Chambers - mistrz Europy niesławy

Kiedy Dwain Chambers zdobywał w niedzielę tytuł halowego mistrza Europy, chciałoby się wyłączyć telewizor raz na zawsze, najlepiej rzucając w niego autobiografią mistrza ?Race against me? w twardej okładce. Od dziś książka, której rozbuchana promocja trwa od dwóch tygodni dzięki bulwersującym fragmentom o dopingu, znalazła się w księgarniach Wielkiej Brytanii. Chambers obszernie opisuje, jak pochłaniał nałogowo sterydy, hormon wzrostu, EPO, insulinę, modafinil, The Clear i inny koks.
Trzy medale Polaków w Turynie »

Oszust był z niego słaby, ale bezwstydny. Bez żenady opisuje, że gdy zjadł już porcję dopingu i wcierał sobie specyfik The Clear, wpadła do niego kontrola. Spocony ze strachu zaprosił agentów do środka. Nie spostrzegli, gapy, że tubkę z zabronionym specyfikiem zostawił na telewizorze.

Nie jest to historia skruszonej ofiary dopingowego systemu. To opowieść przygodowa z pieprznymi detalami napisana po to, aby wybrnąć z kłopotów finansowych.

Pobrzmiewa w tym zgrzytliwy śmiech, bo w 2006 roku Chambersa przywrócono do rywalizacji pod warunkiem, że zwróci 200 tys. dol., które wygrał na zawodach, będąc pod wpływem dopingu. Dotąd oddał tylko niewielką część - nie stać go na więcej, bo organizatorzy największych mityngów nie zapraszają skazanych za doping.

Teraz już będzie go stać. Bestseller o dopingu pozwoli dopingowiczowi oddać pieniądze zarobione dzięki oszustwu. Czy zapewni mu starty w lukratywnych mityngach?

Jest jakiś gigantyczny błąd prawny w tym, że tak skompromitowani sportowcy jak Chambers mogą startować. Brytyjczyk zdobył w Turynie tytuł mistrza Europy po prostu dzięki temu, że zaliczył minimum. Nikt mu nie jest w stanie zabronić startów w mistrzostwach świata i Europy, tylko z igrzysk został dożywotnio wykluczony, bo tak stanowią brytyjskie przepise olimpijskie. Szykuje się na start w sierpniowych mistrzostwach świata w Berlinie, na pojedynek z Usainem Boltem. Na nic są pytania, czy kiedykolwiek skazanego za oszustwo zatrudniono by w banku? Złodzieja w policji? Czy dano by im pole do kolejnych oszustw i kradzieży?

W sporcie wciąż dają taką szansę, choć akurat w nim chodzi przecież o rywalizację fair, a równe szanse powinny być najbardziej podstawową zasadą.

Do sportu dopingowicz może wrócić nawet po długiej karze. To bardzo kontrowersyjne. Rozumiem intencje twórców przepisów w odniesieniu do całej rzeszy dopingowiczów, ale nie do wszystkich.

Większość z nich to młodzi ludzie, narażeni na pokusę w sferze życia bezwzględnej, bo liczy się w niej tylko zwycięzca, brutalnej, bo w walce uczestniczą miliony równie utalentowanych i zdeterminowanych, i w której trzeba szybko łapać okazję - sport zawodowy jest zaledwie krótkim epizodem w życiu.

Tyle że Chambers jest przypadkiem odrębnym. Brytyjczyk nie należał do tych, którzy leczyli przeziębienie tussipekiem, brali doping przez pomyłkę, z naiwności, głupoty lub za namową.

On sam szukał dopingu, sam znalazł Victora Conte, wykorzystywał doping przez lata na wielką skalę. I skruchy u niego nie uwidzisz. Po dwuletniej dyskwalifikacji w 2006 roku wrócił do sportu, ale okazało się, że znów oszukał. Wyszło bowiem na jaw, że brał doping dużo wcześniej, niż się do tego przyznał. A teraz na tym wszystkim zbija majątek, pisząc wspomnienia.

Finałem tej sprawy nie może być stwierdzenie Chambersa, że "nie można wygrać bez dopingu".

Nie można tolerować bezczelnego dopingowicza, który zamiast bić się w piersi i żałować za grzechy, okrywa sport niesławą.

Chambers wygrywa bieg na 60 m - czytaj tutaj »