Hotele - bydgoska pięta Achillesa

Mamy w Bydgoszczy wspaniały stadion i świetne tradycje, ale żadnych szans na otrzymanie lekkoatletycznych mistrzostw Europy seniorów. Powód: kryzys, który spowodował, że wstrzymano budowę hoteli. Żeby zrobić takie mistrzostwa, potrzeba ponad 2 tysiące miejsc, a jest ich dwa razy mniej
Wczoraj w ratuszu prezydent Konstanty Dombrowicz oficjalnie poinformował, że za rok w Bydgoszczy odbędą się mistrzostwa świata w biegach przełajowych. O kulisach przyznania tej imprezy opowiadali zastępca prezydenta Maciej Grześkowiak i wiceprezes Polskiego Związku Lekkoatletycznego Krzysztof Wolsztyński - to oni przedstawiali w ten weekend w Berlinie na radzie IAAF, z dobrym skutkiem, kandydaturę Bydgoszczy. - Wiem, że byliśmy na tym etapie jedynym miastem, ale nie poinformowano nas, kto odpadł wcześniej. Aby znać skalę rywalizacji, warto przyjrzeć się, gdzie organizowane są takie mistrzostwa. Ostatnio to był Edynburg, a w tym roku odbędą się w Ammanie w Jordanii - mówi Grześkowiak.

27 marca 2010 r. pobiegnie na trasach w Myślęcinku około 400 zawodników i będą to najlepsi na świecie długodystansowcy, z wielkimi gwiazdami, jak Tirunesh Dibaba i Kenenisa Bekele. - IAAF daje zwycięzcy 30 tys. dolarów nagrody. To jest dobry magnes do startu - wyjaśnia Wolsztyński.

Wiadomo, że w sumie w Bydgoszczy zjawi się około 700 uczestników: sportowców i osób towarzyszących. I to jest kluczowa sprawa - na przyjęcie takiej liczby ludzi bydgoskie hotele są przygotowane. - Teraz nie będzie tak jak przy okazji mistrzostw świata juniorów sprzed roku, że hotelarze dyktowali nam ceny, bo brakowało miejsc - stwierdza Wolsztyński. Wówczas przyjechało ponad 2 tys. ludzi. Zajęli wszystkie bydgoskie hotele, a i tak kilkuset ludzi trzeba było zakwaterować w domach wczasowych w Pieczyskach. Z juniorami można było tak zrobić. Hotele to pięta achillesowa naszego miasta. Wymagania zawodów dla dorosłych sportowców, którzy startują w seniorskich mistrzostwach Europy, są dużo wyższe. Organizacja ME w 2014 r. to marzenie bydgoskich organizatorów lekkoatletycznych imprez i władz miasta. One dałyby Bydgoszczy okazję do promocji na ogólnopolską i europejską skalę, nieporównanie większą niż np. ostatnie MŚ juniorów.

- Tak bywa, że z Bydgoszczy się trudno przebić. Zrobiliśmy wielkie zawody i z wielkim zdziwieniem przyjąłem np. informację, że za sportową imprezę roku 2008 w Polsce uznano kolarski wyścig Tour de Pologne - narzekał wczoraj Dombrowicz.

Z ME seniorów byłoby inaczej. Impreza na stadionie Zawiszy stałaby się z pewnością najważniejszą w 2014 r. Co z tego, skoro szanse na jej otrzymanie maleją jednak do zera.

- Nasz stadion spełnia warunki, żeby takie zawody zrobić, ale są pewne rzeczy, których władze miasta nie są w stanie przeskoczyć. To jest właśnie kwestia hoteli. "Słoneczny Młyn", który będzie na dniach otwarty, to jeszcze za mało. Nie będziemy przecież sami ich budować. To nie jest rola miasta - mówi prezydent Dombrowicz.

Kryzys wstrzymał niestety realizację kilku innych projektów. Jeszcze latem ubiegłego roku Duńczycy z firmy Nordic Development, którzy kupili Młyny Rothera na Wyspie Młyńskiej, twierdzili, że powstanie w nich wielki hotel dla 300 gości. Skandynawowie najpierw zastrzegli, że przebudowę rozpoczną, gdy znajdą sieć zainteresowaną prowadzeniem gotowego kompleksu. Potem pojawił się Hilton jako potencjalny inwestor. Plany były imponujące. W kompleksie The Island miał być hotel oraz biura i markowe sklepy, basen, restauracje (w tym jedna podziemna z przeszkloną ścianą, tak aby było widać Brdę), centrum kultury z wystawami, galerie i scena. Całość miała pochłonąć ok. 300 mln zł. Inwestycje wstrzymano. Tak samo dzieje się z budową innego hotelu przy ul. Grodzkiej, gdzie są już nawet fundamenty budynku. - Ale teraz dźwig tam stanął. Sam to obserwuję przez moje okno w ratuszu - mówi Dombrowicz

Kiedy sytuacja się zmieni, trudno powiedzieć. Na razie największym atutem Bydgoszczy pozostaje piękny lekkoatletyczny stadion. - Mamy też bardzo dobre osobiste już kontakty z władzami IAAF, co pomogło przy przełajowych mistrzostwach świata - dodaje Grześkowiak. Ani jedno, ani drugie nie wystarczy jednak, kiedy trzeba będzie za rok czy dwa podać jeszcze, ile miejsc jest w hotelach w 360-tysięcznej Bydgoszczy.