Franciszek Smuda: Meczami z Udinese żyję od śniadania do snu

- Chciałbym spróbować sił w Bundeslidze, ale myślę sobie, że Bundesligę równie dobrze można też zrobić w Poznaniu. Tzn. Lech może być klubem, w którym praca będzie sprawiać przyjemność - mówi trener Franciszek Smuda. W czwartek o godz. 18 jego zespół gra z Udinese pierwszy mecz 1/16 finału Pucharu UEFA
Trenerzy ligowi o szansach Lecha | Ekstraklasa.tv


W niedzielę we Wronkach Lech wygrał ostatni sparing przed pojedynkiem z Włochami - z Wisłą Płock 4:0. Mecz rozpoczęła jedenastka, którą prawdopodobnie zobaczymy w czwartek przy Bułgarskiej: Ivan Turina - Grzegorz Wojtkowiak, Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Ivan Djurdjević - Dimitrije Injać, Rafał Murawski, Semir Stilić, Jakub Wilk - Robert Lewandowski - Hernan Rengifo. Po przerwie zagrali rezerwowi, w tym skrzydłowy Sławomir Peszko. Przeciwko Udinese pauzuje za żółte kartki, inaczej pewnie byłby podstawowym zawodnikiem. Bramki dla "Kolejorza" strzeli Rengifo (10. i 27.), Lewandowski (21.) i Peszko (57.).

Andrzej Grupa: Czy wolałby pan pożegnać się z Lechem mistrzostwem Polski, czy awansem do ósemki najlepszych drużyn Pucharu UEFA?

Franciszek Smuda: To i to jest cenne, ale obu rzeczy pewnie nie złapie się za nogi. Myślę, że dla Lecha najlepsze jest mistrzostwo.

Ale na "pożegnanie z Lechem" pan nie zareagował...

- Bo może nastąpić w każdej chwili. Wiadomo, jak pracuje się w Polsce, pracę można stracić po jednej przegranej. Umówiłem się z prezesami Lecha na 1 kwietnia, będziemy rozmawiać o przyszłości. No dobrze, może nie 1 kwietnia, bo nikt wtedy nie uwierzy w żaden komunikat. Spotkamy się 2 czy 3 kwietnia i zdecydujemy. Jeżeli mam dalej w Lechu pracować, to tylko wtedy, gdy będzie nas stać na zbudowanie jeszcze lepszej drużyny. Kibice chcą coraz lepszych spotkań, awansów w pucharach, mistrzostwa Polski. Do tego potrzebna jest świetna kadra.

Rozmowa odbędzie się przed końcem sezonu. Może więc Lech postawi warunek, że zostanie pan w Poznaniu, jeżeli "Kolejorz" zdobędzie mistrzostwo?

- Taki warunek byłby niezdrowy. Nikt nie przedłużyłby kontraktu pod takim warunkiem. Nie będę się cały czas trząsł. Chcę mieć komfort pracy, a do tej pory go miałem. Czasem słyszałem jakieś mruczenia, ale nie było wielkiego ciśnienia ze strony prezesów. Tak być musiało, inaczej bym tego zespołu nie zbudował.

A jakie warunki pan postawi Lechowi?

- Moje warunki nie są istotne, liczy się tylko rozwój zespołu i klubu. Musimy jasno powiedzieć: kto, jak i za co odpowiada. Gdy podpisywałem poprzedni kontrakt, gruntowanie o tym nie rozmawialiśmy. Teraz jest czas na takie rozmowy, bo ja poznałem już prezesów, a oni mnie.

To dlaczego wciąż pan wspomina o odejściu? Chce pan wywrzeć na Lechu presję czy ma pan może inne propozycje?

- Są różne propozycje, ale cokolwiek zmieniłaby tylko jedna, która zawsze tkwiła mi w głowie - Bundesliga. Musiałaby to jednak być oferta, przy której każdy mi powie: "Tego nie możesz odrzucić". Myślę bowiem, że można zrobić Bundesligę w Poznaniu. Tzn. Lech może być klubem, w którym praca będzie sprawiała przyjemność. Obecny zespół rodził się w bólach, ale dzięki temu mam jeszcze większą wiarę w to, co robię.

Boli pana to, że jako trener lidera zarabia pan dwa razy mniej niż trener ostatniego zespołu ekstraklasy?

- Jeżeli trener ostatniego zespołu [Henryk Kasperczak w Górniku] dobrze zarabia, to cieszę się, że kluby powoli dochodzą do odpowiedniego poziomu finansowego, by dobrze wynagradzać trenera. Kiedy się jednak dobrze zarabia, trzeba coś pokazać, coś zbudować, zrealizować plany klubu.

Udało się zatrzymać wszystkie największe gwiazdy Lecha, ale latem Stilić, Lewandowski czy Rengifo pewnie odejdą...

- Skoro tak, to już dziś Lech musi jasno mi powiedzieć: "Będziesz budował jeszcze raz". Chyba że zatrzymamy tych graczy, których mamy, dołożymy nowych i wtedy walczymy o wielkie cele. Wiem, że mam inną wizję szkoleniową niż prezesi. Dlatego muszą mi powiedzieć: "Stać nas na to, na to i na to". I wtedy się dogadujemy lub nie.

Pół roku temu mówił pan, że w tym zespole co pół roku trzeba wymieniać jedno, dwa słabsze ogniwa. Tymczasem nowi piłkarze - Burić, Golik i Handżić - na razie zawodzą. Kogo są w stanie wymienić?

- Proszę odpowiedzieć sobie samemu.

Pan woli nie komentować?

- Nie. Na szczęście wszyscy piłkarze są zdrowi. A skoro tak, to na 13 meczów ligowych ta liczba piłkarzy mi wystarczy.

Myśli pan o pracy z reprezentacją? Pozycja trenera Leo Beenhakkera nie jest zbyt mocna...

- Trochę doświadczenia mam, a moja praca w Poznaniu wyglądała dotąd tak, jakbym reprezentację budował. Tu nawet było trudniej, bo w reprezentacji, gdy nie masz Kokoszki, to masz inne Pierożki. Ale zawsze kogoś masz do powołania. A w Lechu, gdy jeden ma kontuzję, musisz kogoś kupić.

W czwartek Lech będzie na ustach całej Polski. Czy pan żyje tylko meczami z Udinese?

- Cały czas, choć w ostatnich dniach obozu mniej, bo staram się dać więcej luzu piłkarzom, by odzyskali świeżość, a dzięki temu szybkość. Codziennie wieczorem oglądam któryś z meczów Udinese, a mam je wszystkie z ostatniego czasu. Solidnie analizowałem mecz z Napoli. Przed spaniem, rano jak wstaję i po śniadaniu ze 20 minut czy pół godziny. Bo gdy raz oglądam wideo, dostrzegam jedno, a cztery godziny później - co innego. Niektóre momenty spotkań rozegranych przez Udinese trzeba zobaczyć kilka razy.

Jak Lech musi zagrać przeciwko Udinese?

- Niesamowicie agresywnie. Jeżeli odpuścimy pod tym względem, to nie mamy szans.

Arboleda, Stilić i Tanevski mają już po dwie żółte kartki. Kolejne wyeliminuje ich z rewanżu. Oni też mają grać agresywnie?

- Jak będziemy na kartki patrzeć, to daleko nie zajdziemy. Zawodnicy przez taką ostrożność mogą popełnić więcej błędów. Nie mogą o tym myśleć.

To wielka strata dla Lecha, że nie zagra Sławomir Peszko (pauzuje za kartki)?

- W pierwszym meczu można jeszcze się bez niego obejść, ale bardzo ważny będzie w rewanżu, bo na pewno - w zależności od wyniku - potrzebować będziemy szybkich piłkarzy na grę z kontry.

Aby grać we Włoszech z kontry, trzeba pierwsze spotkanie wygrać.

- Naturalnie. Obojętnie czy 1:0, 2:1, 3:1 czy 3:2. Trzeba wygrać. Bramka przewagi jest bardzo istotna.

Zwycięski sprawdzian Lecha przed meczem z Udinese - czytaj tutaj »