Dlaczego Bogdan Wenta był nielubiany w Zabrzu

Piłka ręczna po dwóch kolejnych medalach na mistrzostwach świata przeżywa w naszym kraju znakomity okres. Całkiem inaczej niż na Śląsku. Na turnieju w Chorwacji nie zagrał ani jeden zawodnik, grający lub wychowany w naszym regionie. A były czasy, że w kadrze występowało ich nawet siedmiu, ośmiu.
W Śląskim Związku Piłki Ręcznej w ciągu ostatnich lat zmieniło się niewiele. Może tyle, że działa strona internetowa i zamiast z bokserami siedzibę w starej kamienicy przy ul. Pawła w Katowicach związek dzieli teraz z szermierzami. Prezes związku Alfred Wrzeski, kiedyś znany zawodnik i trener, pełni swoją funkcję od pięciu lat.

Piotr Zawadzki: Czy Ślązacy potrafią jeszcze grać w piłkę ręczną?

Alfred Wrzeski, prezes ŚlZPR: Oczywiście, że potrafią. Tylko nie bardzo mają gdzie. Bramkarz Marcin Wichary, który grał na igrzyskach w Pekinie, zaczynał karierę w Sparcie Zabrze. Teraz gra w Wiśle Płock. Pogoń Zabrze to mistrz Polski juniorów z zeszłego roku. W seniorskiej drużynie, która walczy o awans do ekstraklasy, łapie się trzech, czterech tych zdolnych juniorów. Reszta nie ma gdzie się pokazać. Pewnie więc pojadą gdzieś w Polskę. Ja ich rozumiem.

A dlaczego u nas nie grają?

- U nas piłka ręczna się skończyła, jak padły kopalnie. No co ja mam zrobić? Na kurs instruktorski zgłasza się siedem osób, a to za mało, żeby nawet go rozpocząć. Nie ma chętnych, bo instruktor w klubie dostanie 200-300 złotych. Otrzymujemy dotację z urzędu marszałkowskiego, ale tylko na młodzież. Mamy w tym roku 80-lecie śląskiego związku. Chcemy zrobić turniej, może jakiś mecz międzypaństwowy z tej okazji. Wie pan, ile z tym problemów?

Jednym z asów polskiej reprezentacji jest Karol Bielecki, po którego atomowych rzutach piłka mknie z prędkością 120 km/godz. Podobno przed laty na Śląsku też był taki piłkarz?

- Chodzi panu pewnie o Engelberta Szolca? Grał w Grunwaldzie Halemba, potem w Pogoni Zabrze. Potężne chłopisko, jego specjalnością był rzut z biodra. Wtedy prędkości rzutu nikt nie mierzył, ale nasz Engel "kopyto" miał nie gorsze niż Bielecki. Szolc grał na olimpiadzie w 1972 roku, potem w lidze austriackiej. Dziś pewnie zrobiłby światową karierę.

Jak duży wpływ na poziom śląskiej piłki ręcznej miała emigracja do Niemiec?

- Powiem panu tylko, że - z jednym wyjątkiem - wyjechała cała Pogoń Zabrze z lat 70. W latach 80. powyjeżdżało następne pokolenie młodych, bardzo utalentowanych zawodników z tego klubu. Dopóki Pogoń miała górnicze pieniądze, mieszkania i talony na samochody, potrafiła ściągnąć i zatrzymać najlepszych piłkarzy z kraju. Rządziła w lidze, w 1989 i 1990 roku zdobyła mistrzostwo Polski.

Powszechnie dziś szanowany Bogdan Wenta jako zawodnik nie był specjalnie lubiany przez kibiców w Zabrzu.

- Pogoń z Wybrzeżem, gdzie grał Wenta, rywalizowały wtedy o mistrzostwo. Ich mecze były ozdobą całej ligi. A Wenty kibice nie lubili, bo to był świetny, ale nieprzyjemnie grający piłkarz. Prowokował, a potem udawał niewiniątko.