Sport.pl

To idzie starość, czyli powroty weteranów do ekstraklasy

Piłkarska Polska zachwyca się, że zimą wróciło do ekstraklasy kilku niezłych piłkarzy i już strzelają gole. Tylko czy ten fakt naprawdę jest powodem do entuzjazmu?
Starsi panowie z ŁKS rewelacją ligi »

Media jednym tchem wymieniają: Tomasz Frankowski! Damian Gorawski! Bartosz Ślusarski! Jarosław Fojut! Łukasz Surma! W pierwszej wiosennej kolejce wszyscy wybiegli w pierwszych składach i żaden nie opuścił boiska przed ostatnim gwizdkiem. Aby zjawisko jeszcze bardziej dawało do myślenia, ani jeden nie grał w zespole, który poniósł porażkę, ba! - Frankowski dwoma golami, a Ślusarski jednym zapewnili wygrane swoim klubom, z kolei trafienie Fojuta dało remis. Tak, to było prawdziwe wejście smoków.

Ale o czym właściwie świadczy?

O tym, że z nimi polska liga będzie silniejsza? Na pewno, ale z drugiej strony także o tym, że z definicji jest przeraźliwie słaba, skoro albo dawna gwiazda (fakt, wielka, ale dziś już grubo po 30.), albo byle emeryt, który w kieszeni spodni na tyłku ma nabity portfel, a pod nim odciski od ławki rezerwowych, już po pierwszym meczu staje się gwiazdą.

O tym, że oni sami są wciąż dobrzy? Zgoda, ale najpierw byli za słabi, by się utrzymać - a niektórzy wręcz przebić! - w krajach, w których futbol jest prawdziwą dyscypliną sportu, a nie od lat zżeraną przez korupcję własną karykaturą.

Tych pięciu wspaniałych łatwo można podzielić na dwie grupy. Cztery starsze (27-35 lat) asy plus wciąż młoda nadzieja Fojut. Pierwsi stanowią do bólu powtarzalny od lat przypadek, że nawet jeżeli polski piłkarz będzie już za słaby na dowolne zagraniczne rozgrywki, to na pewno ma ostatnią deskę ratunku. Czyli ligę w ojczyźnie, w której zawsze jakiś klub go przygarnie, a i on jemu - choć jest bez formy - jeszcze się przyda.

Co do Fojuta - powie ktoś, że to przypadek potwierdzający wzrastającą atrakcyjność Polski, do której nie wahają się przyjeżdżać piłkarze mający na koncie przygodę z Premier League. Z taką tezą też można polemizować, bo 21-letni obrońca nie dlatego gra dziś w ekstraklasie, że jest ona dobra, lecz dlatego, że on był zbyt słaby, by grać w lepszej. Śląsk bardziej niż marzeniem stał się dla niego koniecznością.

Co zrobili za granicą?

Gdzie grałIle latMecze/gole
Tomasz Frankowski4,566/13II hiszpańska, II angielska, USA
Damian Gorawski457/3I rosyjska
Bartosz Ślusarski2,545/10I portugalska, II angielska
Łukasz Surma1,537/0I izraelska, I austriacka
Jarosław Fojut4,520/24 minuty w I angielskiej, III angielska
Wbrew doniesieniom to wcale nie jest pierwszy tak masowy come back gwiazd polskiego futbolu. Podobne wydarzenia mają miejsce niemal przed każdą rundą, a na przykład latem 2007 r. w jednej chwili wrócił do polskiej ligi dużo bogatszy w boiskowe sukcesy zestaw: Jerzy Brzęczek, Kamil Kosowski, Andrzej Niedzielan, Radosław Kałużny i Radosław Gilewicz. Ten pierwszy wyjechał za granicę 12 lat wcześniej, ten ostatni - aż14! A więc na Polskę za dobrzy byli niemal już w średniowieczu, a mimo to po powrocie wciąż mieli pewne miejsca w składach. Oni też w pierwszych miesiącach ponownej przygody z polską ligą w komplecie błyszczeli. Gdzie są dziś?

Brzęczek. Przez półtora roku rozegrał w Górniku Zabrze 42 mecze, strzelił 5 goli. Przed tą rundą odszedł do Polonii Bytom. W pierwszej wiosennej kolejce nie wstał z ławki rezerwowych, w drugiej już grał.

Kosowski. Po zaledwie jednej rundzie w Wiśle Kraków znów wyemigrował - do hiszpańskiego drugoligowca. Później przeprowadził się na Cypr, gdzie gra do dziś.

Niedzielan. Tylko 21 meczów w Wiśle i jeden gol przez półtora roku. Częściej leczy kontuzje niż gra czy nawet trenuje.

Kałużny. Też zaczął w Jagielloni świetnie, ale z meczu na mecz grał coraz słabiej i po sezonie zakończył karierę.

Gilewicz. Strzelił kilka goli dla Polonii, ale zespół nie awansował do ekstraklasy, a on skonfliktował się z właścicielem. Dziś kariera to dla niego czas przeszły.

Zgadza się, wszyscy byli coraz starsi, kariery części z nich dobiegały powoli końca nawet przed powrotem do Polski. Ale przecież ci, którzy przyjechali teraz - też będą się tylko starzeć.

I jeszcze jedno. Już w drugiej kolejce piątkę najświeższych repatriantów przyćmiło dwóch jeszcze starszych, którzy też mają w karierze solidne zagraniczne rozdziały - Tomasz Hajto i Piotr Świerczewski. Wraca więc pytanie - co oznaczają przebojowe powroty dawnych gwiazd? Potwierdzają nieustającą klasę ich samych? Czy raczej jednak mizerię ligi?

Lech i Legia utrzymują przewagę - o 19. kolejce czytaj tutaj »