Sikora już myśli o Vancouver

- Sezon był udany, ale były błędy. Przede mną igrzyska. To cel numer jeden. Zrobię wszystko, aby walczyć o medal. Mam już plan przygotowań - mówi Tomasz Sikora, drugi zawodnik zakończonego Pucharu Świata
Sikora, który dwa dni temu wrócił z syberyjskiego Chanty Mansyjska, podsumowywał swój najlepszy sezon w karierze na konferencji w Warszawie. - W listopadzie marzyłem, aby choć jeden dzień biegać w żółtej kamizelce lidera PŚ. Ścigałem się w niej aż 42 dni, więc udało się z nawiązką, ale też apetyt rósł w miarę jedzenia - mówił Sikora, który sześć razy stanął na podium, a w klasyfikacji generalnej przegrał tylko z Ole Einarem Bjoerndalenem. - Gdybym się nie rozchorował po lutowych MŚ, walczyłbym o zwycięstwo do końca. Przegrać z Norwegiem, to nie wstyd, ale został niedosyt. Ten sezon wiele mnie nauczył. Muszę jeszcze bardziej zwracać uwagę na zdrowie, nie może mi się przytrafić przeziębienie w tak ważnym momencie. To był mój błąd - stwierdził Sikora. Za największą porażkę uznał jednak nie przegraną z Bjoerndalenem, ale MŚ w Korei - nie przywiózł medalu mimo świetnej formy biegowej. Piętą achillesową było strzelanie. Sikora powtórzył, że nie będzie zatrudniał specjalnego trenera od strzelania. - Niemka Magdalena Neuner tak zrobiła i popsuła skuteczność. Strzelectwo i biatlon to dwa różne sporty - podkreślił. Zamiast tego chce przed igrzyskami zrezygnować z treningów indywidualnych i cały czas mieć przy sobie Romana Bondaruka. - Teraz dużo biegałem sam, bo chciałem odpocząć od grupy. Ale dochodzę do wniosku, że brak trenera odbił się na strzelaniu. Nie było nikogo, kto by mi coś doradził. Zasugerował, gdzie tkwi błąd - przyznał Polak.

W prezencie od sponsora kadry - firmy Viessmann (mimo kryzysu zostaje co najmniej do igrzysk) - Sikora dostał oprawioną w srebrne okładki książkę ze wszystkimi artykułami z prasy na swój temat. - Wreszcie dowiem się, co o mnie pisaliście - śmiał się 35-letni biatlonista.

Na wakacje do ciepłych krajów wybierze się dopiero pod koniec kwietnia. Dziś założy narty, weźmie karabin i wyruszy w trasę... mistrzostw Polski na Kubalonce. Mógłby je odpuścić, bo medale z tej imprezy nie mieszczą mu się już w gablocie, ale uznał, że pójdzie w ślady Justyny Kowalczyk, która po zdobyciu PŚ ścigała się w kraju. - To dobry sposób na roztrenowanie. Po tak ogromnym wysiłku nie można od razu zapaść się w leżaku. To groźne dla zdrowia! - opowiadał Sikora. Nie miał jednak dobrej informacji dla pozostałych uczestników mistrzostw: - W niebo strzelać nie będę. Walczę o zwycięstwo.

Z mistrzostw Polski Sikora poleci jeszcze na zawody na Kamczatce. Potem czeka go upragniony urlop z rodziną. Przygotowania do sezonu olimpijskiego ruszą w czerwcu. - Trasy w Kanadzie nie do końca mi pasują, jest mało podbiegów. Muszę więc popracować nad siłą w nogach, aby móc ostro ścigać się po płaskim. Będzie dużo jeździł na nartorolkach, a potem jak najszybciej przesiądę się na narty. PŚ będzie mniej ważny, być może niektóre starty odpuścimy. Celem jest optymalna forma w Vancouver. Wiemy, co zrobić, aby bieg był tak dobry jak w tym sezonie, teraz trzeba do tego dołożyć celniejsze strzelanie - mówił Sikora.

A wtedy... - dopytywali dziennikarze. - Zrealizuję kolejne marzenie - zakończył Polak. Słowo "złoto" nie padło, ale nikt nie miał wątpliwości, o czym jeszcze może marzyć srebrny medalista olimpiady w Turynie.

318

dni zostało do pierwszego startu w Vancouver. W niedzielę 14 lutego 2010 r. Sikora pobiegnie na 10 km