Łukasz Sosin: Czekałem na powołanie

Po jesiennych meczach z Czechami i Słowacją trener Beenhakker powiedział mi, że jeszcze będę mu potrzebny. Dotrzymał słowa - mówi sport.pl powołany w miejsce Pawła Brożka napastnik Anorthosis Łukasz Sosin.
Robert Błoński: Spodziewał się pan tego powołania?

Łukasz Sosin: Gra w kadrze jest dla mnie najważniejsza. Szkoda, że miejsce dla mnie zrobiło się po kontuzji Pawła. Oglądałem sytuację w telewizji i kiedy były kolejne powtórki odwracałem głowę. To było okropne. Co do powołania, to po jesiennych meczach eliminacyjnych selekcjoner powiedział, że nie zapomni o mnie. Szczególnie wtedy, gdy będziemy grać dwa mecze w cztery dni. Dotrzymał słowa. Nie było dla mnie żadną ujmą, że znalazłem się na liście rezerwowych. W następny poniedziałek jestem we Wronkach i zobaczymy, co dalej. Z poprzednich zgrupowań wiem, że trener Beenhakker dużą wagę przykłada do tego, kto i jak prezentuje się na treningach. To jest kluczowe przy ustalaniu składu. Dlatego jadę do Wronek przykładać się do zajęć i walczyć o miejsce w składzie. Jak się nie uda, będę ściskał kciuki za kolegów. Oba mecze trzeba wygrać.

Przeciwko Czechom i Słowacji nie zagrał pan ani minuty...

- Żałowałem. Gdybym był zadowolony, nie miałbym żadnej ambicji sportowej. Ale ja już nie patrzę w przeszłość. O sobotnim meczu rozmawiam tylko do niedzieli, w poniedziałek ważny już jest następny przeciwnik.

Ostatnio ciszej o pana golach na Cyprze...

- Strzeliłem ich w lidze dziesięć, w pozostałych rozgrywkach - cztery kolejne. Ale rzeczywiście, całej drużynie idzie słabiej. Jesteśmy dopiero na trzecim miejscu. Teraz zaczyna się play off. Cztery pierwsze drużyny grają między sobą, każdy z każdym. Czyli czeka nas sześć meczów. Do wicelidera, Omonii Nikozja, z którą gramy w weekend tracimy dwa punkty. Lider, APOEL, ma o siedem oczek więcej. Teoretycznie więc naszym głównym celem jest wicemistrzostwo. Ono da nam możliwość gry w Europa League [do tego sezonu Puchar UEFA - rb] od późniejszej rundy kwalifikacyjnej i dłuższe wakacje. Jeśli będziemy na trzecim miejscu, zaczniemy bardzo wcześnie, a to się nikomu nie uśmiecha. Dlatego wszystkie siły idą na play off. W ostatnim meczu nie grałem, w poprzednich dwóch - po 90 minut. Mam nadzieję, że trener Kecbaja oszczędzał mnie na Omonię. W tym sezonie rozegraliśmy prawie 40 meczów, bez żadnej przerwy na Święta czy Nowy Rok. A czeka nas kolejne sześć, najważniejszych. Rozgrywki skończymy 10 maja.

Liga Mistrzów była rozczarowaniem?

- Awans do niej był największym sukcesem w historii. Ale byliśmy o krok od awansu. Jeszcze kilkanaście minut przed końcem byliśmy w fazie pucharowej. Potem my przegraliśmy z Werderem, Inter z Panathinaikosem i zajęliśmy ostatnie miejsce. Ja znakomicie wspominam eliminacje i trzy pierwsze mecze grupowe, w których grałem.

Później usiadł pan na rezerwie.

- I to było rozczarowujące, nie takich osiągnięć się spodziewałem. Taki jest trener Kecbaja. Raz zawalisz, potem musisz walczyć o powrót.