Wojciech Szczęsny: Jestem numerem trzy w Arsenalu

Trener bramkarzy powiedział mi, że w kwietniowym półfinale Pucharu Anglii przeciwko Chelsea będę rezerwowym Łukasza Fabiańskiego - mówi niespełna 19-letni bramkarz Arsenalu, który w poniedziałek zagrał świetny mecz w rezerwach przeciwko Chelsea.
Szczęsny wrócił po kontuzji i uratował mecz - na Z czuba.tv »

Robert Błoński: Dzięki pana interwencjom mecz zakończył się remisem 0:0.

Wojciech Szczęsny: Kilka razy musiałem się wykazać, ale byliśmy niezadowoleni, bo mieliśmy lepsze od rywali okazje do strzelenia gola.

Obronił pan m.in. sytuację jeden na jednego z Maloudą.

- To nie było nic wyjątkowo trudnego. Wystarczyło, że się dobrze ustawiłem, zasłoniłem ponad pół bramki, rozłożyłem ręce i Francuz nie miał wyjścia - musiał trafić we mnie. Graliśmy na stadionie III-ligowego Brentfordu, jakieś pół godziny od naszego ośrodka treningowego, więc menedżer pierwszej drużyny Arsene Wenger był chyba na meczu. Na ogół ogląda rezerwy.

Komentator nie radził sobie z wymówieniem pana nazwiska.

- Nic z tym nie zrobię, ale przynajmniej czymś się w Anglii wyróżniam.

W listopadzie złamał pan obie ręce. Dla bramkarza to tragedia...

- Prawda? Niektórzy mówią, że najważniejsza jest głowa, ale dla bramkarza ręce też są istotne. Nieszczęście stało się w poniedziałek, we wtorek miałem być wypożyczony do I-ligowego Watfordu, bo Estończyk Mart Poom doznał urazu i miałem zająć jego miejsce. W piątek czekał mnie mecz z Tottenhamem w Curling Cup. Niestety... Z euforii popadłem w tragedię.

Jak do tego doszło?

- Robiłem przysiady na jednej nodze z 80-kilogramową sztangą nad głową. Straciłem równowagę, nogi poleciały do przodu, a ja na plecy. Bałem się, że sztanga spadnie mi na głowę, więc chciałem wyrzucić ją za siebie. Przygniotła mi ręce, kości pękły tuż nad nadgarstkami, w przedramieniu. Od razu miałem operację, ale gipsu nie nosiłem, miałem tylko usztywniający opatrunek. Ręce nie bolały, bardziej głowa. Byłem zmartwiony i sfrustrowany. Ale dostałem ponad tydzień wolnego i przyleciałem do Polski. Z rodziną odzyskałem humor.

Kiedy wrócił pan do treningu?

- W lutym. Pierwsze rokowania były takie, że nie zagram do końca sezonu. Potem, że przez cztery miesiące, a wróciłem po niecałych trzech. Ale znowu dopadł mnie pech. Na jednych z pierwszych zajęć, podczas których ćwiczyłem na pełnych obrotach, rzuciłem się do lecącej pod poprzeczkę piłki. Wylądowałem jakoś tak, że wkrętem prawego buta złamałem sobie najmniejszy palec u lewej nogi! Nic skomplikowanego, ale bardzo bolesny uraz. Znowu miałem trzy tygodnie z głowy. Tydzień temu na własną prośbę zagrałem w drużynie U-18 z Fulham [5:1], a w poniedziałek w rezerwach przeciwko Chelsea.

Co będzie z panem w przyszłym sezonie?

- Zabrzmi to dziwnie, ale moja sytuacja po kontuzjach jest lepsza niż przed. Włoch Vito Manone doznał ostatnio urazu i nie będzie bronił przez miesiąc. Jestem więc numerem trzy, po Manuelu Almunii i Łukaszu Fabiańskim. Trener bramkarzy powiedział mi nawet, że w kwietniowym półfinale Pucharu Anglii przeciwko Chelsea będę na ławce zmiennikiem Łukasza. Nie chcę się "napinać", a później rozczarować, ale byłoby fajnie, bo mecz jest na Wembley. Arsenal gra jeszcze w Lidze Mistrzów, walczymy o czwarte miejsce w Premiership i o Puchar Anglii.

Do przyszłego sezonu będę przygotowywał się z pierwszą drużyną. Łukasz i Manu będą walczyć o pozycję numer jeden. Jeśli miałbym zostać numerem trzy, na pewno nie odejdę i będę bronił w rezerwach. Gdyby został nim Manone, pójdę zdobywać doświadczenie w innym klubie. Ale przyszłość wiążę z Arsenalem. Kontrakt kończy mi się za dwa lata w czerwcu. Podczas tygodni, w których leczyłem kontuzje, miałem czas, by sporo myśleć, a nie trenować. Wydoroślałem, dojrzałem, by się usamodzielnić. Kupiłem już mieszkanie w Londynie i najdalej za miesiąc wyprowadzam się od rodziny, u której mieszkam teraz.

Fabiański ma szanse wygrać wreszcie rywalizację z Almunią?

- Na treningach na pewno nie jest słabszy. Atutem Hiszpana jest większe doświadczenie. Ale to przed Łukaszem jeszcze kilkanaście lat gry. Poza tym uważam, że w Premiership żaden zespół nie ma dwóch tak dobrych bramkarzy jak Arsenal.

Nawet Manchester United?

- A kto tam jest zmiennikiem van der Sara?

Tomasz Kuszczak albo Ben Foster.

- Ktokolwiek by był, śmiało twierdzę, że nie jest tak dobry jak nasz numer dwa.

Fabiański: Jestem gotowy by zagrać z Irlandią Płn. - czytaj tutaj »