon będzie przebiegał tak jak tamten, oczywiście oprócz kontuzji. To jest mój plan na ten rok. Jednak nie będzie to łatwe, bo I liga jest zdecydowanie mocniejsza, niż była wtedy. Rok 2005 był bardzo dobry dla mnie. Ciężko to powtórzyć, bo w tych meczach, w których pojechałem, straciłem tylko kilka punktów. Ale myślę, że mogę być ważną częścią zespołu. Liczę też, że może w Rzeszowie wreszcie znajdę sposób, by wrócić do wysokiej dyspozycji. Bo gdzieś w środku czuję, że potrafię jeździć zdecydowanie lepiej, ale nie mogę tego pokazać. Mam nadzieję, że starty w Rzeszowie mi w tym pomogą.

Może jest to związane z jakąś blokadą psychiczną po kontuzji?

- Nie nazywałbym tego blokadą, po prostu po tej kontuzji zmagałem się wieloma różnymi problemami. Te trzy ostatnie sezony były bardzo złe, ale to nie był tylko powód tej kontuzji. Podjąłem wiele złych decyzji odnośnie mojej kariery, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że podpisywałem kontrakty w niewłaściwych klubach i nie mogłem znaleźć spokoju, by odbudować swoją formę. Teraz mam dobrą okazję, by wrócić do niej i liczę, że tak się stanie.

Na przykład rok temu we Wrocławiu nie miałem zbyt wielu okazji do zaprezentowania się. Na początku sezonu doznałem kontuzji i wypadłem ze składu. Kontuzja miała wpływ na moją formę praktycznie przez cały rok, bo gdy wróciłem na tor, rywale byli już w pełni sezonu. Dopiero pod koniec roku czułem, że moja forma idzie w górę. Ostatni sezon był więc dla mnie bardzo pechowy.

Jak przebiegały Twoje przygotowania do rozpoczynającego się właśnie sezonu?

- Idealnie. Mam dobrego mechanika, tunera. Treningi zimowe przebiegały bez zakłóceń. Dużo grałem w softballa, dwa razy w tygodniu. Przez resztę dni biegałem. Czuję się bardzo mocny fizycznie, mogę powiedzieć nawet, mocny jak nigdy dotąd.

Na ten sezon mam sześć albo nawet siedem silników gotowych na ligę polską i szwedzką. W lidze szwedzkiej w tym sezonie będę jeździł w drużynie Smederny Eskilstuna. Więc podobnie jak w Polsce, będę startował w innym klubie niż rok temu. Na razie nie planuję startów w lidze angielskiej, ale jeśli moja forma na początku sezonu będzie dobra, być może podpiszę tam kontrakt.

W tym roku nie miałeś chyba zbyt wielu okazji do treningu na torze? Piątkowe zajęcia w Rzeszowie były Twoimi drugimi w tym sezonie.

- Wszystko przez złą pogodę. Cały czas byłem w kontakcie z Darkiem Śledziem i razem z drużyną z Rzeszowa miałem jechać na Węgry, ale z powodu złej pogody wyjazd nie doszedł do skutku. W Szwecji, podobnie jak w Polsce, warunków do jazdy też nie było. Tydzień temu w piątek trenowałem w Gorzowie. Spędziłem na tamtejszym torze ponad cztery godziny i to było dobre przetarcie przed sezonem. Jednak to wciąż za mało startów przed początkiem rozgrywek i tak naprawdę nie wiem, w którym miejscu obecnie jestem z moimi motocyklami i silnikami. Mam nadzieję, że jest OK, ale jeśli nie, to będziemy musieli szybko to poprawić.

Znasz kolegów z rzeszowskiej drużyny? Na co stać Marmę-Hadykówkę w tym sezonie?

- Z Charliem Gjedde jeździłem w Ostrowie, z braćmi Drymlami też znam się z żużlowych torów. Z poprzedniego pobytu w Rzeszowie pamiętam Dawida Stachyrę, Pawła Miesiąca i Maćka Kuciapę. Myślę, że mamy dobry zespół, chociaż trudno powiedzieć, na co nas będzie stać. Tarnów jest faworytem, ale na pewno będziemy walczyć.

Po odejściu z Rzeszowa przez dwa lata broniłeś barw klubu z Ostrowa. To z tą drużyną zmierzycie się w pierwszej kolejce już w niedzielę.

- W Ostrowie jeździłem dwa sezony, ale teraz zdobywam punkty dla Rzeszowa i zrobię wszystko, by w niedzielę to moja drużyna cieszyła się z wygranej.