Gra Liga Mistrzów, czyli Europa kontra angielski walec

Chelsea jedzie do Turynu na mecz z Juventusem, a Liverpool podejmuje Real Madryt. - Ten mecz to sprawa życia i śmierci - zapewnia trener ?Królewskich?, ale nie przekonuje nawet własnych kibiców.
Walec rozjeżdża rywali już trzeci sezon. W ostatnich dwóch półfinałach grały po trzy angielskie drużyny. Półfinał bez Anglików odbył się sześć lat temu, kiedy Cristiano Ronaldo był juniorem Sportingu Lizbona, a José Mourinho zmierzał z Porto po pierwsze mistrzostwo w karierze.

Po pierwszych meczach 1/8 finału nie ma pary, w której faworytem bukmacherów byłby przeciwnik Manchesteru United, Arsenalu, Chelsea i Liverpoolu.

Najmniejsze szanse daje się Realowi, który dwa tygodnie temu przegrał na Santiago Bernabeu z Liverpoolem 0:1. Mistrzowie Hiszpanii nie radzą sobie z klasowymi rywalami. Jesienią dwukrotnie polegli z Juventusem, nie dali rady Barcelonie i Sevilli. Dziś do awansu potrzebują wyższego niż 1:0 zwycięstwa nad Liverpoolem, który kocha wielkie mecze na Anfield Road. Piłkarzom Rafy Beniteza zdarzają się wpadki ze słabymi Middlesbrough i Stoke, ale gdy patrzy na nich cały świat, potrafią powalić największych futbolowych mocarzy. Pokonali w tym sezonie Chelsea i Manchester United.
Magazyn LM: Arsenal zwycięzcą wojny angielsko - włoskiej


Pewny siebie trener nie narzeka na stan zdrowia Fernando Torresa (może wejdzie w drugiej połowie), nie rwie resztki włosów z powodu urazów strzelca zwycięskiego gola z pierwszego meczu Yossiego Benayouna, Alvaro Arbeloi i Daniela Aggera (dziś okaże się, czy zagrają). Nie rozpacza z powodu zawieszonego za kartki Alberta Riery.

Real przyleciał do Anglii w najsilniejszym składzie. - Będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi. Ten mecz to sprawa życia i śmierci - mówi trener Juande Ramos. Ale hiszpańscy kibice nie wierzą w awans. W sondażu dziennika "AS" aż 65 proc. internautów (głosowało ponad 100 tys.) uważa, że Real piąty raz z rzędu zakończy udział w LM na 1/8 finału.

50 proc. szans na wyeliminowanie Chelsea daje Juventusowi jego napastnik Amauri. Brazylijczyk najprawdopodobniej zacznie mecz na ławce, bo Claudio Ranieri stawia w ataku na Alessandro del Piero i Davida Trezegueta. - Musimy szybko strzelić gola - tłumaczy Włoch. W ataku może jeszcze wybrzydzać, ale im bliżej własnej bramki, tym większe ma dziury w składzie.

Z wicemistrzami Anglii nie zagrają pomocnicy Paolo De Ceglie, Cristiano Zanetti, Mauro Camoranesi, Marco Marchionni i Mohamed Sissoko. Obrońcy Zdenek Grygera i Nicola Legrottaglie dopiero wznowili treningi, a Jonathan Zebina w sobotę zagrał po siedmiu miesiącach leczenia ścięgna Achillesa. W Chelsea być może nie zagra Nicolas Anelka, za to może wrócić po blisko pół roku Michael Essien. - To oni są faworytami. By awansować, nasza gra musi być wyjątkowa - mówi Ranieri.

Pod wodzą Guusa Hiddinka Chelsea nie straciła jeszcze punktu i odrodził się Didier Drogba, który w ostatnich czterech meczach strzelił trzy gole. - Prędzej czy później przegrają. Ważne, żeby ich porażka była moją zasługą - mówi Ranieri.

Jeśli nie uda się dziś, a jutro lepsi od Romy i Interu będą Arsenal i Manchester, droga do kolejnych angielskich półfinałów stanie się czteropasmową autostradą. Z pierwszej dziesiątki rankingu UEFA w Lidze Mistrzów zostanie w najlepszym wypadku jedna drużyna (oprócz czterech angielskich) - Barcelona lub Lyon. I znów najpoważniejszymi rywalami Anglików w walce o Puchar Mistrzów będą oni sami.
Magazyn LM: tylko geniusz Ibrahimovića może uratować Inter w rewanżu


FIFA i UEFA chcą wyrównać szanse

Finansowa, a co za tym idzie, sportowa dominacja Premier League nie podoba się dwóm najważniejszym ludziom światowej piłki. Szef UEFA Michel Platini chce wprowadzić w klubowym futbolu limit wynagrodzeń, prezes FIFA Sepp Blatter forsuje zasadę 6+5 (od sezonu 2012/13 na boisku musiałoby przebywać sześciu piłkarzy z kraju, z którego pochodzi klub). Tym planom sprzeciwia się jednak Komisja Europejska.

Wtorkowe mecze LM pod znakiem kontuzji - czytaj tutaj »


Który zespół wygra tegoroczną Ligę Mistrzów?