Jacek Wszoła: Nie ma słów by to wyrazić

- Kamila była niezwykle otwartą, pogodną osobą, uśmiechniętą. Zawsze miała power. Wszyscy teraz dzwonią, pytają o Kamilę, jaka była. Jej śmierć to dla nas nauka na przyszłość, żeby cenić ludzi, którzy są obok nas i rozmawiać z nimi, bo nie wiadomo, kiedy może ich zabraknąć - mówił w TVN 24 Jacek Wszoła po tragicznej śmierci Kamili Skolimowskiej
Jacek Wszoła, złoty i srebrny medalista olimpijski w skoku wzwyż:

Nie ma takich słów by wyrazić to co się stało. Kamilę znałem od dziecka. Jej ojciec był przyjacielem moim i Mariana Woronina. Marian mieszkał właściwie klatka w klatkę z Robertem Skolimowskim, ojcem Kamili. Nasze dzieci zawsze bawiły się razem w piaskownicy.

To była niezwykle otwarta, pogodna osoba, zawsze uśmiechnięta. Zawsze miała "power". W rzucie młotem była zawsze trochę przeciwieństwem Szymona Ziółkowskiego, który po niepowodzeniach miał "doła", lubił ponarzekać. Tymczasem po porażce w Pekinie, pamiętam, że Kamila w ogóle nie dała po sobie poznać, że ją to zabolało. Czytałem wywiad, w którym krok po kroku opowiadała co ma zamiar zrobić, by w Londynie było lepiej. Emanowała optymizmem. Jej moto to było: "nie martw się, będzie lepiej". Ale miała też charakter i odwagę, potrafiła walczyć.

Pochodziła ze sportowej rodziny. Robert, ojciec, podnosił ciężary. Kamila też od nich zaczynała. To wtedy nie była nawet dyscyplina olimpijska. Ale Kamila od początku była niezła, lepsza od dziewczyn ze światowej czołówki. Dopiero potem poszła do lekkoatletyki.

Odeszła mistrzyni olimpijska Kamila Skolimowska | wideo


To spadło niespodziewanie. Miała 26 lat... Najgorsze jest to, że nikt się tego nie spodziewał. Przecież sportowcy są poddawani wyjątkowo dokładnym badaniom właściwie przez całe życie. Przez kilkanaście lat nie było żadnych sygnałów, że coś jest nie tak. Że ma jakiś kłopot z sercem, być może ukrytą wadę. Ale takie rzeczy czasem się niestety zdarzają. Ja też byłem przez lata wyczynowym sportowcem, a lekarze nigdy nie wykryli, że... miałem tylko jedną nerkę. To musi być wyjaśnione w ciągu najbliższych dni.

Może za mocno chciała, za mocno trenowała, nie wiem... Rolą dziennikarzy jest wywierać presję, rozliczać z wyników. Czasem własne wymagania i wymagania innych sprawiają, że przesadzamy z wysiłkiem. Trudno ocenić, co się stało.

Wszyscy teraz dzwonią, pytają o Kamilę, jaka była. Jej śmierć w tak młodym wieku to dla nas wszystkich nauka na przyszłość, żeby cenić ludzi, którzy są obok nas i rozmawiać z nimi, bo nie wiadomo, kiedy może ich zabraknąć.

Kamila Skolimowska nie żyje - Jak do tego doszło »