Turniej Czterech Skoczni. Nie ma kryzysu - mówi trener Tajner.

Kryzysu nie ma. Adam jest w słabszej dyspozycji, sle i tak skacze daleko - powtarza trener Apoloniusz Tajner. Po dwóch konkursach Turnieju Czterech Skoczni Adam Małysz traci 20 punktów do Niemca Svenna Hannawalda. Ale przegrywał nie tylko z nim.
- Turniej Czterech Skoczni pokaże, kto w jakiej dyspozycji jest naprawdę - mówił przed wyjazdem do Niemiec i Austrii trener Tajner. Na razie na skoczniach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen widzieliśmy dwa zwyciestwa Svena Hannawalda. Adam Małysz, jak na razie trzyma się w tle.

Do 30 grudnia 2001 roku sytuacja była taka: na najwyższej, sięgającej nieba, niedostepnej dla nikogo półce, był Małysz. Od ubiegłorocznego TCS polski fenomen nie zepsuł ani jednego ważnego skoku. Nie wypadał poza pierwszą dziesiątkę PŚ, nie zdarzało mu się to, co pozostałym (Hannawaldowi, Schmittowi, Finom, Austriakom) czyli np. niekwalifikowanie się do trzydziestki, niezdobycie punktów Pucharu Świata albo nawet spóźnione lub przyspieszone wyjście z progu...

Na półce niżej - przynajmniej jakieś dziesięć metrów - znajdowało się kilku najlepszych zawodników, których rolę najlepiej oddał osiem miesięcy temu niemiecki komentator Eurosportu. "Chcecie wiedzieć, ile skoczy Małysz? Do wyniku najlepszego zawodnika dodajcie dziesięć metrów". Taka była różnica.

W powodzi zachwytów, westchnień i radości, kołatało się pytanie: "ile czasu on to wytrzyma"? Tajner i doktorzy Jerzy Żołądź oraz Jan Blecharz uspokajali: "długo". Przed sezonem trener zaryzykował nawet stwierdzenie: "już nas nie dogonią". Pierwsze skoki potwierdzały jego opinię. Małysz w dziewięciu konkursach PŚ był sześć razy pierwszy (Kuopio, Neustadt, Villach, Predazzo dwa razy i Engelberg), dwa razy drugi (Kuopio i Neustadt) i raz czwarty (Engelberg), ale wtedy skrzywdzili go sędziowie. Na lazurowym niebie sukcesów słońce świeciło pełnym blaskiem.

Chmury pojawiły się jednak szybciej niż oczekiwano, w najmniej spodziewanym momencie. Podczas Turnieju Czterech Skoczni. Nie powodują one jednak, że trzeba zabierać ze sobą parasol - promienie słońca wciąż przebijają przez chmury. Tak naprawdę, to Małyszowi wyłączyło się - na razie - turbodoładowanie, nad którym tak wszyscy się zachwycaliśmy. - Lepiej teraz niż później - mówił doktor Blecharz, sugerując olimpiadę.

Po wspaniałych zeszłorocznych sukcesach Polaka niemiecki komentator Eurosportu Dieter Thoma powiedział: "Małysz lata, inni skaczą". Na razie, na Turnieju Czterech Skoczni Małysz jest bez turbodoładowania czyli dynamitu w nogach na progu. I zaczął skakać. Nie lata już nikt. Nawet Hannawald i Withoelzl, którzy wygrywali z Polakiem.

Ciężko mówić o kryzysie widząc drugie miejsce Polaka w klasyfikacji TCS i dobre skoki. Ale przyczyn zniżki formy jest kilka.

Nie do końca wiadomo czy polski mistrz jest zdrowy. W rozmowach z dziennikarzami wszyscy z polskiej ekipy zapewniają, że jest. W skokach na chroniczny katar, chrypkę, drapanie w gardle narzekają wszyscy, którzy wiele czasu spędzają na mrozie w cienkich kombinezonach. - Adamowi przydałoby się parę dni odpoczynku, ale nie ma kiedy - bezradnie rozkłada ręce trener. - Antybiotyków brać nie chcę, to osłabia organizm - dodaje skoczek.

Po drugie: zmęczenie. Małysz startuje we wszystkich zawodach PŚ. W ostatnim roku, z ważniejszych imprez odpuścił tylko mistrzostwa Polski w Wiśle. Odbywały się one tuż po tym jak przywiózł z Lahti złoty medal mistrzostw świata. Wtedy Małysz był jednak poważnie chory. Latem odpoczywał krótko, na Dominikanie spędził z żoną tydzień. Wrócił i nie miał spokoju. Płacił cenę za sukcesy i popularność. Wreszcie zaczęły się starty w letniej GP. I także wygrał.

Zaraz potem zaczęły się przygotowania do zimowego sezonu olimpijskiego, najważniejszego ze wszystkich. Doktor Żołądź zapewnia: - Adam nie jest przemęczony. Program treningów ułożony jest specjalnie pod jego możliwości i pułap wytrzymałości.

Ale po zawodach w Ga-Pa trener Tajner przyznał: - Adamowi brak błysku. A błysku brakuje, kiedy nie ma świeżości.

Czym jest spowodowany brak świeżości? Bardzo małą ilością czasu na regenerację.



Tak naprawdę piąte i trzecie miejsce w konkursach TCS i drugie miejsce w klasyfikacji generalnej to znakomite wyniki. Dla wszystkich jednak nie dla Małysza. Przyzwyczaił nas, że można go traktować jak skoczka z innego wymiaru. Od tygodnia jednak jest na tej samej półce, co cała światowa czołówka. Ma jednak wciąż możliwości większe niż inni. Bo tak, jak on w poprzednim roku, nie skakał i nie wygrywał jeszcze nikt. Za wcześnie więc mamy do czynienia z syndromem spadochroniarza czyli "martwieniem się na zapas".

Po Oberstdorfie czekaliśmy z niecierpliwością na noworoczny konkurs Garmisch-Partenkirchen. Tam jednak znowu wygrał Hannawald. Ale tym razem Małysz skakał już tylko minimalnie gorzej. I teraz czekamy do piątku. Czy Innsbruck da ostateczną odpowiedź? Przecież jedno zwycięstwo Małysza przywróci blask na twarzy wątpiacych i na twarzy samego Małysza. Słońce znowu wyjdzie zza chmur.