Za trzy stówy kulomiot nie potrenuje

Łukasz Haratyk, utalentowany kulomiot Sprintu Bielsko-Biała, chciałby zdobywać medale na światowych zawodach. Możliwe jednak, że wkrótce zostanie mechanikiem i ze sportem da sobie spokój.
21-letni Haratyk ma 192 cm wzrostu, waży ponad sto kilogramów. Jako junior wiele razy był mistrzem kraju, jest aktualnym młodzieżowym wicemistrzem Polski. Podczas ostatnich MP w Spale został szóstym seniorem w kraju. Chce jechać do Kowna na lipcowe Młodzieżowe Mistrzostwa Europy. - Moim wzorem jest Tomek Majewski [mistrz olimpijski z Pekinu - przyp. red.]. Teraz każdy kulomiot chce być jak on - śmieje się Haratyk.

Pochodzący z podcieszyńskich Kostkowic lekkoatleta znalazł się jednak pod ścianą. - Nie mam z czego żyć. Będę musiał iść do pracy, a wtedy chyba pożegnam się z wielką karierą. Po znajomych widzę, że ci, co jednocześnie pracują, mają gorsze wyniki - kręci głową. Haratyk z wykształcenia jest monterem urządzeń elektrycznych i nie wyklucza, że wyruszy na poszukiwanie pracy w swoim zawodzie. Na razie może tylko liczyć na pomoc miasta. - Dostaję 300 złotych stypendium. Co ja z tym mogę zrobić? Dla mnie to wielkie rozczarowanie - mówi. Podłamany jest także Zbigniew Polakowski, prezes bielskiego Sprintu. - Trzeba pomóc zawodnikowi. Łukasz to tylko jeden z przykładów. Marnuje nam się wiele talentów w sportach indywidualnych - stwierdza Polakowski.

- To solidny chłopak i w przyszłości będzie z niego pociecha. Może rozsławić nasze Kostkowice. Dlatego trzeba mu pomóc, by mógł dalej uprawiać sport - mówi sołtys Kostkowic Paweł Zawada.

Niektórzy siatkarze bielskiego BBTS w ramach ustawy o sporcie kwalifikowanym kasują 3500 zł brutto! - Oni grają w II lidze, a Haratyk z klasą mistrzowską odpowiada sportowcom występującym w ekstraklasie. Gdzie tu sprawiedliwość? - denerwuje się Piotr Galon, trener zawodnika.

Ryszard Radwan, naczelnik wydziału kultury fizycznej i turystyki w bielskim magistracie, słyszał o problemach Haratyka. - Łukasz to bardzo utalentowany zawodnik. Za swoje zasługi od czterech lat dostaje od nas stypendium. Zgadzam się, że nie jest to wielka kwota, ale na tyle miasto stać. Taka suma to wynik skrupulatnych wyliczeń, które staramy się robić dla każdego młodego sportowca - mówi Radwan.

Dlaczego Haratyk nie jest brany pod uwagę przy rozdzielaniu pieniędzy na sport kwalifikowany, a otrzymuje je wyłącznie w ramach mniejszych sum stypendialnych dla utalentowanych zawodników? - Zdecydowaliśmy, że pieniądze na sport kwalifikowany będziemy przeznaczali na gry zespołowe. Nie wykluczamy zmian. Będziemy śledzić wyniki przedstawicieli sportów indywidualnych i nasze kryteria mogą się zmienić - pojednawczo kończy naczelnik Radwan. Według Haratyka nawet niespełna tysiąc złotych byłoby dla niego ratunkiem. - Wtedy sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Mógłbym się skupić na sporcie - zapewnia. Zawodnik ma nadzieję, że miasto podniesie mu stypendium albo znajdzie się jakiś sponsor. A jeśli nie? - Trzeba będzie iść do roboty. To może już lepiej być siatkarzem? - pół żartem, pół serio rzuca na koniec.

- Na Śląsku czy Podbeskidziu warto walczyć o takie talenty, bo inaczej oni uciekną z regionu. Tak się stało z piątym płotkarzem igrzysk w Pekinie Arturem Nogą, którego nie potrafiono utrzymać w Raciborzu i musiał wyjechać do Warszawy - przekonuje Jacek Zamecznik, szef szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

W innych miastach pomoc dla zdolnych sportowców wygląda lepiej. Agnieszka Bronisz, utalentowana kulomiotka z Sosnowca, dostaje 1200 zł stypendium. W Chorzowie Agnieszka Gortel, która startuje w maratonach, otrzymuje 800 zł, a Jacek Wierzbicki, niepełnosprawny biegacz - 1200 zł