Sikora: Co za ból! Choroba poczyniła spustoszenia

- Co za ból! Nie miałem kompletnie siły - mówił Tomasz Sikora po biegu na 20 km, w którym zajął 11. miejsce. Na olimpijskiej trasie w Whistler wychodzący z przeziębienia Polak biegł słabiej niż zwykle, ale utrzymał pozycję lidera PŚ i powiększył do 30 pkt przewagę nad Ole Einarem Bjoerndalenem, który był dopiero 18.
Sikora przed Bjoerndalenem »

Sikora prowadził po dwóch celnych strzelaniach, ale potem pomylił się raz w pozycji leżącej i raz w stójce, za co dostał dwie karne minuty. W końcówce opadł też z sił, miał dopiero 21. czas biegu. Ale usprawiedliwia go przeziębienie, z którego nie zdążył jeszcze wyjść, oraz brak aklimatyzacji. Polacy celowo przyjechali do Kanady trzy dni temu, by nie robić pełnej aklimatyzacji w Whistler, bo za kilka dni Puchar Świata wraca do Europy, a potem przenosi się na daleką Syberię. - Co to był za ból! To najcięższy bieg w sezonie. Choroba poczyniła jednak więcej szkód niż mi się wydawało. Po każdym podbiegu męczył kaszel, a płuca jakby zmniejszały się o 50 procent. Nie miałem kompletnie sił by, choć na ostatnim kole zafiniszować. Wiedziałem, że będzie ciężko, dlatego strzelałem dziś dłużej niż zwykle, ale i tak przytrafiły się pudła. Najbardziej żal trzeciego strzelania, bo... miałem odruch kaszlu i nie zdążyłem zatrzymać palca - opowiadał Sikora po biegu, a jego komentarz został zapisany na oficjalnej stronie internetowej sportowca.

Na szczęście, w czwartek miał dzień odpoczynku i liczył, że zdąży się zregenerować do piątku, gdy zostanie rozegrany sprint na 10 km.

Sikora w Kanadzie: Profił trasy mi pasuje- czytaj tutaj »