Milowy skok Kamila

Nie chcę być drugim Adamem Małyszem. Pracuję na własną markę - mówił przed mistrzostwami świata w Libercu Kamil Stoch. W sobotę, zajmując czwarte miejsce, wyszedł z cienia mistrza
Mam niewiele do poprawienia. Potrzebuję jeszcze kilkudziesięciu dobrych skoków i druga część sezonu będzie dla mnie bardzo dobra - tak mówił nam Stoch po styczniowych konkursach Pucharu Świata w Zakopanem. Tegoroczny mistrz Polski pokazał w sobotę, że nie rzuca słów na wiatr. Po dwóch równych, długich skokach (99,5 i 100,5 m, najlepszy wynik serii finałowej) zawodnik LKS Poroniec odniósł swój życiowy sukces. Na skoczni średniej w Libercu Stoch przegrał tylko z trzema najlepszymi skoczkami tego sezonu - Wolfgangiem Loitzlem (wcześniej wygrał Turniej Czterech Skoczni), Gregorem Schlierenzauerem i Simonem Ammannem. - Przepełnia mnie szczęście. Wykorzystałem dobre warunki, które miałem podczas obu skoków - cieszy się Stoch. Niestety, słabiej spisał się Małysz. Obrońca tytułu z Sapporo, skoczył 96 m w pierwszej i zaledwie 89,5 metra w drugiej serii, zajmując ostatecznie odległe, 22. miejsce. - Nie składam broni. Mam nadzieję, że jeszcze będę skakał dobrze - zapowiedział nasz mistrz. Jego wynik w pewnym stopniu usprawiedliwiają zmienne warunki, które medalu pozbawiły m.in. prowadzącego po pierwszej serii Fina Harriego Olliego i zajmującego trzecie miejsce Norwega Andersa Jacobsena. O dużym pechu może mówić także Thomas Morgenstern. Austriacki mistrz olimpijski w drugiej serii skoczył najdalej - 101,5 m, ale upadł po lądowaniu i zajął ostatecznie zajął ósme miejsce. Gdyby nie pechowa wywrotka, "Morgi" byłby mistrzem świata.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl



Czym jest zooterapia? Najlepszy podręcznik o zooterapii w Polsce możesz dostać za darmo!