Bezbramkowy remis Stalówki w Lubinie

Piłka nożna. Stal Stalowa Wola zdobyła kolejny punkt w walce o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy. Tym razem podopieczni Władysława Łacha zremisowali bezbramkowo w wyjazdowym pojedynku z wiceliderem z Lubina.


Tuż przed meczem przed stadionowymi kasami kłębił się jeszcze tłum kibiców miejscowych, nieprzyzwyczajonych do tego, że w ostatniej chwili można nie wejść na stadion. Procedura sprzedaży biletów na nowy obiekt jest bowiem nieco bardziej skomplikowana, o czym niektórzy fani Zagłębia jeszcze nie pamiętają.

Początek nie był jednak specjalnie interesujący i spóźnialscy niewiele stracili. Miejscowi zaczęli ostrożnie. W szóstej minucie Przemysław Kocot po wolnym gości o mało nie wpakował piłki do własnej siatki. Zagłębie przyspieszyło po dziesięciu minutach i od razu pod polem karnym Tomasza Wietechy zaczęło się kotłować. Akcjom miedziowych brakowało jednak dokładności, ale trudno się temu dziwić, skoro grali w mocno osłabionym składzie (Grzegorz Bartczak, Michał Stasiak, Costa Nhamoinesu, Wojciech Kędziora i Mateusz Bartczak są kontuzjowani). Mimo to Stal coraz głębiej się cofała i wydawało się, że gol dla miejscowych jest tylko kwestią czasu. Czas mijał, a goli jednak nie było.

Tymczasem Stal przesunęła grę bliżej środka i rażący niedokładnością lubinianie już tak nie harcowali na przedpolu Wietechy. Oczywiście nadal mieli więcej z gry, ale i Stal groźnie kontrowała. W 33. minucie rajd Krystiana Lebiody skończył się minimalnie niecelnym dograniem do Grzegorza Kmiecika. Dwie minuty później bardzo dobrze grający Nigeryjczyk Longinus Uwakwe uciekł prawą stroną, ale nie poradził sobie z dośrodkowaniem. W odpowiedzi najlepszy na boisku Szymon Pawłowski zagrał do Bułgara Ilijana Micanskiego, któremu zabrakło kilkunastu centymetrów, by sięgnąć piłki i z najbliższej odległości spróbować zaskoczyć Wietechę. Na pierwszy celny strzał w meczu czekaliśmy do 40. minuty. Próbował Łukasz Hanzel, ale bramkarz Stali nie miał z tym strzałem żadnych kłopotów. Z kolei w 42. minucie Wietecha nie miałby nic do powiedzenia, gdyby Michał Goliński z Micanskim nie przeszkadzali sobie w polu karnym po kapitalnej akcji i dośrodkowaniu Dawida Plizgi. Ostatecznie strzelał Micanski, ale z czterech metrów mocno uderzył ponad poprzeczką.

Druga połowa zaczęła się od szturmu Zagłębia. Poza sporym "wiatrem" przed polem karnym gości i niecelnym strzałem Pawłowskiego nic wielkiego się jednak nie wydarzyło. W 61. minucie lubinianie skiksowali przy wyprowadzaniu piłki, ale Krzysztof Trela był tak zaskoczony nieoczekiwanym prezentem, że zmarnował naprawdę znakomitą okazję, by groźnie zaatakować gospodarzy. Skończyło się na strachu dla miejscowych.

W 68. minucie Goliński o mało nie trafił z wolnego podyktowanego przy linii bocznej. Chwilę później mocno zagrywał Pawłowski, jeden z obrońców zdołał trącić piłkę i tylko dlatego Micanski nie wpakował jej do siatki. Chwilę później Goliński znowu strzelał z wolnego. Tym razem do bramki było 20 metrów, ale uderzenie było kiepskiej marki. Kwadrans przed końcem meczu Lebioda w ostatniej chwili zapobiegł szarży Micanskiego, który wychodził na pozycję sam na sam z Wietechą. Chwilę później oko w oko z bramkarzem Stali stanął Goliński, ale zrobił wszystko, by gola nie strzelić. Z powodzeniem.

Obrona Stali była chwilami wręcz rozpaczliwa, ale szczęśliwa i skuteczna. Goście starali się przeciągać grę, padali przy niemal każdym starciu z rywalem. Gdy atakowało Zagłębie, bronili się całym zespołem na 30 metrach. Ta taktyka przyniosła efekt i niespodzianka stała się faktem.

Po meczu trener Władysław Łach nie ukrywał radości z punktu. - Ja już parę razy przyjeżdżałem do Lubina i doskonale wiem, jak trudno tu o jakiekolwiek punkty - mówił po meczu. - Może to punkt szczęśliwy, ale szczęściu trzeba czasem pomóc. Wiedzieliśmy, z kim gramy, jaki Zagłębie ma potencjał. Brawo dla chłopaków za zrealizowanie założeń taktycznych.

Robert Jończyk gęsto tłumaczył się z tego, że nie dokonał żadnej zmiany w meczu. - Ostrożnie z tymi zmianami, nie zawsze wychodzą na dobre - przekonywał trener KGHM Zagłębia. - Jak maszyna działa, to nie należy niczego w niej zmieniać. A nasza działała, tworzyliśmy sytuacje, brakowało tylko precyzji. Ważne dla nas było, by zagrać na zero z tyłu, by nie nadziać się na żadną kontrę rywala. To się udało. Gdyby lepszą precyzję mieli dziś Goliński, Micanski, Plizga i Pawłowski, pytań o brak zmian by nie było - zakończył.

listy@rzeszow.agora.pl



KGHM ZAGŁĘBIE LUBIN0
STAL STALOWA WOLA0
Zagłębie: Ptak - Kocot, Kapias, Jasiński, Oleksy Ż - Pawłowski, Hanzel Ż, Jackiewicz, Goliński, Plizga - Micanski.

Stal: Wietecha - Wieprzęć Ż, Treściński Ż, Maciorowski, Lebioda - Szwajdych (90. Paknys), Krawiec, Uwakwe, Karcz, Trela - Kmiecik (88. Salami).

Sędziował Sebastian Jarzębak (Bytom).

Widzów 6 tys.

Wyniki pozostałych spotkań i tabela w "Gazecie Sport".