Adam Małysz czwarty w kwalifikacjach w Innsbrucku

Idzie ku lepszemu, cały czas do przodu. Będzie lepiej - Adam Małysz dodawał po skokach otuchy nie tylko sobie, ale i polskim dziennikarzom. W kwalifikacjach do piątkowego konkursu w Innsbrucku zajął czwarte miejsce. Do konkursu zakwalifikowali się także Robert Mateja i Tomasz Pochwała.
Sven Hannawald i Martin Schmitt nie skakali w kwalifikacjach, bo mieli znakomite wyniki w dwóch skokach treningowych. - Ja mam dobrze skakać, a nie na Niemców się oglądać - powiedział Małysz. - Oni mówią, że chcą mnie sprowokować. Ja o ich skokach i o tym, co mówią, nie myślę.

Małysz skakał w czwartek trzy razy - dwa razy w eliminacjach i raz w kwalifikacjach. Najdalej wylądował na 126,5 m. Kilka metrów bliżej od najlepszych. A Rosjanin Walerij Kobielew - w kwalifikacjach - ustanowił nowy rekord Bergisel: 130,5 m. Zabrał go Małyszowi. Na treningu Schmitt i Hannawald skakali jeszcze dalej - 131 i 132 metry - i zrezygnowali z kwalifikacji, by - jak sami mówią - "zostawić trochę energii w akumulatorach na konkurs". Zupełnie zaskoczyli tym spikera, który nie wiedział, że nie skacze Hannawald. Po numerze 92. (Martin Hoellwarth) od razu skakał numer 94. (Małysz). A Hannawald ma nr 93. Spiker komentował więc skok Małysza, jakby to był Niemiec. Polaka przedstawił jako "zwycięzcę z Oberstdorfu i Ga-Pa i wielką nadzieję Niemców"... Skok na 126 m podsumował jako "taki sobie". Publiczność gwizdała i wyła ze śmiechu. Po kilkudziesięciu sekundach i parokrotnym wywołaniu Małysza spiker zrozumiał swój błąd i wytłumaczył się problemami z komputerem.

Igły nie pomogły

Małysz wystąpił wczoraj w pomarańczowym, odblaskowym, jeszcze pachnącym nowością, kombinezonie. Poprzednie, srebrne, jak sam mówi, były już "wyskakane". Niemiecka firma Maininger dostarczyła nowe stroje dla polskich zawodników jeszcze przed konkursem w Ga-Pa. - Ale za mało przepuszczały powietrza - opowiadał Małysz. - Dopasowany kombinezon dostał chyba tylko Robert Mateja. Mój przepuszczał trochę ponad 20 proc., a może i powinien 40 proc. Całymi wieczorami i w Oberstdorfie, i w Ga-Pa nakłuwaliśmy te kombinezony igłami, a i tak nic to nie dało. W ogóle te wszystkie srebrne ubrania na mnie się nie nadawały. A ten pomarańczowy dostałem w środę wieczorem. Jest dobry, nieźle przylega, no i przepuszcza tyle powietrza, ile trzeba.

Czy w nowiutkim kombinezonie Małysz pokona wreszcie rywali? Po tym, co zobaczyliśmy w czwartek, ciężko być optymistą. Schmitt był wczoraj, po raz pierwszy od dawna, szczerze uśmiechnięty. "Martin Schmitt ist zuerrick" - krzyczał spiker jeszcze w Ga-Pa po niezłym skoku Niemca w kwalifikacjach. I rzeczywiście, zawodnik, który od roku miał ze sobą problemy, zaczyna teraz lądować bardzo daleko.

Treningowy skok Małysza oglądaliśmy razem. - To cały Adam, my go znamy. Skacze bliżej w kwalifikacjach, daleko w konkursach - przekonywał Schmitt.

Na długi wywiad Schmitt umówić się nie chce. Tłumaczy się brakiem czasu oraz masą propozycji. Odsyła do rzecznika, nie dając jednak żadnej nadziei na to, że się zgodzi. - Mieliśmy w środę konferencję prasową z niemieckimi dziennikarzami, też namawiali mnie na wywiad. I też odmawiałem - tłumaczył Schmitt. Jemu do tej pory skocznia Bergisel nie odpowiadała. To tam, w 1999 roku, stracił szanse na pierwszy w życiu triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Wygrał w Oberstdorfie, wygrał w Ga-Pa. W Innsbrucku był w drugiej dziesiątce i w ogólnej klasyfikacji wyprzedził go Austriak Andreas Widhölzl.

Wpadali do rowów

Teraz starego Bergisel już nie ma. Był mało funkcjonalny, przestarzały i został zburzony kilka miesięcy temu. Razem z nim runął rekord Małysza (120,5 m). Teraz nowa skocznia jest bardziej nowoczesna. Ma wydłużony rozbieg, łagodny profil. Zdaniem Małysza można na niej skakać po 135 metrów. - Jest bardzo nowoczesna, leci się bardzo wysoko nad progiem, ale w dolnej części, jak nie powieje, ciężko odlecieć. Profil ma podobny do olimpijskiej skoczni w Salt Lake City, tyle że w Ameryce jest inna termika - powiedział Małysz, który wciąż jest zakatarzony. - Nos zapchany, nie wyleczę go chyba do końca zimy.

Najgorszym pomysłem było umiejscowienie wyjścia dla skoczków na samym szczycie przeciwskoku. Zawodnicy wyhamowują w Innsbrucku pod górę i na samym szczycie, przy dwóch olimpijskich zniczach, ustawiono żółtą bramkę wyjściową - za nią doskonale widoczne są z każdego miejsca symbole reklamowe sponsorów. Aby skoczkowie nie tracili równowagi, tarczowymi piłami wycięto rowy, do których wpadali zawodnicy. Niektórym się nie udawało i zjeżdżali na dół. Kibiców ogarniał śmiech - skoczkowie przypominali wielkie pająki z dwoma odnóżami.

- Pomieszczenie dla zawodników jest jak nieumeblowany dom. Tylko ściany są pomalowane. Ale wokół wszystko jeszcze przypomina plac budowy - obrazowo opowiadał Tomasz Pochwała, który skokiem na 121. metr zakwalifikował się do konkursu i zmierzy się w nim ze Słoweńcem Peterem Zontą. - Metry dobre, ze stylem gorzej - dodał Pochwała. - Po wyjściu z progu narty rozjechały się za bardzo na bok.

Do konkursu zakwalifikował się także Robert Mateja (115 m). Zmierzy się z jednym z najbardziej utalentowanych austriackich skoczków - Martinem Kochem. - Dalej mam problem z odbiciem. Ciągle się spóźniam - mówił Mateja. - Już nie wiem, co się dzieje. Im bardziej chcę, tym skoki gorsze. Dobrze, że te 115 m wystarczyło. Ze szczytu widać cmentarz w Innsbrucku, ale ja nigdy nie patrzę w jego stronę.

Dwie flagi

Skoki treningowe i kwalifikacje oglądało kilka tysięcy osób. Wśród nich były dwie polskie flagi. Bez zwyczajowej nazwy miejscowości na białej części. - No, nie wpisywaliśmy, bo musielibyśmy wpisać Hanower - wytłumaczyła pani Alicja. - Jesteśmy trochę smutni z powodu Adama. Powinien więcej z psychologiem rozmawiać.

Piątkowy konkurs zaczyna się o 13.45. Transmisje w 1 TVP i RTL.

Wyniki kwalifikacji:

1. Martin Hoellwarth (Austria) 130 m; 134 pkt.

2. Ildar Fatkullin (Rosja) 127; 129,6

3. Walery Kobieliew (Rosja) 130,5; 128,4

4. Adam Małysz (Polska)126; 126,8

4. Matti Hautamaeki (Finlandia) 126; 126,8

6. Martin Koch (Austria) 124,5; 122,1