Bydgoskie wspomnienie o Kamili Skolimowskiej

- Uwielbiam Bydgoszcz. Co roku idzie mi tu świetnie - to słowa zmarłej w środę wieczorem Kamili Skolimowskiej sprzed lat sześciu. Wypowiedziała je na stadionie bydgoskiego Zawiszy po zwycięstwie w młodzieżowych mistrzostwach Europy.
Na imponującej liście jej sukcesów, z których największym jest triumf na olimpiadzie w Sydney, Bydgoszcz ma swój złoty ślad.

Zaczęła go zapisywać u nas na pamiętnych mistrzostwach świata kadetów. To było już dziesięć lat temu. 16-letnia Kamila biła wówczas na głowę swe rówieśniczki. Była lepsza od nich o kilka metrów. Pamiętam jednak, że bardziej od złotego medalu, cieszyła się z przyjazdu do Bydgoszczy rodziców, którzy niespodziewanie dla niej zjechali wtedy z wczasów w Pucku. Ojciec Kamili, Robert Skolimowski, były reprezentant Polski w wadze superciężkiej w podnoszeniu ciężarów, strasznie się cieszył. - Bardzo jestem dumny z córki, bo osiąga w sporcie więcej niż ja - mówił 10 lat temu.

A Kamila jak tylko mogła najszybciej uciekła od dziennikarzy i kibiców. Mam w oczach jej obraz, jak spaceruje po stadionie z domowym zwierzakiem rodziny Skolimowskich - 13-letnim rottweilerem Lorbasem. Czuła się znacznie lepiej niż na podium ze złotym medalem. Spacerowała z uśmiechem na twarzy. I to kolejne wspomnienie z nią związane. Przyjeżdżała potem do Bydgoszczy bardzo często, właściwie co roku i gdy się z nią rozmawiało, zawsze była uśmiechnięta.

Ani na jotę nie zmienił jej osobowości wielki wyczyn na olimpiadzie w Sydney. Pozostała taką samą dziewczyną jak ta, którą pamiętam ze spaceru z Lorbasem i szczerych słów po finale MŚ kadetów.

- Zawsze przed zawodami modlę się do św. Jana Bosko. To pomaga - mówiła pierwsza w historii polska mistrzyni świata do lat 18 i pierwsza polska 17-latka, która zdobyła złoto na olimpiadzie.