Wkalkulowana strata Justyny Kowalczyk, teraz zaczynają się schody dla Majdić

26 sekund i 24 punkty - tyle straciła Justyna Kowalczyk w sprincie na sztokholmskiej Starówce wokół Pałacu Królewskiego. Zajęła dziesiąte miejsce. Wygrała Słowenka Petra Majdić i ma 115 pkt przewagi nad Polką w klasyfikacji Pucharu Świata.
TVP przerwała transmisję przed finałem zawodów Kowalczyk »

Do zdobycia w trzech ostatnich startach zostało 350 punktów. Dobra wiadomość jest taka, że żaden z kolejnych biegów nie będzie sprintem, w których Słowenka jest mistrzynią nad mistrzynie. W tym sezonie wygrała osiem z dziesięciu sprintów. Zdobyła oczywiście małą Kryształową Kulę w tej specjalizacji.

Teraz jednak dla Słowenki zaczną się schody. Poza jednym, jedynym wyjątkiem nigdy w życiu nie wygrała biegu na dystansach. Ten wyjątek przydarzył się w sobotę, kiedy rozbiła konkurencję na 30 km. Świetnie miała posmarowane narty i na ostatniej pętli dogoniła mknącą po pewne - wydawałoby się - zwycięstwo Kowalczyk, której deski nie jechały. Polka była druga.

W środowym sprincie cel Kowalczyk był jasny: jak najmniej stracić do Majdić, która od początku do końca była faworytką. I to potwierdziła. Największej sztuki dokonała w ćwierćfinale - na ostrym zakręcie najechała nartą na nartę Japonki Natsumi Madoki. Spowodowała upadek obu. Słowenka jednak błyskawicznie się pozbierała, dogoniła rywalki i spokojnie awansowała do półfinału.

To samo było z Kowalczyk. Polka świetnie pobiegła eliminacje - miała w nich czwarty czas (Majdić dziewiąty). W ćwierćfinale była druga, za Finką Aino-Kaisą Saarinen. Na starcie niewiele straciła do rywalek, potem - na kilometrowej pętli - odrobiła straty i wyprzedziła Szwedkę Charlottę Kallę, bez problemu awansując do czołowej dwunastki biegu.

Problemy zaczęły się w półfinale. Polka źle wystartowała, a do przodu wyrwały Finki Saarinen i Pirjo Muranen. Odjechały jak na skuterze i były nie do doścignięcia. Polka podjęła próbę, ale narty nie jechały po mokrym, brudnym, roztopionym śniegu. Bieg był męką. Kowalczyk szybko straciła dystans i na metę przyjechała zrezygnowana jako ostatnia.

W finale pocieszenia zajęła czwartą lokatę, czyli - po doliczeniu sześciu uczestniczek finału A - w sumie dziesiątą.

Dwa ostatnie biegi z udziałem Majdić miały identyczny scenariusz. Słowenka traciła trochę na starcie. Potem szybko odrabiała straty i na metę wpadała samotnie. Wygrała zgodnie z planem. Ale też straty Polki nie są na tyle duże, by przed biegami w Falun napisać, że wszystko zostało stracone i na Kryształową Kulę szans już nie ma.

Wszystko co ciekawe o Justynie Kowalczyk - znajdziesz tutaj »


Serwismen Ulf Olsson dla Gazety

Na wszystkie biegi smarowaliśmy tak samo. Między ćwierćfinałami, a półfinałami nie mieliśmy możliwości testowania nart, bo trasy były zamknięte. Zaryzykowaliśmy i zrobiliśmy to, co wcześniej. Okazało się, że zmieniły się warunki i narty jechały gorzej. Szczególnie na podbiegach. To nie koniec walki Justyny o Puchar Świata. Jest w takiej formie, że może odrobić straty do Majdić. Tym bardziej, że trasy w Falun są dla niej, czyli dużo pod górę.