Kowalczyk: Złoty medal będzie w Soczi

Justyna Kowalczyk wyleciała do Helsinek, skąd uda się do Lahti na kolejne zawody Pucharu Świata. Polka obiecuje, że powalczy o jak najlepszy rezultat, ale choroba uniemożliwiła jej dobre przygotowanie do zawodów. - W Lahti nie będę w pełnej dyspozycji - przyznała Polka przed wylotem.
Co zmieniło się w życiu Polki, po udanych mistrzostwach w Libercu, gdzie zdobyła dwa złote medale i była prawdziwą gwiazdą? - Jestem zaskoczona popularnością, która nagle na mnie spadła. To przerosło moje najśmielsze oczekiwania - przyznaje Kowalczyk.

- Nie chcę jej, chcę po prostu biegać na nartach. We wtorek chciałam spotkać się ze znajomymi w Krakowie, ale przez całą drogę z Kasiny Wielkiej jechał za mną samochód. Odwołałam spotkania, bo nie chcę narażać moich bliskich na stres - opowiada Kowalczyk.

Przez przymusowy powrót 23-letnia biegaczka mogła dłużej leżeć w łóżku i wyleczyć przeziębienie. Do nart wraca w środę.

- Po trzech dniach bez treningu trzeba wreszcie iść na nartki - mówiła Kowalczyk, która ostatnie dni spędziła na leczeniu przeziębienia. Brała lekarstwa, stawiano jej bańki, ale na szczęście udało się uniknąć antybiotyków. Polka podkreśliła, że w Lahti nie będzie w optymalnej formie i nie wie, czy uda jej się zmobilizować organizm do maksymalnego wysiłku. - Przydałby się jeszcze jeden wolny dzień - przyznała. W środę jednak Polka już założy narty, choć jak przyznała "tylko sobie pochodzi".

W czwartek dołączy do niej trener Wierietielny . W nocy z wtorku na środę trener wyruszył z Wałbrzycha, gdzie mieszka, do Krakowa. Stamtąd do estońskiego Tallina (kieruje na zmianę z fizjoterapeutą) i w czwartek rano, popłynie promem do Helsinek. - My tak zawsze podróżujemy - mówi 62-letni szkoleniowiec.

W Lahti Kowalczyk czekają starty w sprincie i w biegu na 10 km techniką klasyczną. W tym sezonie Kowalczyk może jeszcze walczyć o triumf w Pucharze świata. Zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, ze startą 104 punktów do Aino-Kaisy Saarinen. Jednak nad czwartą w tabeli Słowenką Petrą Majdić ma tylko 11 punktów przewagi i właśnie na obronie trzeciego miejsca chce się skupić. - O coś więcej spróbuję powalczyć w przyszłym roku - mówi jak zwykle skromna Kowalczyk. - Majdić wyleczyła grypę żołądkową i w sobotę będzie główną faworytką w sprincie.

Polska "Królowa nart" w środę spotkała się z prezesem PKOl. Piotrem Nurowskim, który poinformował, że firma RAFAKO przebiła premię za złoty medal, którą oferował Polski Związek Narciarski. Nie ujawnił ile bohaterka z Liberca dostanie za dwa złote krążki, wiadomo tylko, że PZN za mistrzostwo świata obiecywał 30 tys. zł.

Po triumfach w Libercu Kowalczyk stała się jedną z faworytek przyszłorocznych igrzysk w Vancouver. Polka do tego startu podchodzi jednak spokojnie, podkreślając że płaskie trasy w Whistler nie należą do jej ulubionych. - W Vancouver oczywiście powalczę i dam z siebie wszystko, ale złoty medal zdobędę w Soczi w 2014 roku. na tamtej trasie jest mnóstwo podbiegów, które tak lubię.