Sport.pl

Leo Beenhakker: Nigdy nie miałem nawet myśli, by zrezygnować

Jeśli ktoś w PZPN myśli, że wyciągając różne nieprawdopodobne historie, zmusi mnie do rezygnacji, myli się. Reakcja jest dokładnie odwrotna, tym bardziej chcę w Polsce zostać i awansować na mundial - mówi Sport.pl selekcjoner reprezentacji Polski
Robert Błoński: W piłkarskim środowisku głośno się mówi, że PZPN pyta Franciszka Smudę i Henryka Kasperczaka, czy przejęliby po panu stołek selekcjonera. "Przegląd Sportowy" podaje szczegóły pana kontraktu, wczorajszy brukowiec twierdzi - powołując się na prominentnego pracownika PZPN - że pańscy prawnicy negocjują już ze związkiem szczegóły rozwiązania umowy. Odejść ma pan w kwietniu.

Leo Beenhakker: To głupoty. Czemu jedni mówią, a drudzy piszą o moich prawnikach, skoro ja nie mam prawników. Niedawno podałem do sądu menedżera Osucha i tylko do tej sprawy wynająłem adwokata. Oprócz niego innego prawnika nie miałem od jakichś 20 lat.

Nie wiem, kto opowiada te wszystkie historie, np. o moim kontrakcie. Nieważne, czy to prawda, czy nie, ważne, że pojawiła się dziesiąta już chyba brudna historia na mój temat, z którą ja nie mam nic wspólnego.

Zapewniam, że nigdy, ani razu, nie miałem nawet myśli, by zrezygnować z pracy z polską kadrą. I nie mam. Wiem, że niektórzy chcieliby, abym podał się do dymisji. Najpierw była historia z tym, że moim następcą zostanie Piotr Nowak, potem Jerzy Engel sam siebie promował na nowego selekcjonera, a teraz słyszę, że Franciszek Smuda chętnie przejąłby reprezentację. Nie wiem, co sam Smuda na to, ale muszę wszystkich kandydatów zmartwić: trenerem reprezentacji Polski wciąż jest Leo Beenhakker. I wciąż jestem bardzo umotywowany i mam wielką ambicję, by zakwalifikować się na mundial. Dlatego nie wiem, w jaką brudną grę i po co grają ci ludzie.
PZPN nie zwolni Leo nawet po niepowodzeniu z Irlandią Pn.


Jacy ludzie?

- Nie wiem. Gdyby mieli choć trochę odwagi, powiedzieliby to wszystko wprost. Ich metodą jest działanie za plecami. Czemu się kryją? Dlaczego tak działają? Może są zazdrośni i sfrustrowani, że to ja wciąż jestem selekcjonerem. Chcieliby sami zająć moje miejsce albo zatrudnić swojego kolegę. Naprawdę nie wiem, po co to wszystko.

Jeśli takimi metodami ktoś w PZPN chce mnie zmusić do rezygnacji, to nic nie osiągnie. To działa na mnie dokładnie odwrotnie. Im bardziej oni krzyczą, że powinienem odejść, tym ja dłużej zostanę.

To przejdźmy do sportu. Kiedy poda pan kadrę na mecze z Irlandią Północną i San Marino. I czy będzie w niej Ireneusz Jeleń?

- W piątek ogłoszę listę 23 nazwisk. Najpierw poinformuję o powołaniach zawodników i ich kluby. Potem media.

Jak traktuje pan mecze w Belfaście i Kielcach?

- Jeśli wygramy oba spotkania, sprawa awansu na mundial wciąż będzie zależeć wyłącznie od nas. Cztery punkty spowodują, że sytuacja wymknie się trochę spod kontroli i będziemy musieli patrzeć na wyniki rywali. Dlatego do Belfastu pojedziemy po zwycięstwo. Ale cztery punkty nie będą oznaczały, że stracimy szanse na awans.

Czy Smuda chce zastąpić Beenhakkera? - czytaj tutaj »