Żużlowcy Unii uciekają przed kryzysem

Choć recesja zbiera żniwo w polskim żużlu, to kryzys gospodarczy nie przeszkodzi Unii Tarnów w walce o awans do ekstraligi
Żużel nad Wisłą znalazł się w opałach. Kluby dyskutują z centralą na temat pomocy, prezesi chcą renegocjować kontrakty, a zawodnicy ani myślą o ewentualnych obniżkach. Janusz Kołodziej, czołowy zawodnik Unii Tarnów w ubiegłym sezonie, zauważa dwa grzechy rodzimego żużla. - W przeszłości nikt nie myślał o młodzieży, która teraz mogłaby być podstawą wielu drużyn. Poza tym, to prezesi windowali kwoty, poprzez wyrywanie sobie gwiazd. Sami są sobie winni - twierdzi Kołodziej.

Tymczasem w Tarnowie na razie tylko mówi się o kryzysie. Główny sponsor klubu Azoty Tarnów - producent tworzyw sztucznych, nawozów i chemikaliów - całkiem dobrze radzi sobie w sytuacji recesji. Przewidywane zwolnienia grupowe były negocjowane od dwóch lat i nie mają z nią związku.

- Jesteśmy eksporterem, więc kryzys nas bardzo nie dotyka - wyjaśnia Jerzy Jurczyński, rzecznik prasowy Azotów. - Od lat jesteśmy partnerem żużlowców. Nasze działania są celowe i efektywne, co wykazały badania marketingowe. Dlatego liczymy, że Unia awansuje do ekstraligi.

Umowa Unii z Azotami to kontrakt złotówkowy. Wygasa w 2009 roku, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie przedłużona. Jednak w klubie dmuchają na zimne. - Jak każda spółka akcyjna jesteśmy przygotowani na kryzys, bo w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego. Odczuwamy recesję w ten sposób, że trudniej nam sprzedać miejsca reklamowe - wyjaśnia Bogdan Gurgul, prezes Unii.

Największą zmorą zespołów zarówno ekstraligi jak i niższych klas rozgrywkowych, zwłaszcza w niestabilnej sytuacji walutowej, są kontrakty podpisywane z czołowymi zawodnikami w euro. Na spotkaniu prezesów klubów ustalono, że możliwe będą renegocjacje umów za zgodą żużlowców. Padły również pomysły rozszerzenia Speedway Ekstraligi oraz zamrożenia możliwości zmian barw przez zawodników przed sezonem 2010.

W Unii umowy w euro podpisali tylko obcokrajowcy, czyli: Duńczycy Bjarne Pedersen i Jesper Monberg, Szwed Peter Ljung oraz Brytyjczyk James Wright. Nie będą renegocjowane. Dwie główne polskie siły napędowe Unii: Janusz Kołodziej i Sebastian Ułamek zarabiają w złotówkach. - W przypadku spółki akcyjnej kwoty i rodzaj umów są tajemnicą handlową - ucina Gurgul.

Wysoki kurs walut martwi zawodników. - Sprzęt kupujemy w euro, a ceny poszły w górę. Przed sezonem sporo na niego wydałem. Pozostaje mieć nadzieję, że motory nie będą szwankować - zapewnia Kołodziej, który musiał przełknąć gorzką pigułkę: przed sezonem ze współpracy z nim zrezygnowało kilku indywidualnych sponsorów. - Czasem mniejsze firmy są dla żużlowca ważniejsze niż giganci. Jestem optymistą, wierzę, że ten kryzys szybko minie. Zresztą jak wszyscy chłopcy z toru, z którymi rozmawiam - mówi.

Żużlowcy Unii Tarnów zaczynają sezon 5 kwietnia od meczu wyjazdowego z PSŻ Poznań. Wcześniej rozegrają sparingi z Włókniarzem Częstochowa i Stalą Rzeszów.