Korona lepsza od Górnika

W sobotę piłkarze Górnika rozegrali w Kielcach ostatni sparing przed startem rundy wiosennej I ligi. Łęcznianie ulegli Koronie 0:1 po bramce Ernesta Konona.
Można powiedzieć, że sobotnie spotkanie było próbą generalną dla obydwu zespołów. Górnik już w najbliższą sobotę w pierwszej kolejce wiosny zmierzy się na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. Zespół Korony również czeka mecz na szczycie zaplecza ekstraklasy. Kielczanie tego samego dnia podejmą bowiem łódzki Widzew. Zespół Górnika wystąpił w składzie zbliżonym do tego, jaki zagra za tydzień. Zabrakło jedynie kontuzjowanych Prejuce Nakoulmy i Piotra Karwana. Ponadto do Kielc nie pojechało kilku innych zawodników pretendujących do gry w wyjściowym składzie, a uskarżających się na drobne urazy, m.in. Wojciech Musuła, Krzysztof Kazimierczak czy Kamil Stachyra. Gra kontrolna dwóch pretendentów do awansu do elity krajowego futbolu przyciągnęła na trybuny bez mała pięć tysięcy spragnionych ligowej piłki kibiców. Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Podopieczni trenera Włodzimierza Gąsiora raz za razem ostrzeliwali bramkę strzeżoną przez Jakuba Wierzchowskiego. Czynili to kolejno Łukasz Nawotczyński, Edi Andradina i Jacek Kiełb, ale na szczęście dla Górnika brakowało im skuteczności. Gracze Korony nie mieli żadnych kłopotów ze sforsowaniem linii obrony łęcznian, a nieporadnością raził zwłaszcza prawy defensor Paweł Głowacki, którego niemiłosiernie ogrywał Paweł Sobolewski. Zespół Górnika pierwszą okazję do zdobycia gola stworzył sobie w 19. min gry. Prawą stroną boiska przedarł się Kamil Witkowski, który wyłożył piłkę Jakubowi Grzegorzewskiemu, stojącemu kilka metrów od bramki miejscowych. Napastnik Górnika uderzył jednak zbyt lekko i Radosław Cierzniak wybił futbolówkę na rzut rożny. Zaledwie minutę później kolejny atak przeprowadzili zawodnicy Korony. Po fantastycznym podaniu Ediego Andradiny sam przed Wierzchowskim znalazł się Ernest Konon, który z łatwością wpakował piłkę do siatki. Kilkanaście sekund po wznowieniu gry Górnik był bliski wyrównania, jednak Rafał Niżnik trafił piłką w poprzeczkę. To było wszystko, na co było stać drużynę trenera Wojciecha Stawowego w pierwszej połowie. Natomiast Korona jeszcze przed przerwą mogła podwyższyć rezultat. Niepilnowany w polu karnym Sobolewski uderzył jednak tuż obok słupka.

Po zmianie stron oglądaliśmy już nieco odmienionego Górnika, choć to kielczanie lepiej rozpoczęli tą część spotkania. W 51. min bliski pokonania Wierzchowskiego był Łukasz Cichos, jednak napastnik Korony musiał uznać wyższość golkipera z Łęcznej. Niespełna minutę po tej sytuacji na tablicy świetlnej powinien był widnieć rezultat remisowy. W sytuacji sam na sam z Cierzniakiem znalazł się bowiem Witkowski. Napastnik sprowadzony do Górnika z Cracovii miał wystarczająco dużo czasu, by spytać reprezentacyjnego bramkarza, w który róg powinien strzelać. Witkowski zupełnie się jednak pogubił i fatalnie chybił. Jeśli chodzi o sytuacje bramkowe, to byłoby na tyle. Końcowa faza sobotniego meczu, które toczyło się przy padającym śniegu i dokuczliwym zimnie, była uboga w sytuacje strzeleckie, o składnych akcjach nie wspominając. Ciężko wyróżnić któregokolwiek zawodnika Górnika za sobotni występ. Jedynym wyjątkiem jest Wierzchowski, który uratował łęcznian przed wyższą porażką, a przy straconej bramce nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. A jeśli bramkarz urasta do miana zawodnika meczu, to nie wróży to najlepiej na tydzień przed początkiem piłkarskiej wiosny.

Korona 1 (1)

Konon (20.)

Górnik 0

Korona: Cierzniak (60. Misztal) - Kuzera, Nawotczyński (46. Hernani), Markiewicz (62. Nawotczyński), Szyndrowski (46. Bednarek) - Sobolewski (46. Popławski), Wilk, Zganiacz (46. Cichos), Edi, Kiełb (46. Łatka) - Konon (46. Gawęcki).

Górnik: Wierzchowski - Głowacki, Nikitović, Benevente, Radwański (56. Tomczyk) - Bartoszewicz, Bazler, Niżnik - Witkowski, Grzegorzewski, Grobelny (76. Bugała).