Sport.pl

Fruwając pod koszem: Mówiono o nim King

Już najwyższy czas, by MVP ligi został LeBron James.
Ostatni taniec Allena Iversona »

Do końca sezonu tylko miesiąc, a więc kampanię wyborczą dotyczącą najważniejszej nagrody indywidualnej czas zacząć.

Zaczął Mike Brown, trener Cleveland Cavaliers, tuż po tym jak LeBron zanotował trzeci triple-double z rzędu. "Trzy po kolei - mam nadzieję, że wszyscy będą o tym mówić, i o tym, że LeBron jest MVP. Bo moim zdaniem zasługuje na tę nagrodę. Wiem, że jestem mniej obiektywny niż ktokolwiek, ale LeBron jest po prostu wspaniałym zawodnikiem". Sam LeBron nic nie powiedział, ale w następnym meczu rzucił 51 punktów (ósmy raz w swej karierze, trzeci w tym sezonie).

Wkrótce do kampanii przyłączą się zwolennicy Kobe Bryanta, Dwyane'a Wade'a, Dwighta Howarda i innych - ale nie mają większych szans. Ten rok będzie należał do LeBrona.

Statystyki "Król James" ma wprawdzie ciut gorsze niż w zeszłym sezonie, gdy przegrał wyścig o MVP z Kobe Bryantem i Chrisem Paulem. 28,6 pkt na mecz (o półtora mniej niż rok temu), 7,4 zbiórki (o pół mniej), 7,2 asysty (tyle samo). Nikt jednak nie będzie na to patrzeć.

Przed rokiem LeBron przegrał, bo jego Cavs byli nader często drużyną jednego aktora. Zakończyli sezon dopiero na czwartym miejscu na Wschodzie, z 45 zwycięstwami, o 21 mniej niż Boston Celtics. W tym roku Cavs z bilansem 52-13, najlepszym w karierze LeBrona, przewodzą stawce w Konferencji Wschodniej.

Przed rokiem LeBron przegrał także dlatego, że musiał wygrać Kobe. Lider Lakersów, w poprzednich latach karany za swe samolubstwo, dostał nagrodę tyleż za niespodziewany renesans Lakers, co za "całokształt osiągnięć". W tym roku nic się nie zmieniło - Kobe gra równie skutecznie jak zawsze i mądrzej niż kiedykolwiek, Lakers są numerem 1 na Zachodzie - ale głosujący uznać mogą, że "sprawiedliwości stało się zadość". A statystyki LeBron ma od Kobego lepsze.

Wreszcie, w poprzednich latach LeBron przegrywał, bo - jak powtarzali eksperci, dziennikarze - jest wielki, jest fantastyczny, jest niepowtarzalnym talentem, ale "czegoś" mu brakuje. Na przykład przesadnie śrubuje swoje wyniki strzeleckie (jak w sezonie 2005/06, który zakończył z najwyższą w karierze średnią 31,4 pkt). Albo: nie przykłada się do obrony. Albo: za bardzo myśli o karierze biznesowej, a i zdarza mu się przechodzić obok meczu.

Było, minęło. Teraz oglądanie LeBrona jest przeżyciem magicznym - podobnego egzemplarza w historii NBA nie było. "On jest wyjątkowy. Chłop jak dąb, 203 cm, 120 kg, a biega jak Tony Parker. I ma dopiero 24 lata. Prawdopodobnie będzie jeszcze większy i silniejszy. Miejmy nadzieję, że nie będzie szybszy" - mówi o LeBronie trener Suns Alvin Gentry.

"Król James" wciąż obgryza paznokcie i chyba tylko o to można się do niego przyczepić.

Kronika towarzyska

Ron Artest (Houston), który uważa się za najlepszego obrońcę w NBA i w ogóle, postanowił zatrzymać Kobe Bryanta. Wypowiedzieć mu wojnę. Upokorzyć. I jeszcze mu nawrzucać. Efekty można przewidzieć: Kobe zdobył 37 punktów (w tym 18 w ostatnich siedmiu minutach). Ron-Ron zdobył punktów 11, przestrzelił trzy czwarte swoich rzutów, wszystkie trójki, miał 6 strat i 5 fauli. "To była kiepska bitwa. Skopałem mu tyłek" - ocenił Kobe.

Pierwszoklasista z Sacramento Donte Greene zapomniał kilka razy o swym obowiązku żółtodzioba - przynoszeniu świeżych owoców na trening. I został ukarany: weteran Bobby Jackson obsypał mu całe auto popcornem, a na masce napisał: "Sezon jeszcze się nie skończył, młody". Głupi młokos, zamiast pokornie przyjąć karę, zdecydował się na rewanż. I wysmarował wypasionego białego mercedesa Jacksona mieszanką psiej karmy i sosu sojowego. Podobno strasznie śmierdziało. Co było dalej, nie wiemy, ale na miejscu Donte Greene'a planowalibyśmy już zmianę klubu.

Drużyna New Jersey Nets wraca z treningu. Wsiadają do autobusu. Nagle ktoś krzyczy: "Goła baba!". I rzeczywiście, po drugiej stronie ulicy na ławeczce siedzi baba, całkiem goła. Więc, oczywiście, cała ekipa natychmiast wybiega z autobusu, żeby popatrzeć. Kobieta orientuje się, że spowodowała zamieszanie, wstaje i szybkim krokiem odchodzi... wpadając prosto w ramiona policjanta, który nakłada jej koc i kajdanki. Cała scena trwa może pół minuty. Gracze Nets przyznają później, że kobieta nie była nawet ładna. I co z tego? "Mona Liza też nie jest, a wszyscy chodzą ją oglądać, prawda?" - mówi asystent trenera Doug Overton.

Niezłe numery

48 punktów, 12 asyst i zwycięska trójka w wygranym po dwóch dogrywkach meczu z Chicago - Dwyane Wade.

50 punktów, 10 zbiórek, 9 asyst w wygranym po trzech dogrywkach spotkaniu z Utah - też D-Wade, pięć dni później.

Złota myśl

"Nie mogę nic o tym powiedzieć. Nic o tym nie myślę. Nic. Nic. Już nawet nie myślę w ogóle. Wyłączyłem się całkowicie. Myślę, że to była ostatnia świadoma myśl, którą miałem: myślałem o myśleniu o niczym" - menedżer Minnesoty Kelvin McHale, któremu władze NBA zakazały wypowiadania się na temat możliwych kłopotów finansowych ligi.

Więcej felietonów "Fruwając pod koszem" - czytaj tutaj »


Więcej o: