Górnik z Mazurem na remis

W środę zespół Górnika rozegrał przedostatni mecz sparingowy przed startem rundy wiosennej I ligi. Łęcznianie zaledwie zremisowali z III-ligowym Mazurem Karczew.




Wynik 1:1 z drużyną grającą o dwie klasy rozgrywkowe niżej chwały piłkarzom Górnika nie przynosi. Jedyną bramkę dla łęcznian w 37. minucie zdobył głową Veljko Nikitović, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego Rafała Niżnika. Zresztą z przebiegu gry podopieczni trenera Wojciecha Stawowego nie zasłużyli na korzystniejszy rezultat. - Uważam, że dzisiejszy sparing stał na niskim poziomie. Przede wszystkim w naszym wykonaniu. Wiem jednak, skąd się to wzięło. Jesteśmy na takim etapie przygotowań, że nie mogę patrzeć na ten mecz przez pryzmat wyniku. Mimo wszystko dzisiejszy sparing powinniśmy wygrać. Bez względu na liczbę sytuacji, różnica klas powinna być widoczna. Mieliśmy kilka okazji, ale nie tyle, ile w poprzednich meczach. Ciężko nam się przestawić z naturalnej na sztuczną nawierzchnię, bo ciągle skaczemy z jednej na drugą. Mam nadzieję, że cały kolejny tydzień będziemy trenować na normalnej murawie - komentował szkoleniowiec Górnika. Trener Stawowy do boju posłał następujący skład: Gierl (46. Żukowski) - Głowacki (46. Tomczyk), Bartoszewicz, Nikitović, Radwański - Bugała (46. Benevente), Bazler, Niżnik - Nazaruk, Grzegorzewski, Nakoulma (26. Witkowski). Napastnik rodem z Burkina Faso - Nakoulma, który jeszcze niedawno chciał rozwiązać umowę z Górnikiem, opuścił boisko po niespełna półgodzinie gry, gdy zderzył się z obrońcą drużyny gości. W drugiej połowie starcie z rywalem boleśnie odczuł również Sławomir Nazaruk. - Sławek doznał tylko stłuczenia barku. Myślę, że bardziej należy martwić się Prejucem. Nie do końca wiadomo, co mu się stało przy zderzeniu z obrońcą Mazura. Wydaje mi się, że może to być coś poważniejszego. Nie wyglądało to najlepiej. Więcej będziemy wiedzieć po badaniu USG - powiedział Stawowy, który winą za te kontuzje obarcza konieczność rozgrywania gier kontrolnych na boisku ze sztuczną nawierzchnią w Łęcznej. - Murawa jest bardzo tępa, noga zostaje. Nie ma poślizgu. Miejmy jednak nadzieję, że nie będzie to nic groźnego, co mogłoby go wyeliminować z inauguracyjnego meczu w lidze. Na tym zależy mi najbardziej - mówił szkoleniowiec Górnika, który batalię o powrót w szeregi ekstraklasy rozpocznie już 14 marca meczem wyjazdowym z Zagłębiem Lubin.

Zanim łęcznianie udadzą się na Dolny Śląsk, zmierzą się jeszcze z Koroną. Ostatni mecz kontrolny Górnik rozegra na kieleckim stadionie w najbliższą sobotę o godz. 17.30. - Przed nami ostatni sprawdzian. Zagramy na naturalnej nawierzchni, o godzinie zbliżonej do meczu z Zagłębiem Lubin. Jeśli jednak okaże się, że Nakoulmie nie stało się nic poważnego, to chciałbym zagrać składem zbliżonym do optymalnego. Znak zapytania stoi tylko przy nim. Boli go więzadło poboczne kolana. Wygląda to na naciągnięcie. Wówczas trzydniowa przerwa pozwoli mu zapomnieć o tej dolegliwości. W tej chwili wiem, że w Kielcach nie wystąpi na pewno Piotrek Karwan. Pozostali zawodnicy będą do mojej dyspozycji - mówi Stawowy. W zespole Górnika kilku innych graczy też uskarża się na urazy, m.in. Wojciech Musuła, Krzysztof Kazimierczak i Wojciech Szymanek. - Najpoważniejszy uraz dotyczy jednak Karwana. Teraz przechodzi rehabilitację stawu skokowego. Pozostałe kontuzje są urazami przeciążeniowymi. Gdybym na siłę chciał rozegrać dziś mecz ligowy, to mógłbym wystawić każdego zawodnika poza Karwanem. Ale nie o to chodzi. Za dziesięć dni startuje liga i wtedy muszę mieć do dyspozycji wszystkich zawodników - mówi Stawowy.

We wczorajszym sparingu z Mazurem miejsce Karwana w środku defensywy zajął Radosław Bartoszewicz, który nominalnie jest pomocnikiem. Sprowadzony z Floty Świnoujście Brazylijczyk Benevente wszedł wczoraj na boisko po przerwie. - Radek jest naszym rozwiązaniem awaryjnym. Benevente na zgrupowaniu w Turcji chorował i nie mógł uczestniczyć we wszystkich treningach. Teraz stopniowo nadrabia zaległości. Poza tym nie jest do końca zgrany z zespołem. Poza pierwszym sparingiem w Turcji, gdzie rozegraliśmy ich trzy, nie grał wcale. Potrzebuje jeszcze trochę czasu i stąd rozwiązanie z Bartoszewiczem, jeśli okazałoby się w lidze, że Nikitović bądź Karwan nie mogą grać. Bo ta dwójka jest bezkonkurencyjna na środku obrony. Dobrze ze sobą współpracuje - chwali swoich podopiecznych Stawowy, który nie obawia się, że sobotni sprawdzian z Koroną będą obserwować przedstawiciele Zagłębia. - Nie boję się tego, że będziemy podglądani. Mecz sparingowy bardzo różni się od ligowego. Nie mam zamiaru niczego ukrywać. Może poza kilkoma elementami, których w Kielcach nie sprzedamy - zakończył trener Górnika.