Siatkówka. Jak odchudzić Euro w Polsce

Ministerstwo Sportu nie dołoży czterech brakujących milionów do organizacji mistrzostw Europy siatkarek. PZPS zapewnia, że mimo to impreza się odbędzie
W czwartek napisaliśmy o kłopotach Polskiego Związku Piłki Siatkowej z organizacją rozpoczynającego się 25 września turnieju, który ma kosztować w sumie 15 mln zł. Pięć miesięcy przed imprezą brakuje 4 mln zł. Związek nie ma zresztą na ten cel nawet złotówki, bo 11 mln to przychody z biletów i pieniądze na tzw. promocję od czterech miast gospodarzy: Łodzi, Katowic, Wrocławia oraz Bydgoszczy.

Mirosław Przedpełski, prezes PZPS, miał nadzieję, że brakującą sumę dołoży Ministerstwo Sportu: - Nie mamy od nich żadnego wsparcia. A liczymy na nie. I to bardzo.

Szef związku twierdził również, że minister Mirosław Drzewiecki obiecał pomoc. - Nie ma możliwości prawnej, byśmy się dołożyli - twierdzi Małgorzata Pelechaty z biura prasowego ministerstwa. Jej zdaniem PZPS nie może liczyć nawet na złotówkę pomocy. Poza tym do ministerstwa nie wpłynęło nawet zapytanie związku o dotację.

- Zwróciłem się do przedstawicieli Ministerstwa Sportu o dofinansowanie czempionatu. Na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi - powiedział PAP dyrektor generalny komitetu organizacyjnego Bogusław Adamski.

Dzwoniliśmy do ministerstwa kilka razy. Urzędnicy, choć przekopali całą dokumentację, nie znaleźli żadnego dokumentu. - Widocznie źle kopali - denerwuje się Przedpełski. - Nie tylko piłkarskim Euro, na które idą olbrzymie pieniądze, żyją Polacy. Są przecież i inne dyscypliny, i inne mistrzostwa kontynentu.

Adamski zapewniał w czwartek, że mimo dziury w budżecie impreza nie jest zagrożona: - Może rozpocząć się nawet w przyszłym tygodniu - twierdził.

Jak PZPS znajdzie oszczędności? Adamski chce ciąć koszty, nie zwiększając cen biletów. - Najwyżej zabraknie fajerwerków i oprawy, do jakiej na imprezach siatkarskich w Polsce wszyscy się przyzwyczaili - dodaje.

Na tym można oszczędzić, ale na pewno nie 4 mln zł. - Może położymy reprezentacje w trochę gorszych hotelach - rzuca kolejny pomysł Przedpełski. Obsługa zawodów i koszt pobytu 16 reprezentacji to właśnie zadanie dla PZPS. Ale i z tego nie uzbiera się wiele.

Politycy rozumieją, że w czasach kryzysu trzeba ciąć koszty. Dziwią się jednak, że drugi co do wielkości związek sportowy w Polsce nie ma żadnych oszczędności. - Co roku przekazujemy PZPS pieniądze na szkolenie, reprezentacje, sprzęt etc. - mówi rzeczniczka ministra Drzewieckiego. - Co roku wywiązujemy się z umowy, więc z naszej strony nie ma zaległości.

Drzewiecki chce na ten temat rozmawiać z prezesem Przedpełskim. Jego resort przekazuje co roku na siatkówkę aż 12 mln zł. W sumie związek ma mniej więcej 30-milionowy budżet, bo około 17 mln zł dorzuca sponsor - firma Polkomtel. Prezes Przedpełski zdradził, że co roku PZPS wydaje wszystkie pieniądze. - Jesteśmy od tego, by utrzymywać siatkówkę, a nie zarabiać - mówi szef związku i obiecuje, że lada dzień pokaże dziennikarzom audyt oraz podział wydatków. PZPS brakuje nie tylko na organizację Euro, ale nawet na szkolenie młodzieży (ponad 2,5 mln zł).

Działacze Europejskiej Federacji Siatkarskiej nie chcą na razie komentować kłopotów PZPS. Potwierdzają natomiast informację o wycofaniu się tytularnego sponsora Euro - firmy Indesit, fundatora większości nagród w turnieju.

Mistrzostwa Europy zagrożone - sprawdź co pisaliśmy w środę »