Unia zablokuje kontrole dopingowe?

Gwiazdy światowego sportu z Rafaelem Nadalem i Jeleną Isinbajewą na czele buntują się przeciwko nowym kontrolom antydopingowym. Po ich stronie niespodziewanie może stanąć Unia Europejska
WADA broni wherabouts »

- Przepisy są drakońskie, nie jesteśmy w stanie normalnie żyć - wściekał się Andy Murray, czwarty tenisista świata. Szkot na kontrolę został zabrany na lotnisku Heathrow po 24-godzinnym locie z Australii. - To zamach na wolność. Czuję się jak kryminalista - mówił Rafael Nadal, numer jeden na liście ATP. Kontrolerzy odwiedzili go w hotelu. - Nowe przepisy są zbyt ostre - twierdzi też Jelena Isinbajewa, rekordzistka globu w skoku o tyczce.

Chodzi o system "whereabouts", czyli kontroli dopingowych poza zawodami (ang. out-of-competition tests), który wprowadzono wprawdzie już kilka lat temu, ale od 1 stycznia zaostrzono jego zasady i objęto nim więcej dyscyplin.

Sportowcy muszą teraz być do dyspozycji kontrolerów Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA) siedem dni w tygodniu, a nie pięć. Skończyły się więc wolne soboty i niedziele. Muszą też podawać z trzymiesięcznym wyprzedzeniem cały rozkład zajęć - nie tylko gdzie będę trenować, ale też w jakim hotelu się zatrzymają, jakimi liniami lecą. Jeśli w niedzielę idą na spacer, muszą napisać do jakiego parku. Między 6 rano a 23 muszą być do dyspozycji zawsze przez pełną godzinę w ciągu dnia (wcześniej wystarczało 15 min). Każda zmiana musi być wprowadzona do systemu WADA w internecie. Jeśli nie masz pod ręką komputera, wysyłasz SMS-a lub dzwonisz. - Jeśli nagle zapragniesz iść do kina, też musisz wysłać im SMS-a - drwi Bjorn Vleminckx, piłkarz belgijskiego KV Mechelen. - Nawet moja mama nie wie, gdzie jestem o każdej godzinie - denerwował się Nadal. Nowe zasady oficjalnie potępiły piłkarskie organizacje FIFA i UEFA. Michel D'Hooghe, szef komitetu medycznego FIFA, nazwał system "inkwizycją". Dodał, że tylko 0,1 proc. złapanych na dopingu to piłkarze. - Nic nie uzasadnia takich kontroli - stwierdził.

Kogo obejmuje program? M.in. 10 najlepszych tenisistów, czołówkę lekkoatletów z każdej konkurencji i losowo wybrane grupy piłkarzy (w Premier League ok. 30), rugbistów, czy krykiecistów. W kolarstwie - wszystkich zawodowców z cyklu Pro Tour. Kontrolowani poza zawodami mogą być wszyscy, ale ci wciągnięci na listę, muszę prowadzić swoisty pamiętnik.

Trzykrotne wprowadzenie kontrolerów w błąd i uniknięcie badania krwi lub moczu może skutkować dwuletnią dyskwalifikacją. W 2006 r. zawieszono tak brytyjską lekkoatletkę Christine Ohuruogu. Zapominała pisać, gdzie będzie danego dnia, i nie pojechała na ME. Dopiero drugie odwołanie dało jej przepustkę na igrzyska do Pekinu, gdzie zdobyła złoto na 400 m.

Władze antydopingowe bronią się, że system "whereabouts" to jedyna skuteczna walka z dopingiem. Dziś tylko idioci - jak pisze BBC - szprycują się przed zawodami i w ich trakcie. Dopingowicze oszukują podczas przygotowań, przed zawodami tylko "czyszczą" organizm. WADA ma wsparcie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) i narodowych federacji, ale niespodziewanie sportowcy mogą zyskać sojusznika w Unii Europejskiej.

W Belgii grupa 65 sportowców, m.in. kolarzy, piłkarzy i siatkarzy, wynajęła prawników i złożyła protest w Komisji Europejskiej. Powołują się na unijne przepisy i dowodzą, że system uderza w wolności obywatelskie UE. Jan Figel, komisarz UE ds. sportu, zaapelował już nawet do WADA o wstrzymanie kontroli do momentu wyjaśnienia sprawy przez Komisję Europejską. Figel ma rozmawiać na ten temat z szefem WADA Johnem Faheyem w tym tygodniu w Lozannie.

Gdyby WADA zawiesiła kontrole, byłby to najpotężniejszy od lat cios w walkę z dopingiem. Jacques Rogge, szef MKOl, nie wykluczył modyfikacji w systemie po konsultacjach ze sportowcami i WADA. - Od niespodziewanych kontroli nie ma odwrotu, ale być może system trzeba będzie jakoś złagodzić - przyznał David Howman, dyrektor generalny WADA.