Formuła 1: Siedmiu faworytów do wygrania GP Australii

Zwycięzca ośmiu z 11 ostatnich wyścigów o Grand Prix Australii zostawał potem mistrzem świata. W Melbourne, już na starcie sezonu poznamy więc faworyta nr 1. Kto nim może być?


Od 2010 r. w F1 ma być 13 zespołów

Jest aż siedmiu kierowców, których jednym tchem można wymienić jako kandydatów do triumfu w Australii. Przed poprzednim sezonem było ich tylko czterech, bo poza konkurencją wydawali się kierowcy Ferrari i McLarena, a BMW Sauber, Renault i Williams zapowiadały tylko walkę o miano trzeciej siły. W 2008 roku wyścigi wygrywało potem siedmiu kierowców, ale niespodzianki wynikały z sytuacji losowych: błędów faworytów (skorzystali na nich Robert Kubica w Kanadzie i Fernando Alonso w Japonii), niespotykanej pogody (zwycięstwo Sebastiana Vettela w ulewie we Włoszech), awarii (Heikki Kovalainen wyprzedził na Węgrzech Felipe Massę, któremu zapalił się silnik) czy wypadków (Alonso, który zyskał bardzo dzięki neutralizacji w Singapurze).

Teraz nawet w warunkach idealnych na najwyższy stopień podium typować można siedmiu kierowców. Na czele listy faworytów umieścić trzeba Kimiego Räikkönena i Felipe Massę z Ferrari, którzy mają szybki, bezawaryjny bolid z KERS (dodatkowe źródło napędu) oraz doświadczenie w walce o zwycięstwa.

Kolejnymi kandydatami do wygranej w Australii są też Kubica i Nick Heidfeld z BMW Sauber - Polak i Niemiec w testach "czaili się" za czołówką, ale ich zespół nad tegorocznym bolidem pracował dłużej niż większość rywali. Być może też skorzysta z KERS.

Nie będzie szoku, gdy zatriumfują Jenson Button lub Rubens Barrichello z Brawn GP, którzy w testach byli tak dobrzy, że wśród rywali zyskali miano "nieosiągalnych". Brytyjczyk i Brazylijczyk zamiast KERS mają dyfuzor dający przewagę nawet pół sekundy na okrążeniu. A lekceważenie dwukrotnego mistrza świata Fernando Alonso z Renault wyposażonego w KERS byłoby poważnym zaniedbaniem.

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów obrońca tytułu nie uchodzi za faworyta wyścigu otwierającego kolejny sezon. Szanse Lewisa Hamiltona są małe, bo McLaren zbudował samochód wyraźnie wolniejszy od konkurencji. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby Brytyjczykom udało się wyeliminować spowalniające usterki.

Grupa faworytów jest szeroka, bo w F1 doszło do rewolucji. Zmiany, które mają zwiększyć liczbę widowiskowych wyprzedzeń, wymusiły na projektantach pochylenie się nad czystą kartką papieru. Budując samochody, zespoły poszły różnymi drogami - McLaren zabrnął w ślepą uliczkę, a Brawn trafił do raju. Przynajmniej na to wygląda po testach przed pierwszym wyścigiem.

Ale ze zmiany przepisów wynikają też kontrowersje - większość zespołów zamierza oprotestować "przyspieszające" dyfuzory, z których korzystają Brawn, Toyota i Williams. Uznają to za naruszenie przepisów. Ich twórcy bronią się, mówiąc o innej interpretacji reguł F1.

Pytania prowokuje też nieodgadniony KERS, czyli system odzyskiwania energii wytwarzanej podczas hamowania. Kierowca będzie mógł ją wykorzystać do przyspieszenia bolidu na każdym okrążeniu, ale bilans zysków (do 0,4 s na okrążeniu) i strat (spowolnienie ze względu na inny rozkład masy samochodu) nie jest jeszcze oszacowany. Na razie korzystanie z KERS zapowiedziało tylko Ferrari, Renault i McLaren.

Gdyby ktoś miał wątpliwości i nie wierzył, że w Melbourne zdarzyć może się niemal wszystko, niech przypomni sobie słowa Kubicy: - Nowe przednie skrzydło jest za szerokie. Myślę, że będziemy się nim zderzać. Jestem ciekaw, ile z nich będzie latało w powietrzu już na pierwszym zakręcie w Australii...

Żaden z 20 kierowców nie miał jeszcze okazji ścigać się nowym bolidem w tłoku - jeśli słowa Kubicy się sprawdzą i po dwóch pierwszych zakrętach do alei serwisowej z usterkami zjadą faworyci, to wyścig może zakończyć się sensacyjnie.

Kubica na konferencji

Polak będzie gościem na inaugurującej weekend konferencji prasowej, która odbędzie się w czwartek o godz. 15 czasu lokalnego w Melbourne. Obok Kubicy odpowiadać na pytania będą także Button, Massa i Vettel.

Oglądaj pierwsze treningi

Jazdy rozpoczną się o 2.30 w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego. Pierwszy trening, który potrwa do 4 nad ranem, podobnie jak drugi (6.30 - 8) będzie transmitowany w Polsacie Sport Extra. Kwalifikacje rozpoczną się o 7 w sobotę, a wyścig o 8 w niedzielę. Oba wydarzenia na żywo pokaże Polsat.

Pięć ostatnich wyścigów w Melbourne

2008: Hamilton wygrywa, startując z pole position. Dochodzi do kilku wypadków, samochód bezpieczeństwa wyjeżdża na tor trzykrotnie. Kubica po drugim miejscu w kwalifikacjach nie dojeżdża do mety, bo jego bolid taranuje Kazuki Nakajima z Williamsa.

2007: Räikkönen najszybszy w kwalifikacjach i pierwszy na mecie w swoim debiucie w Ferrari. Na podium stają też Alonso i Hamilton. Kubica nie kończy wyścigu ze względu na awarię skrzyni biegów.

2006: Drugi wyścig sezonu (inauguracja była w Bahrajnie) wygrywa Alonso. Kolizja wyklucza Michaela Schumachera i Massę z Ferrari. Z pole position startuje Button, ale nie kończy wyścigu, bo w jego Hondzie zapalił się silnik.

2005: Triumfuje Giancarlo Fisichella z mistrzowskiego, jak się później okazało, Renault. Alonso startuje z 13. pozycji, ale kończy na trzeciej.

2004: Dominacja Schumachera, który potem wygrał cztery kolejne wyścigi i wyrównał rekord Nigela Mansella z 1992 roku - pięć triumfów na inaugurację.

Znawcy F1 na mistrza typują Kubicę- czytaj tutaj »