Ekstraklasa będzie w Wągrowcu!

- Dla mnie to był mecz roku - mówił Adrian Konczewski, bramkarz Nielby i jeden z bohaterów spotkania. Nielba pokonała najbardziej utytułowany polski klub Śląsk Wrocław 29:28 i jedną nogą jest w ekstraklasie
Na 7 kolejek przed końcem meczu niepokonana Nielba ma już 4 pkt przewagi nad Śląskiem Wrocław. To powinno wystarczyć do szybkiego świętowania pierwszego w historii klubu awansu do ekstraklasy.

Tysiąc biletów na to spotkanie rozeszło się w przedsprzedaży w trzy dni. Na godzinę przed meczem hala była już pełna, a ochroniarze mieli nadzieję, że nikt więcej nie przyjdzie. Niektórzy kibice zaś dyskutowali, kto więcej za nie zapłacił. Bilety, które w kasach były po 10 zł, z drugiej ręki kosztowały 50, 70, a nawet 100 zł.

Zawodnicy Nielby wiedzieli jaką stawkę ma to spotkanie. - Gadaliśmy o tym meczu od dwóch tygodni, wszystko było pod niego przygotowywane. W domu każdy z nas o tym myślał, spać nie mogliśmy. Dziś też mieliśmy zbiórkę wyznaczoną na godz. 16.45, a o 16 już wszyscy byli, bo nikt w domu nie mógł wysiedzieć - mówił Konczewski.

Nielba i Śląsk to zdecydowanie najlepsze kluby w tej grupie I ligi. Nielba miała przewagę psychologiczną, bo w tym sezonie pokonała Śląsk na jego boisku. Na dodatek także drugoligowi piłkarze nożni Nielby wyeliminowali grający w ekstraklasie Śląsk z Pucharu Polski. Wrocławianie zaś byli pod ścianą - właściciele głównego sponsora klubu, firmy As-Bau, zapowiedzieli, że nie będą finansować drużyny, jeśli ta nie awansuje do ekstraklasy.

Goście przyjechali do Wągrowca osłabieni - kontuzjowani są Piotr Swat i Adam Świątek. - Byliśmy mocno rozbici, bo ja przeszedłem grypę żołądkową, a Mariusz Gujski dopiero wczoraj wznowił treningi i grał jeszcze na znieczuleniu - mówił Adrian Marciniak ze Śląska, jeden z dwóch zawodników, którzy pamiętają jeszcze ostatnie boje wielkopolan w ekstraklasie. W 2002 r. był bowiem, podobnie jak Mieszko Kaczor z Nielby, graczem Metalplastu Oborniki. A gdy Metalplast się wycofał z ligi, cały region stracił szansę oglądania najlepszych zespołów w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że już od września do Wągrowca też będą przyjeżdżały takie kluby jak Vive Kielce czy Wisła Płock.

Zwycięstwo nad Śląskiem przyszło jednak Nielbie z największym trudem. Choć zaczęło się dobrze - w 4. min gospodarze prowadzili już 3:0. Śląsk miał świetnego snajpera - Mariusza Gujskiego - na jego trafienia odpowiadał Artur Janusiewicz z Nielby. Obaj w poprzednim sezonie grali w ekstraklasie w Elblągu.

W 19. min Nielba wygrywała 11:7 i wtedy w jej grze coś się zacięło. Sędziowie wyrzucili z boiska na dwie minuty Marcina Siódmiaka, goście odrobili część strat. A później resztę i w końcu objęli prowadzenie. Mecz świetnie sędziowali najlepsi polscy arbitrzy - Mirosław Baum i Marek Góralczyk, którzy mają za sobą prowadzenie finałów igrzysk olimpijskich, Ligi Mistrzów czy meczów mistrzostw świata, choćby ostatnio w Chorwacji. Oni nie ulegali presji widowni - bardzo dobrze reagowali na to, co się działo na boisku.

Ale na 35 s przed przerwą i oni byli bezradni. Nielba przegrywała 13:15, jej trener Jacek Okpisz poprosił o przerwę. I wtedy zgasło światło. - Dzwonili do mnie z centrum, ponoć w całym Wągrowcu światła nie ma - powiedział ktoś obok.

Po kilku minutach przerwy grę jednak wznowiono - Nielba straciła piłkę, a po chwili bramkę. Po pół godzinie przerwy Śląsk miał więc trzy bramki przewagi, a zaraz po wznowieniu gry - nawet cztery. Gospodarze zaczęli jednak odrabiać straty - głównie za sprawą wprowadzonego po przerwie miejscowego weterana Sebastiana Bukowskiego, który raz za razem "wkręcał" piłki do bramki Śląska niczym Mariusz Jurasik.

Gospodarze wyrównali w 41. min, Śląsk znów wywalczył trzy bramki przewagi (26:23 w 48. min). Dwie z nich gospodarze szybko odrobili i wtedy... znów w hali zrobiło się ciemno. Tym razem jednak kompletnie - nawet tablica wyników się wyłączyła. Kibice zaczęli za to świecić... telefonami komórkowymi. - Najbardziej się obawiałem tego, że nie włączą prądu. Dwa razy mecz był przerywany przy ich prowadzeniu, a na twarzach piłkarzy Śląska, zwłaszcza po przerwie, widziałem brak tlenu. Wiedziałem, że oni muszą paść, nie da się oszukać organizmu i grać tak szybko cały czas jednym składem. A my te siły mieliśmy - mówił trener Nielby Jacek Okpisz. Gra została wznowiona, ale zegara nie udało się ustawić na 51. min. Zawodnicy grali więc od zera do dziewiątej minuty.

W tym czasie bohaterem Nielby był bramkarz Konczewski - obronił kilka niezwykle groźnych rzutów rywali. Gdy na półtorej minuty przed końcem odbił w aut piłkę po rzucie Mariusza Gujskiego, wyskoczył w górę. Z radości. - Emocje wzięły górę, nawet nie wiedziałem, że tak potrafię skoczyć - mówił Konczewski. Na minutę przed końcem Nielba wygrywała 28:27, miała piłkę i rzut wolny. Janusiewicz zdobył gola bezpośrednio z rzutu wolnego, ale... sędziowie go nie uznali. Wcześniej, sekundę przed rzutem, trener Nielby Jacek Okpisz poprosił o przerwę. - Dawid Przysiek mi pokazywał, że chcą tej przerwy, by coś ustalić. Ja chciałem czekać - mówił Okpisz. Nielba jednak wygrała - ostatniego gola, być może na wagę ekstraklasy, rzucił Bukowski.

- Mam nadzieję, że moje marzenie się ziści i Wielkopolska będzie miała ekstraklasę. Dwa razy próbowałem tego awansu ze Spartą Oborniki i się nie udało. Udało się z Miedzią Legnica, ale ja chcę, by w przypadku Wielkopolski sprawdziło się powiedzenie "do trzech razy sztuka". Mamy tutaj dużo talentów, które wyjeżdżają poza nasze województwo. A tak, będą mogli zostać - stwierdził Okpisz.

Nielba Wągrowiec - Śląsk Wrocław 29:28 (13:16)

Nielba: Konczewski, Gebler, Głębocki - Janusiewicz 7, Witkowski 5, Przysiek 5, Bukowski 5, Gierak 4, Kaczor 1, Popławski 1, Siódmiak 1, Kwiatkowski 0.

Śląsk: Stachera, Schodowski, Młoczyński - Rutkowski 8, Gujski 7, Haczkiewicz 3, Jaszka 3, Frąszczak 3, Jedziniak 2, Marciniak 2, Sadowski 0, Tórz 0.