Debel uzdrowił Radwańską

Agnieszka Radwańska wyszła z anginy, wyleczyła nogę i z marszu doszła do finału debla w parze z Marią Kirilenko. Turniej w Dubaju dostał 300 tys. dol. kary za to, że ZEA nie wpuściły Shahar Peer z Izraela.
Urszula Radwańska wygrała z siostrą, przegrała z kontuzją

Decydujący o tytule mecz polsko-rosyjska para przegrała w sobotę 3:6, 3:6. Rozstawione z jedynką Cara Black z Zimbabwe i Amerykanka Liezel Huner okazały się za mocne dla grających ze sobą sporadycznie Radwańskiej i Kirilenko. Rywalki to najmocniejsza para świata - wygrały w karierze ponad 70 turniejów, zarobiły 8 mln dol. - Agnieszka była jednak bardzo zadowolona. Przede wszystkim z tego, że zagrała kilka dobrych spotkań. Z singla odpadła wcześnie, ale nie siedziała bezczynnie - mówi "Gazecie" Victor Archutowski, menedżer sióstr Radwańskich. Agnieszka i jej rosyjska partnerka pokonały m.in. rozstawione z dwójką Lisę Raymond (USA) i Kvetę Peschke (Czechy), a w półfinale po niezwykle dramatycznym meczu Włoszkę Francescę Schiavone i Hiszpankę Anabel Medinę Garrigues (nr 4). Polka i Rosjanka zainkasowały 50 tys. dol. do podziału. Poprawią też swoje pozycje w deblowych rankingach.

Dla Radwańskiej był to drugi w karierze finał deblowego turnieju WTA. W 2007 r. w parze z siostrą Urszulą wygrała w Stambule. - Ale to był nieporównywalnie mniejszy turniej. W Dubaju grały najmocniejsze pary, pula nagród była większa. Ten finał to największy deblowy wynik Agnieszki, choć oczywiście wszystko wyszło trochę przypadkowo. Priorytetem był i jest singiel - podkreśla Archutowski.

Radwańska w niedzielę wróciła do Krakowa. Już kilka dni temu w domu zameldowała się też Urszula, która odpadła z singla w drugiej rundzie. W Polsce siostry będą raptem cztery dni. W czwartek lecą do Meksyku, gdzie w Monterrey zagrają w imprezie z pulą nagród 220 tys. dol. - Turniej mały, ale Agnieszka traktuje go jako przygotowanie do marcowych dużych imprez w amerykańskim Indian Wells i Miami. Chce oswoić się z różnicą czasu, upałem - tłumaczy Archutowski. Najlepszą informacją jest koniec problemów zdrowotnych sióstr. Agnieszka wyszła wreszcie z anginy, która męczyła ją jeszcze od turnieju w Paryżu. Nie ma też problemów z udem, a Urszula też zapomniała o urazie nogi, który wyeliminował ją w Dubaju.

W singlu triumfowała Venus Williams, która w półfinale pokonała swoją siostrę Serenę. Finał z Francuzką Virginie Razzano był tylko formalnością (6:4, 6:2). To 40. w karierze wygrany turniej Venus. Tenis zszedł jednak na dalszy plan. Prawie wszystko kręciło się w Dubaju wokół politycznej decyzji o nieprzyznaniu wizy dla Shahar Peer z Izraela. - Niedobrze się stało, że jednej z nas tu zabrakło - mówiła, odbierając nagrodę Williams. Federacja WTA nałożyła na arabskich organizatorów najwyższą w historii karę 300 tys. dol. Peer otrzymała też w ramach rekompensaty 44 tys. dol. i 130 pkt do rankingu WTA. Larry Scott, szef kobiecego tenisa, zapowiedział, że jeśli gracze z Izraela w przyszłym roku nie dostaną wiz, impreza natychmiast znika z kalendarza. Andy Roddick tak oburzył się całą sprawą, że nie przyjedzie do Dubaju w tym tygodniu bronić tytułu w męskiej imprezie ATP. Z gry zrezygnowali też Rafael Nadal i Roger Federer, choć oni oficjalnie ze względu na kontuzje. Zjednoczone Emiraty Arabskie stają na głowie, by ratować oba turnieje. W ostatniej chwili przyznały w piątek wizę Andy'emu Ramowi.

Spokojniej było w Marsylii, gdzie triumfował Jo-Wilfried Tsonga, który w finale pokonał rodaka Michaela Llodrę. Czwarte w karierze turniejowe zwycięstwo zadedykował ojcu, który zmaga się z chorobą i w poprzednim tygodniu przeszedł operację. W półfinale Tsonga ograł Novaka Djokovicia, rewanżując mu się za przegrany zeszłoroczny finał Australian Open.

Wiza dla Izraelczyka uratowała turniej w Dubaju - czytaj tutaj »